Tuż przed kryzysem: polski przemysł fortepianowy w roku 1929

Niemal 90 lat temu, 11 grudnia 1929 roku, ukazała się „Gazeta Handlowa” nr 285 (rok IV), a w niej znalazł się nader ciekawy dział poświęcony polskiemu przemysłowi muzycznemu. I, choć już się rozpoczął tragiczny w skutkach światowy kryzys ekonomiczny lat 1929-35 (ludzie tracili pracę, umierali z głodu, popełniali samobójstwa, upadały firmy…), gazeta wciąż ukazuje niemal sielankową panoramę na chwilę przed rozpoczęciem kryzysu. Kryzys już wchodził do nas drzwiami i oknami, ale redakcja, publikując zgromadzone wcześniej materiały, wciąż próbowała zaklinać rzeczywistość. Ten zestaw artykułów trochę przypomina zegarki znalezione w ruinach, na których wskazówki zatrzymały się w chwili trzęsienia ziemi bądź tsunami…

Pomimo tego, iż początek kryzysu datuje się 24 października 1929 roku (upadek giełdy w Nowym Jorku), Polska weszła w kryzys nieco później, na przełomie lat 1929-30. Pomimo początku kryzysu, rok 1929 w Polsce był według statystyk ekonomicznych najbardziej udany od momentu odzyskania niepodległości.

Czytając poniższe artykuły, należy zdać sobie sprawę z ich stronniczości i „intencjalności”. Pisały je osoby zainteresowane, których dziś nazwalibyśmy lobbystami, prawdami i nieprawdami walczącymi o swoje interesy, a same artykuły były nie tyle bezstronną analizą, ile posunięciem reklamowym i „urabianiem” opinii publicznej. Jednak dobrze one ukazują panoramę ogólną i próbę określenia przez polskich fabrykantów ich własnej pozycji na rynku zarówno w Polsce, jak i zagranicą. To cenna pamiątka po czasach, które nigdy już nie wróciły – wszystko pogrzebał najpierw kryzys, a potem wojna.

Przemysł i handel muzyczny w Polsce

Podczas trwania Powszechnej Wystawy Krajowej w Poznaniu ukazało się nakładem Zrzeszenia Przemysłu i Handlu Muzycznego w Polsce ciekawe wydawnictwo zbiorowe p. t. „Instrumenty Muzyczne”. Dziełko to omawia znaczenie i historję poszczególnych instrumentów, a wiec: instrumentów dawnych, dziś już zapomnianych, dalej — organów, fortepianu, skrzypiec. Wydawnictwo Zrzeszenia Przemysłu i Handlu Muzycznego ujęło zagadnienie z historyczno-muzykologicznego punktu widzenia. „Gazeta Handlowa” w dzisiejszym swym dodatku podejmuje pracę analogiczną, ale — z punktu widzenia ekonomicznego. Pragniemy społeczeństwu, zupełnie w tej mierze niezorjentowanemu, dać dokładne pojęcie o tem, gdzie, kio i jak wytwarza w Polsce instrumenty, jak się przedstawia ich zbyt, import i eksport, z jakiemi przemysł ten musi walczyć trudnościami i jakie ma przed sobą perspektywy. Mamy nadzieję, że publikacja nasza rozpowszechni w społeczeństwie polskiem świadomość wielkiego znaczenia gospodarczego i kulturalnego przemysłu muzycznego, posiadającego u nas tak piękną i starą tradycję.

Nasz przemysł muzyczny na dobrej drodze

Nasz przemysł muzyczny rozwinął się w ciągu ostatnich kilku lat tak pomyślnie, że może on zaspokoić potrzeby krajowe i co do jakości konkurować z wyrobami zagranicznemi; zawdzięczamy to nietylko wojnie celnej z Niemcami i podwyższenia cła, lecz — i to przedewszystkiem — inicjatywie i wytrwałemu wysiłkowi fabrykantów oraz obywatelskiemu stanowisku kupców, którzy, kierując swoje zlecenia do fabryk krajowych, pracę fabrykantów popierali. Akcja Ligi Samowystarczalności przez stałe głoszenie hasła „kupujcie wyroby krajowe” — także niemało przyczynia się do rozwoju handlu i przemysłu polskiego. Sekretarjat Zrzeszenia Przemysłu i Handlu Muzycznego w Polsce, stojąc na straży polskiego przemysłu i handlu muzycznego, każdemu zainteresowanemu wskaże wszystkie źródła krajowe, a kapitalistom, chętnym do lokowania kapitałów swoich w przemyśle muzycznym, wskaże te artykuły branży muzycznej, których wyrób jest pożądany. Dla osiągnięcia możliwie dodatnich rezultatów wszyscy polscy przemysłowcy i kupcy winni się zjednoczyć w Zrzeszeniu Przemysłu i Handlu Muzycznego w Polsce, w zjednoczeniu bowiem leży siła, w sile powodzenie i rozwój przemysłu i handlu polskiego, którego wszyscy pragniemy dla dobra kraju. (Mieczysław Wąsowski i Henryk Bugaj)

Nasz rynek pianin i fortepianów

Sytuacja stosunkowo niezła – Przemysł krajowy pokrywa większą część zapotrzebowania – Sprzedaż na raty długoterminowe dominuje

(Poniższe informacje zawdzięczamy p. W. Pietraszkowi, Dyrektorowi firmy „Herman i Grossman” w Warszawie):

