Budownictwo fortepianów w XIX w.

Czasem spotykam się z opinią: „Mam cenne zabytkowe pianino, zbudowane nie byle gdzie, lecz w Berlinie!”, albo „Mój fortepian zbudowano aż w Wiedniu, przez słynnego nadwornego cesarsko-królewskiego mistrza XXX”. Owszem, jest to prawda, lecz bez zrozumienia jej kontekstu historycznego niewiele jest warta.

Jaki zatem jest kontekst historyczny?

A taki, że zarówno w Berlinie, jak i w Wiedniu, w okresie 1860-1914 działało łącznie kilka tysięcy mniejszych czy większych zakładów i zakładzików, produkujących pianina i fortepiany. Zaś w lepszych latach liczba jednocześnie czynnych zakładów w każdym z tych miast przekraczała 100.

Nie, nie żartuję. W najbardziej pojemnym „międzynarodowym” katalogu producentów fortepianów Jana Grossbacha figuruje 334 firmy z samego Berlina. Z drugiej strony, na 59 firm produkujących fortepiany w Warszawie, które ustaliłem ja, Grossbach zawiera zaledwie 18. Jeżeli więc przyjąć, że Berlin został potraktowany tak samo „szczegółowo” (co jest bardzo możliwe, gdyż podobny problem dotyczy i Wiednia; z kolei na naszym rynku wtórnym pojawiają się pianina tak bardzo niszowych berlińskich firm, że nie ma ich w żadnym katalogu), to, wykorzystując ten sam koeficjent szczegółowości Grossbacha, wyszło mi, że w Berlinie w ciągu ostatnich 220 lat mogło istnieć nawet i 1100 wytwórni fortepianowych! Sporządzenie zaś kompletnego katalogu, ze względu choćby na zniszczenia wojenne, jest absolutnie niemożliwe!

Wyobraźmy zatem sobie, że w Warszawie średnio na co trzeciej lub co piątej ulicy mieściłby się zakładzik, w którym kilka osób zajmowałoby się produkcją pianin. Trudno to sobie wyobrazić, zwłaszcza we współczesnych realiach, prawda? Tym nie mniej, i w Berlinie, i w Wiedniu, było właśnie tak.

Dlatego nie należy się dziwić, że średnio co drugie zabytkowe pianino na allegro, tablicy lub gumtree pochodzi z Berlina. Tak samo nie należy się dziwić, jeżeli nie możemy o jego producencie znaleźć żadnych informacji. Owszem, być może zawiniła zawierucha wojenna, być może zawinił kryzys ekonomiczny, podczas którego firma upadła. Lecz najpewniej ta czy inna firma w ogóle nie prowadziła rozbudowanej ewidencji swoich prac, a przynajmniej niczym się nie wpisała do historii budownictwa fortepianowego. Na jej instrumencie nigdy nie grała żadna znakomitość, jej instrumentów nie kupowały renomowane sale koncertowe lub „dobre domy”, lub też firma – typowy chałupniczo-rzemieślniczy zakładzik – nigdy nie brała udziału w żadnych wystawach przemysłowych, bo nie miała takich ambicji. Zresztą, gdyby brała, a nawet i dostawała jakieś medale i wyróżnienia, słabą byłoby to pociechą, gdyż wyróżnienia i medale dostawały dziesiątki, jeżeli nie setki firm, i to na tych samych wystawach! Nie mam w tej chwili wiedzy, czy udział w wystawie był odpłatny, czy kwestia przyznania medalu była związana z korupcją, czy też nie, ale wiem, że zdobycie nawet i kilku medali w większości przypadków nie zapewniało firmie pamięci w postaci choćby publikacji, pozwalających cokolwiek o tej firmie dzisiaj się dowiedzieć. A zatem najczęściej przypadkowo zachowane pianino może być jedynym dziś świadectwem niegdysiejszego istnienia firmy o takiej nazwie…

