Gdzie ci Szwedzi?

Dziś niezupełnie o pianinach…

Jest w Lublinie pewien bardzo stary cmentarz, na którym stoi pewna niepozorna kapliczka.

No dobra, nie „pewien” cmentarz, tylko słynny cmentarz przy Lipowej. I nie „pewna” kapliczka, tylko niczego sobie kaplica, nawet, bym powiedział, kościółek. Oto on:

Kościół pw. Wszystkich Świętych w Lublinie

Kościół pw. Wszystkich Świętych w Lublinie

Zbudowana kaplica została w latach 1836-44 (wówczas pod wezwaniem Pana Jezusa Ukrzyżowanego) i, proszę wierzyć, nie była taka brzydko-nijaka, jak teraz. Nie miała tego koszmarnego straganu przed wejściem, ani współczesnych dobudówek, których szczęśliwie nie widać na zdjęciu. Miała za to całkiem inny wystrój – jakże daleki od tego, co jest teraz:

Wystrój kościoła Wszystkich Świętych w Lublinie

Wystrój kościoła Wszystkich Świętych w Lublinie

Już któryś raz, będąc w Lublinie, próbowałem zajrzeć do środka kaplicy, gdzie interesował mnie bezcenny zabytek – jedyne w Polsce organy mistrza Adalberta (Wojciecha) Grodzickiego (1789-1845). Ten urodzony we Lwowie, a umarły w Lublinie organmistrz pozostawił po sobie niewiele dzieł, ale do czasów nowożytnych dotarły zaledwie dwa, w tym właśnie rzeczony skromny „pięciogłosowy pozytyw w kaplicy cmentarnej w Lublinie” (zbudowany w roku 1842). Dla odmiany, drugi instrument – to wspaniałe organy katedralne w stolicy Polesia Pińsku, powstałe w roku 1836.

Czym były cmentarne organy Grodzickiego? Cóż, zapewne, nie był to instrument wybitny, tym bardziej koncertowy – nie posiadał najpewniej pedału, zaś tylko jedną klawiaturę ręczną. Pięć głosów w kontekście staropolskich tradycji organowych mogły oznaczać taką oto dyspozycję organów:

Flet major 8′

Pryncypał 4′ (opcjonalnie – Salicyonał 8′)

Flet minor 4′

Oktawa 2′

Mixtura 1′

oraz zapewne wirująca gwiazda z dzwoneczkami i tympan (bęben), które zazwyczaj w poczet głosów nie wchodziły. Manuał mógł również mieć, zgodnie ze starą polską tradycją, krótką oktawę, gdzie w najniższej oktawie (wielkiej) istniały tylko dźwięki C, D, E, F, G, A, B i H.

Niestety, nie mam możliwości pokazania, jak wyglądał pozytyw w lubelskiej kaplicy cmentarnej. Organy pińskie wyglądają natomiast tak:

Organy katedralne w Pińsku

Organy katedralne w Pińsku

Organy w Pińsku – to na tyle niesamowity instrument, że osobą ich budowniczego natychmiast zainteresuje się każdy wrażliwy na piękno sztuki i zainteresowany polskimi zabytkami muzycznymi.

Sęk w tym, że pińskie organy w chwili obecnej jedynie w części są dziełem Grodzickiego. Stało się tak dlatego, iż, podobnie jak organy w Oliwie, po ich zbudowaniu pozostawione zostały bez opieki i konserwacji, więc, zaniedbane, niszczały. W momencie powołania diecezji pińskiej (1925) organy kościoła pofranciszkańskiego, wyznaczonego na katedrę nowej diecezji, nie nadawały się już do użytku. Po zgromadzeniu funduszy, tworzenia nowego instrumentu podjął się Wacław Biernacki, posiadający fabrykę organów w Wilnie z filią w Warszawie. W roku 1937 organy oddano do użytku.

Od starych organów Grodzickiego, jak dotychczas sądzono, pozostał jedynie późnobarokowy (lub też wczesnoklasycystyczny) prospekt i „trochę drewnianych piszczałek”. Jednakże badania, które prowadziłem w pińskiej katedrze kilka lat temu, jeszcze za życia śp. kardynała Kazimierza Świątka, wykazały, że poza prospektem (szafą), nawet 60% piszczałek katedralnych organów jest zdecydowanie starszych, niż piszczałki stosowane w latach 1930-ych przez Biernackiego, a więc muszą one pochodzić z organów Grodzickiego jeszcze sprzed przebudowy.

Nie wiem, czy Biernackim kierowały pomysły oszczędnościowe (Polesie było biedne, więc fundusze mogły być skromne), czy też chciał on zachować jak najwięcej substancji historycznej – ustaliłem jednak, że poza zmianą traktury (z mechanicznej na pneumatyczną), nowymi wiatrownicami, nowym stołem gry, kilkoma nowymi głosami i nowymi rozwiązaniami technicznymi, zachował on maksymalnie dużo ze starego instrumentu, nie wyłączając nawet tradycyjnej polskiej gwiazdy z dzwonkami, już absolutnie przecież niestosowanej w epoce przedwojennej.