Aby zaznajomić się z obecną sytuacją na rynku fortepianów i pianin, musimy przedewszystkiem poznać choć pokrótce organizację handlu w tej branży. W handlu fortepianami i pianinami — co jest rzeczą zupełnie zrozumiałą — hurt nie istnieje zupełnie. Sklep nabywa instrument od fabryki na rachunek własny i następnie sprzedaje go klijentowi. Tylko bardzo nieliczne fabryki krajowe posiadają własne sklepy fabryczne, co notabene jest objawem niezupełnie zdrowym, gdyż innych kwalifikacyj i innego nastawienia wymaga praca przemysłowa, a innego — handlowa. Skupienie działalności handlowej i przemysłowej w jednem ręku utrudnia gospodarkę, to też najlepiej wychodzą zawsze te fabryki, które towar swój sprzedają sklepom, nie utrzymując bezpośredniego kontaktu z klijentelą detaliczną. (Są, oczywiście chlubne wyjątki od tej reguły). Rynek nasz do niedawna jeszcze był opanowany przez wyroby fabryk zagranicznych, co utrudniało rozwój przemysłu krajowego. Wojna celna położyła kres przywozowi instrumentów z Niemiec. Stworzyła ona zarazem korzystne warunki dla pracy zakładów krajowych. Od czterech lat rozwijają się one bardzo pomyślnie i zaspokajają dziś znaczną większość zapotrzebowania krajowego. W imporcie dominuje obecne Austrja, następnie idą: Czechosłowacja i Francja. W pewnych ilościach sprowadzamy też pianina z Gdańska, gdzie znajduje się parę fabryk o średnim poziomie. Naogół biorąc — importujemy jedynie te typy pianin i fortepianów, jakie przez nasz przemysł nie są fabrykowane, to znaczy instrumenty pierwszorzędne, w rodzaju Pleyela albo Boesendorfera. Oczywiście, zasada ta nie jest przestrzegana zupełnie ściśle: firmy poważniejsze, które dbają nie tylko o swoje zarobki, ale i o interes Państwa, zawsze będą wolały zaopatrzyć klijenta w instrument krajowy, zwłaszcza, gdy wiedzą, że instrument ma służyć celom domowym czy szkolnym. Są jednakże — trzeba przyznać z ubolewaniem — firmy i instytucje, które lansują zupełnie niepotrzebnie import takich typów fortepianów i pianin zagranicznych, jakie wyrabiamy w jakości zupełnie zadowalającej w Polsce. Powszechne zdumienie wywołał np. niedawno fakt, że konserwatorjum muzyczne w Katowicach nabyło dwa instrumenty z Niemiec. Tranzakcja taka, po pierwsze, obniża nasz prestige państwowy, łamiąc wojnę celną; po drugie — nabyto instrumenty jednej z fabryk drugorzędnych, po cenie dość wygórowanej. Fachowcy twierdzą, że można było niegorsze rzeczy po cenie niższej, kupić w kraju… Tranzakcja doprawdy dziwna i niezrozumiała…

W bardzo silnym stopniu rozpowszechniła się ostatnio sprzedaż na raty długoterminowe: wymaga to wielkich wysiłków finansowych ze strony naszego kupiectwa: kupiec bowiem otrzymuje od fabrykanta fortepian wzgl. pianino na kredyt 6-o, maximum 8-miesięczny. Tymczasem odbiorcy swojemu musi on sprzedać te instrument na raty zazwyczaj 18-miesięczne. Solidne firmy żądają wpłacenia trzeciej części przy kupnie, wychodząc z założenia, że kto potrafił zgromadzić sumkę około 1000 zł., ten napewno będzie umiał wystarać się co miesiąc o 100 czy 150 zł. na zapłacenie raty, — kto zaś przychodzi kupić pianino, nie mając grosza przy duszy, ten niekoniecznie solidnie będzie się wywiązywał ze swych zobowiązań ratalnych. Życie potwierdza tę teorję: sklepy, które żądają zaliczek 33-procentowych przy kupnie, nie mają naogół prawie żadnych kłopotów finansowych z klijentami, firmy natomiast, nie żądające większych zaliczek, wychodzą na swej polityce zazwyczaj bardzo źle…

Publiczność żąda bardzo często rozłożenia rat na okres jeszcze dłuższy, niż 18 miesięcy. Trudno jednak brać od nabywcy weksle z terminem — dajmy na to — dwu czy trzyletnim. Inna rzecz, że gdyby nastąpiło takie wydłużenie terminów, to zbyt fortepianów i pianin podniósłby się odrazu o 100%. Nie jest to jednak możliwe: przecież nawet udzielanie kredytów 18-miesięcznych jest ze strony kupiectwa wielką ofiarą: pamiętać trzeba, że jeśli kupiec otrzymuje zaliczkę, to zużywa znaczną jej część na opłacenie podatków, przedewszystkiem obrotowego, który wynosi prawie 3%. Ponadto — jeśli chodzi o instrument importowany — trzeba wyłożyć dużą sumę na cło. Wynosi ono wraz z frachtem i kosztem ekspedycji około 20% ceny kupna instrumentu.

Na zakończenie chciałbym podkreślić pewien objaw bezwzględnie pocieszający: pomimo złej naogół sytuacji ekonomicznej kraju, pomimo trudności finansowych, popyt na instrumenty muzyczne w Polsce zmalał w minimalnym tylko stopniu. Dzieje się tak dlatego, że publiczność polska, nawet ze sfer mniej zamożnych, odmawia sobie często wielu rzeczy, należących do kategorji artykułów pierwszej potrzeby, zdobywa się jednak na kupno przedmiotów stosunkowo drogich, jakiemi są instrumenty muzyczne. Świadczy to dodatnio o kulturze duchowej naszego społeczeństwa.

Nowa Fabryka Pianin

Jak nas poinformowano, w Rawiczu (woj. Poznańskie) zorganizowaną została ostatnio nowa fabryka pianin pod firmą „C. Ecke” [błąd: powinno być „Artur Ecke”]. Będzie to 10-ta z kolei w Polsce, a 5-ta w województwie Poznańskiem fabryka pianin.

Przemysł fortepianowy w Polsce

Parę danych historycznych i cyfr – Potrafimy wytwarzać pianina równe zagranicznym – Nie montujemy, lecz fabrykujemy – Ochrona celna jest za słaba

Ze wszystkich działów przemysłu muzycznego w Polsce dział pianin i fortepianów zajmuje bezsprzecznie miejsce najwybitniejsze. To poważne stanowisko zawdzięczają nasze fabryki pianin nietylko liczbie zatrudnionych pracowników czy sumie obrotów, ale też swojemu wybitnie przemysłowemu charakterowi, w odróżnieniu od innych działów produkcji muzycznej, mających charakter przeważnie warsztatowy.