Jeżeli w Niemczech poza setkami zakładów w Berlinie istniały również inne, całkiem prężne ośrodki produkujące pianina i fortepiany (Drezno, Lipsk, Hamburg, Wrocław itd.), to w imperium austro-węgierskim kwestią prestiżu było znalezienie się w stolicy cesarstwa. Słowo „Wien” na pokrywie fortepianu było bezcenne. Za resztę można było zapłacić kartą… Toteż ze wszystkich zakątków ogromnego imperium do Wiednia zjeżdżali Austriacy, Czesi, Polacy, Włosi i Węgrzy, arendując jakieś budy, stodoły, a nawet opuszczone młyny (!), tylko by się zmieścić w granicach administracyjnych miasta stołecznego Wiednia, tylko by móc dostać jego obywatelstwo (ekwiwalent dzisiejszego meldunku, lecz z o wiele większymi uprawnieniami i przywilejami)… Nieliczne zakłady pozostały w ojczystych Pradze, Budapeszcie, Krakowie czy Przemyślu. Za to w Wiedniu działali „rdzenni” Czapka (Čapka lub Csapka), Triska (Tříska), Kotykiewicz, Haschka (Haška), Nemetschke (Němeček), Prokop, Comeretto, Hoxa, Tomaschek (Tomášek), Homolak, Makowski, Pawelek (Pawełek), Pokorny, Skop (Škop), Proskowetz (Proskovec, Pros[z]kowiec lub Pros[z]kowicz), Wasniczek, Betsy (Bécsi), Cermák (Čermák, Czermak lub Csermák), Czopek, Halik, Hanausek, Havlischek / Hawlitschek (Havlíček), Jirasek, Kubik, Losos (Łosoś), Klubal, Hnatay, Naszada, Stary, Opletal, Andrejs, Chladek, Maliwanek, Wolek (Wołek), Zebrakowsky (Žebrakovský), Drymalik, Belehradek… Oraz wielu innych. Prawdziwy Wyszehrad (Visegrád / Vyšehrad / Višegrad) jednym słowem… Choć pewnie zapytaj kogokolwiek o pochodzenie – a wszyscy, prócz Kotykiewicza i Pokornego, pozowaliby na rdzennych Aryjczyków, jak to wśród neofitów bywa.

Tak więc dzisiaj wszystkie środkowoeuropejskie serwisy aukcyjne pełne są instrumentów z remarką „in Wien”, zaś na próżno byłoby szukać fortepianów wyprodukowanych w Grazu, Linzu czy Salzburgu. W Budapeszcie prawie nie sposób znaleźć instrumentów wyprodukowanych w Budapeszcie, a w Polsce znacznie więcej jest historycznych fortepianów powstałych w Wiedniu, niż we wszystkich polskich miastach razem wziętych.

Gdybym miał porównać ówczesne zakłady produkujące pianina czy fortepiany z czymś, co wszyscy dziś kojarzymy, porównałbym je do… budek z kebabami.

Tak jest, paradoksalne i zaskakujące porównania są moją specjalnością. Już dawno temu porównałem muzykę do komputera, fortepian – do samochodu, organy – do samolotu, a akademię muzyczną – do domu publicznego. 

Otóż proces produkcji pianin a kebabów wygląda podobnie!

Najpierw się szuka miejsca, gdzie budę można ustawić. Potem ustawia się budę – najobskurniejszą z możliwych. Potem za podłe pieniądze zatrudnia się pracownicę, która dyżuruje w budzie całymi dniami, sprzedając kebaby. Potem odbywa się wycieczka do Makro lub Selgrosu. Tam się kupuje ogromnego mrożonego kebaba, warzywa (kiszona kapusta, ogórki, smażona cebula, gotowe surówki itp.), ogromne, najtańsze tuby majonezu i bezpomidorowego ketchupu. Kilkaset mrożonych buł, wyprodukowanych specjalnie w tym celu (i oby nie w Rumunii). Potem to wszystko zawozi się do budy, gdzie tygodniami będzie służyć do „produkcji” kebabów i innych paskudztw.