Wacław Biernacki również zachował na ścianie organów inskrypcję Grodzickiego, wraz z datą i namalowanym herbem Łada – dzięki czemu znamy niewątpliwe autorstwo twórcy organów, co w przypadku wielu zabytkowych instrumentów jest stałym problemem badaczy. Cześć i chwała Biernackiemu – nie tylko za zachowanie pamięci o swoim poprzedniku (mimo oczywistej pokusy przypisania autorstwa całych organów wyłącznie sobie, jak wielokrotnie zdarzało się w historii), ale również i za to, że „nowe” organy, harmonijnie łączące w sobie elementy stare z nowymi, stały się wspaniałym instrumentem, godnym tej katedry.

Szczęśliwym trafem „białoruskie” organy Grodzickiego-Biernackiego przetrwały okres wojny i komunizmu – a to m.in. dzięki Kazimierzowi Świątkowi, który przez cały okres komunizmu był proboszczem katedry rozgromionej diecezji i dbał, żeby świątyni nie zamknięto – aż powróciła do rangi katedry po reaktywacji diecezji pińskiej w 1991.

Nie przetrwały natomiast… polskie organy Grodzickiego – jedyne znane dzieło Grodzickiego, które miało pozostać nieprzebudowane, a więc w stanie oryginalnym z roku 1842.

Tak jest. Lublinowi najwyraźniej te organy nie były potrzebne. Kiedy wreszcie zlokalizowałem enigmatyczną „kaplicę cmentarną w Lublinie” i dostałem się do jej wnętrza, okazało się, że spóźniłem się o 20 lat. Brzydkie, pseudoartystyczne, ale za to „nowoczesne” wnętrze kaplicy – dzieło jakiegoś wiernego, ale miernego „artysty”, powstałe „dzięki” ambicjom pewnego księdza rektora, kryje w sobie „parapet” – no dobrze, nie keyboard, ale banalne organy elektroniczne, jakich pełno jest w nowych kościołach o kształcie basenu. Chór zieje dziurą.

Przepraszam: czy ktoś mi wytłumaczy, po co w ogóle dążenie do takiej „nowoczesności” na cmentarzu? Niewystarczająca jakość obsługi, umarlaki narzekają?

Cmentarna nowoczesność

Cmentarna nowoczesność

Istotnie, w takiej scenerii zabytkowe organy Grodzickiego czułyby się nader nieswojo. Jak powiedziały mi pewne zorientowane osoby na miejscu, organy w 1993 roku zostały sprzedane do wsi Dys – ale można ich tam nie szukać, gdyż nigdy tam nie dotarły

Ciekawie zresztą, co zatem dzieje się z własnymi organami w dyskim kościele – choć anonimowymi, lecz również zabytkowymi?

W ten oto sposób Adalbertus Grodzicki herbu Łada przestał dla Polski istnieć, pozostając jedynie wzmianką na stronach kilku publikacji i zasilając liczne grono twórców, znanych w Polsce jedynie z nazwiska – gdyż ich dzieła są raz na zawsze utracone.

Faktem jest, że w Dysie nie byłem, informacji osobiście nie sprawdziłem. Nie prowadzę śledztwa dziennikarskiego. Ale ostro zapragnąłem jakiegoś kolejnego szwedzkiego potopu, tak aby przyjechali Szwedzi i jak najwięcej polskich zabytków wywieźli do siebie, żeby je ocalić przed nami.

Nawet komuniści w ZSRR nie potrafili zniszczyć tego, co z powodzeniem udało się zmarnotrawić w wolnej Polsce…

… Że co? Że nie jest wolna? Toż od kogo miałaby być wolna, drodzy towarzysze księża, droga prawico? Kto tym razem jest winny?

Wskażcie również, proszę, kto jest winny tego, że każdego dnia w piecu kończą kilka lub kilkanaście (tak, wiem, to zależy od pogody) zabytków polskiego budownictwa fortepianowego. Że na jedne odnowione zabytkowe organy przypada kilkadziesiąt zaniedbanych, oszpeconych lub wręcz skasowanych na amen.

… A miało być optymistycznie. Jak powiedział mi jeden z Czytelników, „za mało jest na stronie optymizmu” :)

Zapytania z wyszukiwarki, prowadzące na tę stronę:

  • allegro/harmonia na pedaly (1)
  • staropolskie organy (1)
  • Organy Wacława Biernackiego --kostek (1)
  • organopian andrzej kupis ile kosztuje (1)
  • mannborg harmonium ile kosztuje (1)
  • kupie organopian adrzej kupis warszaws (1)
  • fabryka fortepianów Romhildt weimar gdzie szukać roku produkcji (1)
  • fabryka fortepianoow w Lublinie (1)
  • allegro/harmonia na pedaly varsovia (1)
  • zmiana wystroju parafia (1)