Przemysł fortepianowy w Polsce przechodził różne koleje. Przed wojną koncentrował się on głównie w b. Królestwie Kongresowem, gdzie (rok 1914) istniało 20 fabryk, wytwarzających rocznie ca. 6000 instrumentów.

Po wojnie z owych 20-stu fabryk pozostało tylko 5, a mianowicie: „J. Kerntopf i Syn” i „Małecki” w Warszawie, „Arnold Fibiger”, „B-cia K. i A. Fibiger” oraz „T. Betting” w Kaliszu. W roku 1920 firma „T. Betting” przenosi się z Kalisza do Leszna Wielkopolskiego, firma „Małecki” wznowiwszy produkcję w styczniu 1928 r. przed kilkoma tygodniami znowu pracę przerwała; natomiast w roku 1927 powstała w Warszawie wytwórnia p. Kowalika. Ostatecznie tedy mamy dziś w byłej Kongresówce czynne tylko 4 fabryki pianin i fortepianów, produkujące ogółem do 1150 instrumentów rocznie, t. j. mniej więcej do 20% produkcji przedwojennej.

Silnie natomiast rozrósł się po wojnie przemysł fortepianowy, a właściwie pianinowy, w woj. poznańskiem, gdzie w r. 1914 istniały dwie fabryki: „A. Drygas” i „B. Sommerfeld„, pierwsza w Poznaniu, druga w Bydgoszczy; prowadziły one jednak fabrykację w skromnych rozmiarach. Obecnie te dwie firmy wytwarzają łącznie około 1800 pianin rocznie, co stanowi prawie 60% całkowitej produkcji polskiej. Nadto istnieją w Poznańskiem dwie mniejsze fabryki: „Jaehne” w Bydgoszczy i wymieniona już firma „T. Betting” w Lesznie (przeniesiona z Kalisza).

W Małopolsce istnieje tylko jedna fabryka Szkielskiego we Lwowie.

Ogółem tedy mamy w Polsce 9 fabryk, dostarczających rocznie ok. 3200 pianin i kilkadziesiąt fortepianów. Ogólny obrót roczny sięga dziewięciu mln zł., ogólna liczba zatrudnionych pracowników wynosi ok. 600.

Produkcja naszych fabryk w ciągu kilku lat ostatnich zwiększyła się w szybkim stopniu. Gdy w roku 1926 wytworzyliśmy ogółem ca. 750 instrumentów, w roku 1927 ca. 1200, w roku 1928 ca. 2200, to w roku bieżącym — do 1 listopada — już ca. 3200. Jest to wzrost nader intensywny. Niewątpliwie produkcja wzrastać będzie w dalszym ciągu, tembardziej, że zdolność produkcyjna fabryk jest niewyzyskana — są one w możności bez uzupełnienia urządzeń wypuszczać na rynek 7000 sztuk rocznie. Należy mieć nadzieję, że pojemność rynku wzrośnie w latach najbliższych do tego stopnia, że fabryki będą w możności te swoje zdolności wytwórcze w pełni wyzyskać. Narazie konsumpcja pianin w Polsce jest stosunkowo bardzo mała; sprzedaje się u nas — łącznie z instrumentami importowanemi — do 4000 pianin i fortepianów rocznie, to znaczy, że jeden nabywca instrumentu przypada obecnie na 7500 mieszkańców. Tymczasem w Ameryce jeden nabywca przypada na 250 mieszkańców, w Niemczech — jeden na 900. Widzimy więc, że jako konsumenci pianin (fortepianów bowiem sprzedaje się nieznaczny odsetek) jesteśmy na szarym końcu, a byłoby jeszcze gorzej, gdyby nie wyjątkowo dogodne warunki sprzedaży ratowej, jakie się w tej dziedzinie ostatnio rozpowszechniły.

Import pianin i fortepianów wynosi do 25% produkcji krajowej. Czy jest to import konieczny? W społeczeństwie naszem rozpowszechnione jest mniemanie, jakoby instrument zagraniczny był z reguły lepszy od krajowego. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie: pianina fabryk zagranicznych klasy C, jakiemi rynek nasz do niedawna jeszcze był wprost zalewany, są naogół bezsprzecznie gorsze od pianin polskich. Dlaczego? Zaraz wytłomaczymy.

Fabryki zagraniczne, zwłaszcza zaś te, które pracują przedewszystkiem na eksport, są w 65% nie fabrykami, lecz tylko montażowniami. W krajach, zajmujących się na wielką skalę produkcją pianin, istnieją specjalne fabryki mechanizmów, fabryki klawiatur, specjalne fabryki korpusów, fabryki rezonansów, fabryki rast, fabryki gotowych lakierowanych płyt pancernych, a nawet pracownie owijania strun basowych. Przeciętna zagraniczna fabryka pianin nabywa poszczególne części w rozmaitych fabrykach i montuje je. Oczywiście, że w takich warunkach rezultaty pracy nie mogą być pierwszorzędne. Fabryka nie ma żadnej kontroli nad produkcją części składowych instrumentu i nie może brać za swe fabrykaty istotnej odpowiedzialności. Zresztą montaż części, pochodzących z najrozmaitszych nieskoordynowanych ze sobą warsztatów, często pozostawia wiele do życzenia. Nic też dziwnego, że pianina firm zagranicznych niższych klas, bardzo efektowne na zewnątrz, ujawniają często po kilku miesiącach użycia liczne wady.