Przecież nikt nie sądzi, że w byle budzie ktoś naprawdę przyrządza kebaba? Kroi codziennie świeże mięso, przyprawia, układa do smażenia… obiera, kroi warzywa i przygotowuje z nich surówki, smaży cebulę…

Podobnie wyglądała produkcja instrumentów przed I wojną światową, przynajmniej ta w Niemczech i Austro-Węgrzech. Tyle że ówczesnych zakładzików w  Berlinie i Wiedniu było znacznie więcej, niż w dzisiejszej Warszawie budek z kebabami.

A teraz serio. Jak wiadomo, każdy fortepian czy pianino składa się z tysięcy większych i mniejszych części i elementów.

Jeżeli jeszcze w latach 1830-ych każdy producent tych instrumentów był indywidualistą, gdyż produkował je podług swoich własnych wzorów i pomysłów w małym rodzinnym gronie, to umasowienie kultury muzycznej (i przemysłu muzycznego) w okresie późniejszym doprowadziło do znaczącego wzrostu produkcji i jej daleko idącej racjonalizacji. Okazało się, że jeden i ten sam zakład nie może działać na szeroką skalę, jeżeli musi sam składować i suszyć drewno, produkować struny i części metalowe (śruby, zawiasy, druty, pedały, później ramy metalowe, kinkiety itd.), wytwarzać mechanizmy i klawiatury,  pracować z kością słoniową i filcem, a do tego mieć warunki do fornirowania, farbowania, lakierowania czy politurowania gotowych instrumentów, do ich inkrustowania i zdobienia, wreszcie do ich strojenia i intonowania, przechowywania oraz wystawienia gotowej produkcji. Do tego potrzebne były ogromne tereny produkcyjne i dziesiątki pracowników – specjalistów w każdej z tych dziedzin.

W pewnym momencie okazało się, że prościej i taniej jest coś kupić, niż wyprodukować samemu. A z drugiej strony, prościej i racjonalniej skupić się na produkcji tylko pewnych elementów, niż całych gotowych instrumentów.

Tak więc powstały manufaktury, produkujące tylko i wyłącznie struny fortepianowe. Albo odlewające ramy metalowe. Albo produkujące klawiatury. Albo same mechanizmy. Albo filce. Albo nogi i liry pedałowe. Albo kółka do tychże nóg. Albo zajmujące się tylko i wyłącznie snycerką.

I potem każdy zakład produkujący instrumenty wiedział, że tu musi zamówić XX kompletów strun, tam – YY sztuk pulpitów, jeszcze gdzie indziej – ZZ gotowych klawiatur. Im więcej zamówi, tym taniej zapłaci.

A więc do czego sprowadzała się produkcja instrumentów? Do złożenia ich z gotowych części. Do wyprodukowania pokrywy klawiatury z logiem własnej firmy. Do fornirowania i lakowania. Wreszcie, do intonacji i strojenia. I do sprzedaży.

Już przestałem się dziwić, widząc w fortepianach lub pianinach różnych producentów te same „unikalne” pulpity, rzeźbione i zdobione w jakimś jednym zakładzie. Te same kółka, odlewane w ilościach hurtowych. Te same otwory w ramie do przykręcenia swojego własnego godła lub emblematu. Te same mechanizmy, pochodzące od Isermanna, Langera i Rennera, stosowane przez firmy z całej Europy (od Wielkiej Brytanii po Rosję), lub ramiaki klawiaturowe, pochodzące od kolejnych nieznanych podwykonawców. Widnieją na nich liczby nawet sześcio- lub siedmiocyfrowe, ukazujące prawdziwą skalę masowości produkcji owych podzespołów.

Niestety, w 2. połowie XIX wieku indywidualizm konstrukcji i brzmienia instrumentu ustąpił miejsca masowości i unifikacji. Mimo iż w dalszym ciągu w różnych krajach produkowano instrumenty o różnych systemach i parametrach konstrukcyjnych, a więc i o różnym brzmieniu, wewnątrz jednej „szkoły” różnice skutecznie się zatarły. Pozostały jedynie te różnice, które wynikały z jakości i wartości stosowanych podzespołów.