Inaczej ma się rzecz z instrumentami fabrykowanemi w Polsce: nasze fabryki mają charakter przemysłowy w ścisłem znaczeniu tego wyrazu, one nietylko montują, ale i same wykonywują poszczególne części instrumentu. To też konstrukcja ich jest zazwyczaj o wiele lepiej skoordynowana od konstrukcji analogicznych instrumentów importowanych. Fabryki nasze robią same: całkowite korpusy, klawiatury, rasty, rezonanse i t. d. Jedyną gotową częścią instrumentu, jakiej nasze fabryki we własnym zakresie nie wytwarzają, jest mechanizm młotkowy. Trzeba jednak pamiętać, że na całym świecie z małemi wyjątkami niema fabryk pianin i fortepianów, któreby same wykonywały mechanizmy, mechanizmy bowiem są wyrabiane przez specjalne fabryki, z których każda jest dostawczynią całego szeregu fabryk pianin i fortepianów. Przemysł polski sprowadza mechanizmy z zagranicy, produkcja nasza jest narazie zbyt szczupła, aby opłacało się założenie krajowej fabryki mechanizmów.

Poza mechanizmami musimy importować niektóre surowce i półfabrykaty, a mianowicie: drut stalowy i miedziany, kołki żelazne, sztyfty, niektóre filce i sukna, kość słoniową oraz elfenit, względnie argolit do wyrobu klawiatur — oto wszystko. W miarę możności staramy się zastępować półfabrykaty obce krajowemi, niezawsze jednak ze skutkiem. Naprzykład: drut miedziany zagraniczny moglibyśmy napewno zastąpić polskim, gdyby takie fabryki, jak: „Norblin” w Warszawie, „Kabel Polski” w Bydgoszczy zadały sobie trud i nauczyły się polerować drut ten odpowiednio do naszych potrzeb.

Z drugiej strony jednakże z zadowoleniem podkreślić należy, że rozwój przemysłu fortepianowego w ostatnich latach przyczynił się do powstania szeregu fabryk pomocniczych, które umiały dostosować swoją produkcję do potrzeb wspomnianego przemysłu. Mamy więc już specjalną fabrykę klawiatur (I. Bugaj w Warszawie), która pracuje dla kilku fabryk pianin. Mamy fabryczki i warsztaty, które wykonywują: zamki i zawiasy, pedały, rolki, lichtarze etc. Należy mieć nadzieję, że z czasem fabryczek tych powstanie więcej, a takie, że niektóre półfabrykaty, importowane obecnie z zagranicy, uda się stopniowo wyprodukować na miejscu; mamy tu na myśli przedewszystkiem poza drutem miedzianym specjalne filce i sukna oraz kołki żelazne, sztyfty etc.

Mówiliśmy o rozpowszechnionem w Polsce mniemaniu o wyższości towaru zagranicznego nad krajowym. Wyjaśniliśmy, że zarzut jest niesłuszny, że poza produkcją renomowanych firm mamy przeważnie do czynienia z towarem wartości dość niskiej. O wysokim poziomie naszej produkcji mieliśmy możność przekonać się na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu.

Następnie stawia się nam jeszcze jeden zarzut, że produkujemy drożej, niż zagranica. Odpowiedź na to będzie ta sama: produkujemy drożej, bo praca nasza ma charakter bardziej indywidualny, — nie masowy. Zresztą fabryki zagraniczne mogą produkować taniej od nas, bo są w położeniu pod każdym względem korzystniejszem:

  1. urządzenia ich są świetnie pod względem technicznym wyekwipowane, przytem przeważnie zamortyzowane, nasze — nie,
  2. wobec dużej produkcji jest tam zastosowana nowoczesna organizacja pracy,
  3. półfabrykaty kosztują nas drożej, bo fabryki zagraniczne mają je na miejscu, a my je musimy importować.

A jest to zjawisko charakterystyczne, że przemysł zagraniczny sprzedaje towar gotowy często nawet niżej ceny kosztu, podczas gdy za eksportowany półfabrykat bierze ceny wyższe, niż u siebie w kraju. Tak się rzecz ma z mechanizmami, które nas kosztują drożej, niż naprzykład przemysłowca niemieckiego. Istnienie silnie rozwiniętego przemysłu pomocniczego również przyczynia się do potanienia kalkulacji przemysłowca zagranicznego. Pozatem wziąć trzeba pod uwagę nasz drogi kredyt, nasze wysokie podatki (obrotowy), nasze uciążliwe świadczenia, nasze ustawodawstwo socjalne. To są wszystko bolączki, których przemysłowiec zagraniczny nie zna, lub jeśli zna, to tylko w bardzo słabym stopniu. Trudno się w takich warunkach dziwić, że przemysłowiec zagraniczny może produkować taniej, niż polski.

Jeszcze jedną rzecz muszę tu podkreślić: przemysł polski, pomimo że walczy z szalonemi trudnościami — spotyka się ze zbyt małą dozą zrozumienia ze strony władz. Zupełnie inaczej jest zagranicą; tam nietylko popiera się przemysł kredytami i wszelkiego rodzaju ulgami, ale w razie potrzeby prowadzi się specjalną politykę, mającą na celu dopomaganie przemysłowi. W Stanach Zjednoczonych naprzykład w roku ubiegłym konsumpcja pianin i fortepianów spadła prawie o 20%. Jak zareagował na to rząd? Wprowadził naukę gry na fortepianie w szkołach ludowych, wychodząc z założenia, że dzieci uczące się muzyki będą zachęcały rodziców do kupna instrumentów. A rezultat jest ten, że już w roku bieżącym konsumpcja pianin i fortepianów osiągnęła nanowo swój dawny wysoki poziom. Niewątpliwie i u nas podobne posunięcia ze strony rządu byłyby bardzo na miejscu, a przecież przyczyniłyby się one nietylko do podźwignięcia ważnej gałęzi przemysłu krajowego, ale też zarazem podniosłyby ogólny poziom naszej tak bardzo przecież zaniedbanej kultury muzycznej. Szczególnem poparciem władz cieszy się przemysł muzyczny w Niemczech, gdzie lansowany jest zwłaszcza usilnie eksport. Fabrykant, który eksportuje swe wyroby, udaje się z fakturą do banku i otrzymuje odrazu całą sumę gotówką. Nic dziwnego, że Niemcy, mając tak dogodną organizację kredytową, mogą zalewać świat swoją produkcją.

W chwili obecnej import fortepianów i pianin z Niemiec wobec wojny celnej nie istnieje. Jednakże obawiamy się, że z chwilą zawarcia z Niemcami traktatu handlowego towar niemiecki szybko i z łatwością opanuje nasz rynek; byłby to wielki cios dla przemysłu krajowego, który przy dzisiejszych stawkach celnych nie mógłby konkurować z Niemcami, którzy będą nas bili nietylko — jak już wspomniałem — swoimi kredytami, ale i niskiemi cenami. Wobec silnej nadprodukcji, jaka się tam daje odczuwać, Niemcy będą nam pchali swój towar nawet poniżej ceny kosztu, byleby go sprzedać, byleby odzyskać i opanować rynek polski. Cło przy zastosowaniu zniżki konwencyjnej wynosi obecnie 520 złotych od pianina bez względu na cenę instrumentu. Takie cło nie stanowi dostatecznej ochrony. nie zabezpieczy ono naszego rynka nawet w najmniejszym stopniu przed zalewem instrumentów niemieckich. Podwyżka tego cła do wysokości normalnej złotych 1200 — przy zastosowaniu zaś zniżki konwencyjnej conajmniej do złotych 860 — jest postulatem minimalnym, od którego zależy byt fabryk krajowych. Przemysł krajowy na ochronę taką bezwzględnie zasługuje: swoim szybkim rozwojem w ciągu paru lat ostatnich, a także doskonałą jakością swoich wyrobów dowiódł on, że stoi na poziomie bezsprzecznie wysokim. Nie można mu rzucać teraz kamieni pod nogi, trzeba mu umożliwić dalszy rozwój, dalsze doskonalenie się. Osiągnąć to można tylko przez wprowadzenie na przeciąg kilku lat wysokiego cła wychowawczego, cła uniemożliwiającego masowy import. (Aleksander Granke)

O najstarszej fabryce fortepianów i pianin w Polsce

Rozwój budowy fortepianów datuje się od XV wieku. W Polsce mieliśmy już w XVIII wieku poważne pracownie, wyrabiające t. zw. klawicymbały, żyrafy. W początkach XIX wieku w samej Warszawie mieliśmy około 14 pracowni, wypuszczających fortepiany. Wspomnimy o pracowniach Leszczyńskiego, Buchholtza, Budynowicza. Z istniejących obecnie fabryk jedną z najstarszych w Europie, a najstarszą w Polsce jest fabryka fortepianów i pianin „J. Kerntopf i Syn” w Warszawie. Założycielem firmy tej był Jan Kerntopf. Mając lat osiemnaście, przybył do Warszawy w roku 1830 i wstąpił na naukę do najpoważniejszej w tem mieście fabryki fortepianów Buchholtza i Mannlinga. W kilka jednak miesięcy później przerwał Jan Kerntopf naukę i zaciągnął się do szeregów wojsk polskich, z któremi odbył całą kampanję wojenną w roku 1831. Po uciszeniu się burzy politycznej młody Kerntopf powrócił do swych zajęć i w roku 1839 ukończył naukę zawodową, poczem w roku 1840 założył własną fabrykę przy ul. Elektoralnej. W roku 1841 fabryka została przeniesiona na pl. Krasińskich.

Pracując wytrwale nad udoskonaleniem konstrukcji fortepianów, Jan Kerntopf zbudował w roku 1853 pierwszy krajowy fortepian koncertowy systemu belgijskiego. W kilka lat później już wszyscy pianiści polscy grywają publicznie na fortepianach Kerntopfa. W roku 1862 Kerntopf buduje pierwsze w kraju pianino, a w roku 1872 — fortepian konstrukcji amerykańskiej z całą ramą metalową, agrafami, strunami krzyżowemi, z mechaniką angielską i repetycją. Odtąd fabryka zrywa z tradycją budowy fortepianów o mechanice wiedeńskiej i trzyma się stale systemu amerykańskiego. W roku 1878 wstępuje do spółki najstarszy syn, Edward. Od tego roku fabryka istnieje pod firmą „J. Kerntopf i Syn” i zdobywa coraz większe uznanie. W roku 1881 otrzymuje na wystawie w Moskwie Medal Srebrny. Na wystawie Przemysłowo-Rolniczej w Warszawie w roku 1885 — Medal Złoty. W roku 1886 fabryka zostaje przeniesiona na ul. Miodową Nr. 12. Produkcja się powiększa. Instrumenty uzyskują rozgłos światowy. Na wystawie warszawskiego Muzeum Przemysłu i Rolnictwa firma otrzymuje najwyższą nagrodę „Dyplom Uznania”, na wszechświatowej wystawie w Paryżu 1889 roku — wielki Medal Złoty, wreszcie medale złote na wystawach w Niższym Nowogrodzie w roku 1896 i w Kijowie roku 1897.