Natrafiłem na ciekawy artykuł z roku 1929 („Gazeta Handlowa”), gdzie Aleksander Granke, kierownik fabryki fortepianów „Kerntopf”, opisuje ówczesny proceder wykonywania pianin i fortepianów z gotowych podzespołów. Niewątpliwie słuszne jest oburzenie autora na producentów zagranicznych (jest to nadrzędny cel artykułu), jednak między wierszami czytać należy, że i krajowy przemysł fortepianowy marzyłby o wykonaniu instrumentów z gotowych prefabrykatów, gdyby tylko ogólna skala produkcji dopisywała:

„Fabryki zagraniczne, zwłaszcza zaś te, które pracują przedewszystkiem na eksport, są w 65% nie fabrykami, lecz tylko montażowniami. W krajach, zajmujących się na wielką skalę produkcją pianin, istnieją specjalne fabryki mechanizmów, fabryki klawiatur,  specjalne fabryki korpusów, fabryki rezonansów, fabryki rast, fabryki gotowych lakierowanych płyt pancernych, a nawet pracownie owijania strun basowych. Przeciętna zagraniczna fabryka pianin nabywa poszczególne części w rozmaitych fabrykach i montuje je. Oczywiście, że w takich warunkach rezultaty pracy nie mogą być pierwszorzędne. Fabryka nie ma żadnej kontroli nad produkcją części składowych instrumentu i nie może brać za swe fabrykaty istotnej odpowiedzialności. Zresztą montaż części, pochodzących z najrozmaitszych nieskoordynowanych ze sobą warsztatów, często pozostawia wiele do życzenia. Nic też dziwnego, że pianina firm zagranicznych niższych klas, bardzo efektowne na zewnątrz, ujawniają często po kilku miesiącach użycia liczne wady.

Muszę powiedzieć, że powyższy akapit jest dla nas dzisiaj bardzo ważny i cenny, jako że obecnie, po ok. 100 latach od opisywanego procederu, nie mamy już wiedzy historycznej i nie zawsze rozumiemy, czym jest posiadane przez nas pianino. Często patrzymy na ładną obudowę, na tabliczkę firmową nad klawiaturą – napisano tam „Berlin”, więc zaczynamy sądzić, że mamy cenne, znakomite berlińskie pianino…

Tymczasem nie dalej jak wczoraj wyceniałem pianino, które może świetnie posłużyć za ilustrację podanej przez Aleksandra Granke informacji.

Było to pianino wytwórni „Fr. Schultze, Berlin”, czyli Friedricha Schultze z Berlina. Z pewnością nie jest to topowa niemiecka firma, lecz „trzeci garnitur” – mimo to, było to już czwarte pianino tej firmy, z którym miałem do czynienia. Jeżeli wziąć pod uwagę, że z instrumentami wielu z polskich, warszawskich firm miałem do czynienia rzadziej lub wcale, można powiedzieć, że pianina Schultze – niszowej berlińskiej wytwórni – były swego czasu w Polsce jakoś całkiem popularne, choć i nie znajduję temu racjonalnego wytłumaczenia.

Najciekawsze jednak było to, co zobaczyłem w środku pianina. Rama żeliwna miała na sobie odlew „E. Laemmerhirt”, przy czym Emil Laemmerhirt nie był właścicielem odlewni ram, lecz szefem tak samo niszowej wytwórni pianin w Berlinie. Widocznie, miał na stanie kilka zbędnych ram i odstąpił je koledze po fachu…

Mechanizm pianina pochodził z berlińskiej fabryki Ad. Lexow.

Klawiaturę i jej ramiak wyprodukowała „berlińska fabryka klawiatur C. Bohn & Spółka” (Berliner Claviatur-Fabrik C. Bohn & Cie, Neukölln).

Struny, pedały i zapewne inne elementy, które z racji swej małości nie były sygnowane, z całą pewnością również zostały zakupione w innych fabrykach.