Po śmierci Edwarda w r. 1901 na czele firmy stają dwaj jego młodsi bracia: Henryk i Józef Kerntopfowie. Wkrótce Henryk przenosi się do Kijowa i otwiera tam drugą fabrykę. Józef prowadzi fabrykę w Warszawie. W roku 1907 nabywa gmachy fabryczne na ul. Przemysłowej Nr. 31-33 i tam przenosi budowę fortepianów i pianin. Na instrumentach firmy „J. Kerntopf i Syn” grają: J. Paderewski, J. Hoffman, A. Michałowski, J. Śliwiński, H. Melcer, J. Turczyński, A. Kątski, J. Wieniawski, A. Reizenauer, A. Jessipowa, B. Stavenhagen i wielu innych. Niestety — w roku 1914 wybucha wielka wojna europejska. Przemysł fortepianowy zostaje zupełnie zrujnowany. Fabryka „J. Kerntopf i Syn”, jedna z najzamożniejszych firm w kraju, traci wszystkie swoje zasoby finansowe. Gdy jednak w roku 1921 otwiera się możność pracy, Józef Kerntopf tworzy Spółkę Akcyjną i w roku 1922 wznawia przerwaną produkcję swych znakomitych pianin i fortepianów. Na szesnaście istniejących przed wojną fabryk fortepianów i pianin w Warszawie jedynie tylko fabryka J. Kerntopfa mogła rozpocząć pracę. Przychodzi jednak nieubłagana śmierć: Józef Kerntopf odchodzi. Fabryka, pozbawiona kierownika, zaczyna chylić się ku upadkowi. Trzy lata wegetuje. W połowie 1926 roku wstępuje do firmy Aleksander Granke, syn znanego przed wojną fabrykanta pianin. W roku 1927 zostaje kierownikiem fabryki i jemu to zawdzięcza firma, iż w niespełna trzy lata fabryka odzyskuje swe dawniejsze przodujące stanowisko. Ostatnie modele odznaczają się pięknym, głębokim tonem, są technicznie znakomicie wykonane — budowane solidnie, czego najlepszym dowodem jest, że na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu z fabryk fortepianów i pianin jedynie firma „J. Kerntopf i Syn, S. A.” otrzymała za swe wyroby dwa najwyższe odznaczenia: państwowe — Dyplom Honorowy, i P. W. K. — Wielki Medal Zloty. Fabryka zaprowadziła ostatnio cały szereg nowoczesnych urządzeń technicznych, jak: urządzenia do natryskiwania politury, najnowsze szlifierki, maszyny do cięcia i heblowania drzewa, wiertarki, frezarki, tokarnie, prasy do fornierowania i t. p. Specjalne składy drzewa i najnowsze urządzenia suszarniane systemu „Bachrich” — zapewniają trwałość instrumentu. Ilość zatrudnionych pracowników wynosi obecnie 60, silników — 11, maszyn najnowszej konstrukcji — 27. Sale fabryczne zajmują powierzchnię ca. 2500 metrów kwadratowych.

Rozwijając organizację sprzedaży fabryka otworzyła składy dla sprzedaży detalicznej: w Warszawie przy ul. Szpitalnej Nr. 9, w Częstochowie, ul. Panny Marji Nr. 39, we Włocławku ul. 3-go Maja oraz w Lublinie, ul. Krakowskie Przedmieście 56.

O potrzebie utworzenia szkoły zawodowej budowy instrumentów

Powstanie takiej szkoły jest konieczne dla rozwoju przemysłu muzycznego w Polsce

Gałęzią przemysłu, któraby w Polsce mogła się doskonale rozwijać, jest lutnictwo, t. j. produkcja instrumentów smyczkowych, oraz drobnych instrumentów strunowych. Przemysł lutniczy w ścisłem znaczeniu tego słowa nie istnieje, — tymczasem mamy w tej dziedzinie świetne tradycje, oraz nadzwyczaj dobry i obfity surowiec, w postaci tak zwanego drzewa rezonansowego: na Podkarpaciu mamy odpowiedni dla lutnika świerk i jodłę, a na kresach południowo-wschodnich klon i jawor.

Śmiało twierdzić można, że jedynie Polska może być dla światowej produkcji instrumentów dostarczycielką wyborowego gatunku drzewa rezonansowego. Tyle o naszym surowcu.

A tradycje? Już w 16, 17, 18 wieku lutnictwo polskie słynęło na całą Europę, a „Polnische Geigen” były wysoko cenione w Niemczech i we Włoszech. I dziś jeszcze skrzypce polskie z tych czasów uchodzą zagranicą za instrumenty szkoły starowłoskiej. Tradycja ta nie zaginęła — nasze współczesne warsztaty lutnicze produkują wprawdzie niewiele, ale instrumenty ich stoją na bardzo wysokim poziomie. Niestety jednak — ilościowo produkcja krajowa przedstawia się bardzo skromnie, to też lwią część instrumentów sprowadzamy z zagranicy. Zagranica wywozi od nas surowiec nabyty często za bezcen, za cenę najlichszego drzewa opałowego, a następnie sprzedaje go nam za drogie pieniądze w formie mniej lub więcej przerobionej, zalewając doszczętnie nasz
rynek.

Dziś, kiedy na każdym niemal polu widzi się zarodki pracy twórczej, zmierzającej ku odrobieniu wiekowych zaległości, należy zwrócić baczną uwagę i na rozwój przemysłu lutniczego. Przedewszystkiem konieczne jest utworzenie szkoły zawodowej przemysłu muzycznego, któraby wyszkoliła zastęp pracowników-fachowców. Powinna to być szkoła państwowa o typie liceum. Obejmowałaby ona następujące działy:

  1. lutnictwo,
  2. organmistrzostwo (organy, fisharmonje, fortepiany i pianina),
  3. instrumenty dęte,
  4. dzwonolejnictwo i
  5. rytownictwo i druk nut.

W programie nauk tego liceum powinien być należycie uwzględniony dział sztuki lutniczej, oparty na świetnej tradycji lutnictwa polskiego, rozwiązujący naukowo zagadnienia „tajemnicy” mistrzów włoskich, a zarazem stosujący tę sztukę do potrzeb współczesnego życia muzycznego.

Realizacja tego projektu:

  1. utoruje drogę rozwojowi przemysłu muzycznego, oraz wskrzesi sztukę lutniczą w Polsce,
  2. wyruguje lichy produkt importowy i spotęguje polską ekspansję gospodarczą,
  3. przyczyni się do poprawy bilansu handlowego Państwa przez:
    • a) zmniejszenie przywozu gotowych produktów zagranicznych i
    • b) wywóz krajowych instrumentów gotowych i półfabrykatów.

(Tomasz Panufnik)

FABRYKA PIANIN B. SOMMERFELD

BYDGOSZCZ, UL. ŚNIADECKICH 56, TEL. 883 i 458.

FILJE: GRUDZIĄDZ, UL. GROBLOWA 4 — TEL. 229,

KATOWICE, ul. KOŚCIUSZKI 16, TEL. 1939,

GDAŃSK, UL. HUNDEGASSE 112, TEL. 22598.