Całość poskładała do kupy „montażownia” Fr. Schultze, której wkład ograniczył się do inkrustacji pokrywy klawiatury swoim napisem firmowym – a tymczasem pianino, które w tak dziwny i niezrozumiały dla nas dzisiaj sposób powstało pod koniec 1927 roku, jest dziś wspaniałym, świetnie zachowanym (poprzez wysoką wilgotność w pomieszczeniu) instrumentem.

OK, może ono być wspaniałe i doskonałe – ale czy wiemy, jak powinno ono brzmieć? Czy pianina firmy Fr. Schultze mają jakiś swój wzór brzmienia, tak abyśmy mogli powiedzieć: „Oto typowy Schultze, rozpoznaję charakterystyczne dla niego brzmienie”? Wolne żarty. A tak przecież mówimy o Steinwayu, o Yamasze, o Petrofie… Jak powinien brzmieć składak – nie wie nikt, a o powtarzalności i rozpoznawalności brzmienia można w tym przypadku tylko pomarzyć.

Wróćmy do tekstu A. Grankego.

Inaczej ma się rzecz z instrumentami fabrykowanemi w Polsce: nasze fabryki mają charakter przemysłowy w ścisłem znaczeniu tego wyrazu; one nietylko montują, ale i same wykonywują poszczególne części instrumentu. To też konstrukcja ich jest zazwyczaj o wiele lepiej skoordynowana od konstrukcji analogicznych instrumentów importowanych. Fabryki nasze robią same: całkowite korpusy, klawiatury, rasty, rezonanse i t. d. Jedyną gotową częścią instrumentu, jakiej nasze fabryki we własnym zakresie nie wytwarzają, jest mechanizm młotkowy. Trzeba jednak pamiętać, że na całym świecie z małemi wyjątkami niema fabryk pianin i fortepianów, któreby same wykonywały mechanizmy – mechanizmy bowiem są wyrabiane przez specjalne fabryki, z których każda jest dostawcżynią całego szeregu fabryk pianin i fortepianów. Przemysł polski sprowadza mechanizmy z zagranicy, [ponieważ] produkcja nasza jest narazie zbyt szczupła, aby opłacało się założenie krajowej fabryki mechanizmów. Poza mechanizmami musimy importować niektóre surowce i półfabrykaty, a mianowicie: drut stalowy i miedziany, kołki żelazne, sztyfty, niektóre filce i sukna, kość słoniową oraz elfenit, względnie argolit do wyrobu klawiatur – i oto wszystko. W miarę możności staramy się zastępować półfabrykaty obce krajowemi, niezawsze jednak ze skutkiem. […] Z drugiej strony jednakże z zadowoleniem podkreślić należy, że rozwój przemysłu fortepianowego w ostatnich latach przyczynił się do powstania szeregu fabryk pomocniczych, które umiały dostosować swoją produkcję do potrzeb wspomnianego przemysłu. Mamy więc już specjalną fabrykę klawiatur (I. Bugaj w Warszawie), która pracuje dla kilku fabryk pianin. Mamy fabryczki i warsztaty, które wykonywują: zamki i zawiasy, pedały, rolki, lichtarze etc. Należy mieć nadzieję, że z czasem fabryczek tych powstanie więcej, a takie, że niektóre półfabrykaty, importowane obecnie z zagranicy, uda się stopniowo wyprodukować na miejscu; mamy tu na myśli przedewszystkiem poza drutem miedzianym specjalne filce i sukna oraz kołki żelazne, sztyfty etc”.

Mimo opisanej wyżej panoramy typowego drobnomieszczańskiego „składakowania” instrumentów z gotowych podzespołów, nie wszystkie europejskie firmy przeszły na taśmowo-przemysłowy tryb pracy. Zasada jest jedna: im większa firma, im więcej ma pracowników i gotowych instrumentów, im większe tereny produkcyjne, tym bardziej się opłaca produkować podzespoły samemu, niż kupować u konkurencji. Poza tym, nie tylko ja dostrzegłem, że indywidualizacja brzmienia zależy od pewnych własnych tradycji produkcji elementów fortepianów, które to tradycje lepiej jest zachować w tajemnicy i stosować wyłącznie w swoich własnych instrumentach. Stąd, ścisła czołówka firm trzymała się zasady nie „kebabu z Makro”, lecz „slowfoodowej” produkcji od A do Z z użyciem własnych, pilnie strzeżonych receptur. Owa ścisła czołówka – to najwyżej 5-10-12 firm w każdym kraju, co, biorąc pod uwagę setki chałupników, jest naprawdę znikomą liczbą. Z drugiej strony, historia i tradycja owych firm była pielęgnowana przez dziesięcio-, a nawet i stulecia; dokumentacja prowadzona była w sposób szczegółowy, udział w konkursach był regularny, podobnie jak i druk katalogów, a w czasach kryzysów ekonomicznych i wojen robiono wszystko, by taka firma przetrwała. Rzecz jasna, instrumenty wyprodukowane przez taką firmę nigdy nie były tanie. Ogromne pieniądze szły bowiem na różnoraką własną produkcję części metalowych, drewnianych, sukiennych, na godne wynagrodzenie lojalnych pracowników, na rozbudowę zakładów, na reklamę i odzewy w prasie, na „zachętę” znanych pianistów do eksponowania w czasie koncertów instrumentów właśnie tej firmy, na utrzymanie własnych salonów i sal koncertowych oraz magazynów gotowej produkcji, na darowiznę najlepszych egzemplarzy różnym lordom, kanclerzom, królom i carom w celu uzyskania zaszczytnych tytułów „dostawcy dworu” itp. Wreszcie, na wykupienie, przejęcie zakładów podupadającej konkurencji, na otwarcie zakładów w innych miastach i krajach, oraz na solidny serwis kupionych już instrumentów, czyli na „długoterminową pracę z klientem”. 

Obecnie, po stu czy stu pięćdziesięciu latach, różnice zarówno w prestiżu, jak i w jakości wyprodukowanych instrumentów, mocno się zniwelowały. Jeżeli którykolwiek instrument przetrwał do dnia dzisiejszego, musiał być wyprodukowany sumiennie i z ogromnym zapasem jakości, czy to przez dużą firmę, czy przez mały, lokalny zakładzik, w którym najcenniejszym składnikiem było wymienienie w nazwie słów „Berlin” czy „Wien”.

Zarówno jedne, jak i drugie instrumenty chorują dzisiaj na to samo, cierpiąc na te same bolączki i dolegliwości. Dlatego też dzisiaj zabytkowy „Seiler” czy „Bechstein” nie jest wcale wart więcej, niż jakiś nikomu nie znany „Klingmann”, „Schultze” czy „Hemmelmann”. Zaś patyna czasu jednakowo uszlachetnia dźwięk zarówno jednego, jak i drugiego. To jest taka swoista sprawiedliwość dziejowa: coś, co przetrwało setkę lat wbrew wojnom i reżimom, co przez tyle lat opierało się pokusie wymiany na nowszy, lepszy model, zasługuje na nasz bezwarunkowy szacunek.

Zapytania z wyszukiwarki, prowadzące na tę stronę:

  • pianino berlin (11)
  • fortepian pokorny (7)
  • fortepian pokorny in wien (6)
  • l isermann pianino (4)
  • zabytkowy fortepian (4)
  • fortepiany wewnątrz (3)
  • producenci pianin z berlina (3)
  • pianino cermak (3)
  • katalog jana grossbacha (3)
  • pianina z berlina (3)
  • pokorny fortepian (3)
  • minobr@minobr penza net (3)
  • L Isermann hamburg (2)
  • fortepian w xix wieku (2)
  • jak pianino wygladalo dawno temu (2)
  • pianino xix wiek (2)
  • producenci pianin i fortepianów berlin (2)
  • pianista XiX wieku (2)
  • mail sura ru loc:PL (2)
  • podręczny fortepian z początku XIX wieku (2)
  • budownictwo fortepianów (2)
  • nazwy pianin z berlina (2)
  • czntam@sura ru (2)
  • czy pianina z berlina są dobre ars polonica (2)
  • dostępność fortepianu w XIX wieku (2)
  • jakie marki sa fortepianow z wiednia (2)
  • producenci fortepianów wiedeń xix wiek (2)
  • Jana Grossbacha katalog (2)
  • katalog pianin produkowanych w austrii 1860 (2)
  • pianino z xIx wieku (1)
  • pianino 19 w (1)
  • pianino berlin producent (1)
  • pianino dmuchane 19 wiek cena (1)
  • pianino dziewiętnasty wiek cena (1)
  • pianino klingmann berlin (1)
  • pianino pokorny (1)
  • pianino produkowane wberlinie (1)
  • pianino z 19 wieku (1)
  • pianina produkowane w dreźnie w 19 wieku (1)
  • piano hnatay (1)
  • płyta pancerna w pianinie (1)
  • tomaszów mazowieck iw 19 wieku rozwój miasta i przemysłu (1)
  • w boeger producent pianin w berlinie (1)
  • wasniczek piano (1)
  • wytwórca fortepianow (1)
  • XIX w poznański wytwórca pianin (1)
  • XIX WIECZNE FORTEPIANY (1)
  • XIX wieczni producenci pianin (1)
  • zabytkowy fortepian bechstein (1)
  • zabytkowy fortepian#biv=i|4;d|zXrs5UR5KEZMoM: (1)
  • strój pianin w XIX WIEKU (1)
  • stroj fortepianu w xix wieku (1)
  • stare marki fortepianów-z 19 wieku (1)
  • pokorny ars polonica (1)
  • producenci fortepianow XIX w (1)
  • producenci pianin berlin (1)
  • producenci pianin w austrii (1)
  • producenci pianin w przedwojennym berlinie (1)
  • produkcja pianin w Berlinie (1)
  • proskowetz piano (1)
  • rozbudowa wiedniaa 19 wiek (1)
  • rumunia zabytkowe fortepiany (1)
  • zawiasy taśmowe do pianina (1)
  • 19 wieczna produkcja instrumentów (1)
  • firmy produkujace pianina w berlinie w 19 w (1)
  • fortepian 19 wiek (1)
  • fortepian 19 wiek ceny (1)
  • fortepian belehradek mi (1)
  • fortepian Wiedeń (1)
  • fortepian wiedeński pokorny (1)
  • fortepian xix w (1)
  • FORTEPIAN XIX WIEK (1)
  • fortepian z XIX wieku warszawa (1)
  • fabryki fortepianów XIX (1)
  • fabryka pianin w berlinie (1)
  • bechstein fortepian (1)
  • belehradek fortepian (1)
  • budowa pianina xix wiek (1)
  • cena pianin w xix wieku w wiedniu (1)
  • cenne pianina (1)
  • cermak email loc:PL (1)
  • co sie bardziej oplaca fortepian czy piano (1)
  • czy pianino linke zostało wyprodukowane w berlinie (1)
  • dziewietnastowieczny fortepian (1)
  • fortepiany 19 wieku foto (1)
  • fortepiany pokorny (1)
  • fortepiany w wiedniu (1)
  • maliwanek wien (1)
  • mini fortepian dziewiętnasty wiek (1)
  • dziewietnastowieczni wytworcy pianin z niemiec (1)
  • nazwa pokrywy od fortepianu (1)
  • nemetschenke in wien frtepian cena (1)
  • opis fortepianu z dziewietnastego wieku (1)
  • pianina berlin (1)
  • pianina berlin 19 wiek (1)
  • pianina Berlin 19wiek (1)
  • l isermann hamburger piano (1)
  • klingmann pianino przrdwojenne (1)
  • fortepiany XIXw (1)
  • fortepiany z wiednia z xix wieku (1)
  • fortepiany z XIX wieku (1)
  • ile jest warte pianino z 19 wieku? (1)
  • ile warte jest pianino z XIX wieku (1)
  • jak ustalić wiek niemieckiego pianina berlin (1)
  • jak wyglada pianino i fortepian (1)
  • klingmann berlin piano cena (1)
  • klingmann fortepian (1)
  • pianina niemieckie berlin (1)