Istniejąca przeszło 24 lata fabryka pianin B. Sommerfeld w Bydgoszczy jest nietylko największą tego rodzaju fabryką w Polsce, lecz także nowocześnie urządzona pod względem technicznym. Posiada maszyny najnowszego systemu, własne centralne ogrzewanie oraz urządzoną według najnowszych wymagań technicznych parową suszarnię do drzewa — co jest najlepszą rękojmią za dobroć i trwałość instrumentów — ma znakomicie wyszkolony personel techniczny i pomocniczy i daje gwarancję solidnej i fachowej obsługi.

Firma postawiła sobie jako zadanie fabrykowanie specjalnych modeli pianin, po cenach umiarkowanych, a pierwszorzędnych w gatunku.

Pianina te posiadają najnowszą konstrukcję krzyżową, pancerz metalowy, przedyblowane kołki, co daje gwarancję utrzymania stroju. Specjalne urządzenie klawjatury umożliwia lekką i przyjemną grę.

Dźwięk instrumentów jest dzięki pierwszorzędnym materjałom i mechanizmom zastosowanym przy budowie silny i melodyjny.

Firma B. Sommerfeld Bydgoszcz zatrudnia około 200 pracowników i produkuje rocznie 1500 pianin.

Zaznaczyć wypada, że pianina firmy B. Sommerfeld dostarczane klijentom i licznym magazynom fortepianów cieszą się zupełnem zadowoleniem odbiorców i uzyskały dużo słów uznania światowych pianistów i szkół muzycznych, jak Artura Rubinsteina, Egona Petri’ego, prof. Szaleskiego [Szabelskiego?] — Katowice, Szkoły Muzycznej im. Paderewskiego we Lwowie, Miejskiego Konserwatorium Muzycznego w Bydgoszczy, prof. E. Bergmanna, prof. Wł. Abuszyńskiego i innych.

Również nowo utworzone Państwowe Konserwatorium Muzyczne w Katowicach dało fabrykatom B. Sommerfelda pierwszeństwo, zakupując wielką ilość pianin.

Pianina B. Sommerfelda zostały wielokrotnie premjowane, m. i. wielkim złotym medalem na Wystawie Hotelowej w roku 1927 w Poznaniu oraz na P. W. K. wielkim srebrnym medalem.

B. SOMMERFELD
Największa w Polsce Fabryka Pianin
BYDGOSZCZ, ul. Śniadeckich 56, tel. 883 i 458.
Filje: GRUDZIĄDZ, ul. Groblowa 4, tel. 229.
KATOWICE, ul. Kościuszki 16, tel. 1939.
ROCZNA PRODUKCJA 1.500 PIANIN.

Produkcja fisharmonij w Polsce

Produkcja fisharmonji jest w Polsce rozwinięta stosunkowo słabo, co jest rzeczą zrozumiałą, gdyż fisharmonja jako instrument o specjalnych właściwościach, nadający się do wykonywania tylko poważniejszych utworów, nigdy nie może znaleźć takiego rozpowszechnienia, jak pianino. Głównymi odbiorcami fisharmonji są małe kościółki, a także szkoły, w których ostatnio fortepiany coraz częściej ustępują miejsca fisharmoniom, jako instrumentom bardziej odpowiednim do nauki śpiewu.

W Polsce mamy obecnie 4 fabryki fisharmonji: w Bydgoszczy, w Brzezinach Śląskich, w Lesznie Wkp. oraz we Lwowie. Najwyższy poziom osiągnęła fabryka firmy „M. Wybrański i S-ka” (Bydgoszcz), której wyroby cieszą się doskonałą opinją.

Zacytujemy tu opinję wybitnego fachowca, profesora Małeckiego (Bydgoszcz): „Ton tych instrumentów w niczem nie różni się od instrumentów Mannborga. Zestawienie rejestrów zdradza bardzo dobry smak mistrza. Każdy instrument gra nadzwyczaj lekko i brzmi doskonale. Większe okazy śmiało mogą zastąpić organy w kaplicach i oratorjach klasztornych. Niejeden kościółek wiejski mógłby w miejsce starych organów sprawić sobie harmonjum pedałowe od powyższej firmy, tem więcej, że są to instrumenty niedrogie, największe harmonjum bowiem firmy „M. Wybrański i S-ka” nie dochodzi w cenie do kosztów, jakie sprawia zakup pianina”.

Należy jeszcze wspomnieć o wytwórczości harmonji ręcznych, dość. blisko spokrewnionej z fabrykacją fisharmonji. W tej dziedzinie możemy się poszczycić, że posiadamy w Warszawie najlepszego dziś harmonistę europejskiego, jakim według opinji znawców jest p. Piotr Stamirowski. Wyroby jego są cenione i poszukiwane nietylko u nas, ale i we Włoszech, w Ameryce i t. d.

Fabrykacja organów w Polsce

Ze wszystkich gałęzi przemysłu muzycznego, przemysł organowy szczyci się w Polsce najdawniejszą tradycją. Gdy inne działy tego przemysłu prosperują od kilku albo w najlepszym razie od kilkudziesięciu lat, to o fabrykacji organów w naszym kraju mamy wieści aż z wieku 15-go: historja przekazała nam imię organmistrza Jerzego, który około roku 1470-go konserwował i naprawiał organy katedry wawelskiej. Na początku wieku 16-go istniała fabryka organów Żalinka w Gnieźnie, która wykonała kilka organów dla katedr polskich. Z innych wytworów ówczesnych znamy nazwiska: Humla, Frankowicza, Nitrowskiego, Złockiego, Raybera i Christowskiego. Wspaniałe organy zbudował w końcu wieku 17-go Głowiński w Leżajsku. Z tegoż okresu pochodzą słynne instrumenty w Jędrzejowie i Sandomierzu.

Widzimy, że jest to przemysł, który liczy sobie w Polsce — najskromniej rachując — cztery i pół stulecia. To też i wytwory tego przemysłu cieszą się zasłużoną sławą, — a według jednozgodnej opinji fachowców nie ustępują one w niczem organom najgłośniejszych fabryk zagranicznych. Zasługuje to na tem silniejsze podkreślenie, że fabryki zagraniczne używają do swej produkcji coraz to nowocześniejszych, coraz bardziej udoskonalonych maszyn, podczas gdy my, dusząc się z powodu braku kapitałów, nie mamy za co inwestować i musimy często poprzestawać na dawnych metodach fabrykacji.

Obecnie istnieją w Polsce następujące fabryki organów: w Warszawie mamy trzy fabryki, z których najstarsza p. f. A. A. Homan i S. Jezierski, egzystuje już ponad 50 lat. Drugą z kolei jest fabryka p. f. Wacław Biernacki (od roku 1905-go). Wymienić też trzeba trzeci zakład stołeczny, o produkcji stosunkowo dość małej — p. f. Wojciech Gatko.

Największą z fabryk krajowych posiada Włocławek — p. f. Dominik Biernacki. Wacław Biernacki z Warszawy i Dominik Biernacki z Włocławka są synami ś.p. Ernesta Biernackiego, który już od roku 1848-go prowadził fabrykę organów w Płocku a następnie we Włocławku. Obie fabryki synów ś.p. Ernesta Biernackiego pracują w kontakcie, a na wystawie poznańskiej zbudowały wspólnie wielkie organy w sali reprezentacyjnej. Organy te wykonane były w pełnych 100% z materjałów krajowych. Wykonawcy otrzymali za nie wielki medal złoty P. W. K. oraz dyplom honorowy Państwowy.

Z innych fabryk krajowych wymienić jeszcze trzeba duży i istniejący od r. 1879 zakład p. f. St. Krukowski i Syn w Piotrkowie Trybunalskim, wreszcie firmę St. Jagodziński w Garbatce (z Radomska).

Jeśli chodzi o rozmiary produkcji, to wynosi ona około 750 głosów, t.j. przeciętnie 50—60 organów rocznie. Zapotrzebowanie daje się odczuwać jedynie ze strony kościołów, natomiast sprzedaż organów do użytku świeckiego jest wypadkiem bardzo rzadkim — zdarza się to bodaj że nie więcej niż 1 lub 2 razy rocznie. Inaczej dzieje się zagranicą, gdzie organy są bardzo rozpowszechnione np. w szkolnictwie, w rozmaitych stowarzyszeniach, a nawet w mieszkaniach prywatnych zamożniejszych obywateli. W naszem szkolnictwie tylko woj. Poznańskie jest zaopatrzone w organy — słyszałem nawet o pewnych uczelniach, które ich posiadają po parę sztuk (oczywiście — z przed wojny).

Przemysł organowy w Polsce mógłby się rozwinąć bardzo dobrze, gdyby uzyskał odpowiednie kredyty, umożliwiające zastosowanie wszystkich najnowszych wynalazków i maszyn, rozpowszechnionych w przemyśle zagranicznym. Jak wspaniały moglibyśmy osiągnąć wtedy rezultat, zrozumieć łatwo, jeśli się zważy, że już dziś pewną część naszej produkcji eksportujemy (do krajów nadbałtyckich). Niestety jednak, świadomość wysokiego poziomu krajowej produkcji organów jest w Polsce niezupełnie dostatecznie rozpowszechniona, tak że nieraz zamiast nabyć organy w kraju, sprowadza się je z zagranicy. Zagranica jednak bardzo często importuje do nas zamiast dobrego instrumentu — najgorszą tandetę. Słyszałem np. o pewnym wypadku sprowadzania organów zagranicznych, które są zupełnie nie do użytku. Fabryki krajowe mogły za tę samą cenę wykonać organy zupełnie pierwszorzędne.

Import organów z zagranicy możliwy jest jedynie dzięki niewłaściwemu układowi stawek celnych: są one obliczane nie od wagi, ale od sztuki. Cło wraz z kosztami wynosi około 1200 zł. Jest to suma, która nie odgrywa prawie żadnej roli — normalny instrument kosztuje około 50—60.000 złotych. Widzimy, że przemysł nasz nie posiada żadnej właściwie ochrony celnej. Jest ze wszech miar pożądane, aby w przyszłej taryfie celnej cło na organy było znacznie podniesione i obliczane od wagi. Powinno ono wynosić nie mniej niż 30% wartości organów. Przy takiem postawieniu sprawy będziemy zabezpieczeni przed importem obcej tandety, a przemysł krajowy uzyska szersze pole do pracy. Dodać jeszcze trzeba, że przy produkcji zużywa on materjały niemal wyłącznie krajowe, — ilość surowców zagranicznych nie przekracza 3%.

Sytuacja finansowa przemysłu organowego jest bardzo ciężka. Musi on sprzedawać swe wyroby na raty tak długoterminowe, jak żaden inny przemysł w Polsce. Weksle z terminem 2 albo 3-letnim są na porządku dziennym. Na zdyskontowanie takiego 3-letniego weksla trzeba czekać… 2 lata i 9 miesięcy. A przytem podatki — zwłaszcza obrotowy — są bardzo uciążliwe, zyski zaś oblicza się bardzo nisko. Łatwo zrozumieć, że w takich warunkach fabryki duszą się z braku gotówki.

Obecnie znów jesteśmy zaniepokojeni wiadomościami o traktacie handlowym z Niemcami: Niemcy mają duże zasoby finansowe, tani kredyt i zmechanizowany przemysł. Jeśli tylko traktat stworzy dla nich dogodne warunki, zaleją oni Polskę swojemi wyrobami i uniemożliwią pracę fabrykom miejscowym. Tem pilniejszy i donioślejszy staje się postulat wprowadzenia racjonalnej, wydatnej ochrony celnej. (Wacław Biernacki)

Zapytania z wyszukiwarki, prowadzące na tę stronę:

  • rzeczoznawca instrumentów muzycznych lublin (1)