Zabójcza suchość

Trwa mroźna zima – sezon wybitnie niekorzystny dla stanu zdrowia pianin i fortepianów.

Mocno grzeją kaloryfery i kominki. Nawet jeżeli okna nie są otwierane, poziom wilgotności, który panuje w pomieszczeniach, jest drastycznie niski.

Trzeba podkreślić, że nie tylko mróz na zewnątrz jest zabójczy, a przynajmniej nie sam mróz. Zabójcze jest przede wszystkim ogrzewanie wewnątrz, i nawet sprawa odległości pianina od kaloryfera nie zmienia tego, że powietrze w pomieszczeniu jest za suche.

Nie ciepło jest zabójcze, lecz suchość. Oczywiście, dotyczy to naszych, polskich warunków – w klimacie tropikalnym zabójcza będzie z kolei wilgoć.

W ostatnich tygodniach postanowiłem zmierzyć poziom wilgotności, który można zastać tam, gdzie stoją pianina lub fortepiany.

Zanim przejdę do rzeczy, kilka uwag wstępnych. Otóż najpierw musiałem zaopatrzyć się w dobry hygrometr (inaczej: higrometr lub wilgotnościomierz). Sęk w tym, że przeciętny, tani hygrometr, który można kupić na Allegro już za 5 złotych, często może brać znaczenie wilgotności wprost z… sufitu, a więc pokazywać dosłownie to, co mu się chce – a co nijak się ma do prawdziwego poziomu wilgotności. Co więcej, kilka takich samych hygrometrów z tej samej serii potrafi pokazywać zupełnie różny poziom wilgotności, a różnica może wynosić nawet i 20 jednostek procentowych (w ciągu dalszym wyraz „jednostka procentowa” zastępuję symbolem %).

Jak się przed czymś takim uchronić?

Można kupić profesjonalny sprzęt za kilkaset złotych. Niestety, takowego kupić mi się nie zachciało. Postanowiłem rozwiązać sprawę inaczej: kupiłem kilka różnych hygrometrów cyfrowych, bardzo i nie bardzo tanich. Okazało się, że dwa wskazują jednakową wysokość; trzeci – zawyżoną o zaledwie 1%, czwarty – obniżoną o 11% i piąty – zawyżoną o 5%. Nie było tak źle.

Dwa z tych hygrometrów kupiłem na Allegro, gdzie były one sprzedawane jako „hygrometry o zwiększonej dokładności” i miały mieć wymieniony czujnik. W momencie zakupu nie bardzo w to wierzyłem, ale to właśnie one pokazywały jednakową wilgotność.

Trzy zbliżone ze sobą hygrometry zaniosłem do wnętrza pewnych organów, gdzie od lat wisi stary, solidny hygrometr wskazówkowy, wyprodukowany jeszcze w NRD, zaś który organmistrz, obsługujący organy, bardzo sobie chwali jako dokładny. Po godzinnym oczekiwaniu okazało się, że dwa moje cyfrowe hygrometry wskazują identyczną wilgotność. Była więc to weryfikacja ostateczna, zaś dwa swoje hygrometry uważam odtąd za miarodajne.

hygrometr

Tak więc dokonałem pomiaru wilgotności w kilkunastu domach z pianinami. Jak już parokrotnie pisałem, optymalna wilgotność powietrza dla pianina (fortepianu) wynosi 42-55%.

(Wpis o 2 lata późniejszy: moje doświadczenie, które ciągle zdobywam, podpowiada mi, że zakres pożądanej wilgotności należy nieznacznie zmienić do 45-65%. Jeden z najlepszych producentów pianin na świecie Petrof w ogóle żąda dla swoich pianin wilgotności w zakresie 50-70%, co należy wziąć pod uwagę właścicielom licznych w naszym kraju Petrofów. Jednak nawet zwykłej Legnicy czy Calisii nie zaryzykowałbym umieścić w pomieszczeniu, wilgotność w którym wynosi 42-45% – czyli mieści się w dolnych granicach dopuszczalnej wilgotności – gdyż po latach niemal na pewno w mechanizmie takiego pianina pojawią się luzy z powodu samego tylko wysuszenia. Stąd proponowana przeze mnie zmiana optymalnej wilgotności. Z kolei, żadne z pianin funkcjonujące w wilgotności rzędu 55-65% nie okazywało oznak nadmiaru wilgoci, co pozwala podwyższyć górną granicę bezpiecznego zakresu wilgotności).

A oto, co zastałem w domach:

  1. 50% (moje własne mieszkanie, z dala od kaloryfera)
  2. 41% (moje własne mieszkanie, przy kaloryferze)
  3. 33%
  4. 36%
  5. 32%
  6. 40%
  7. 28%
  8. 24%
  9. 37%
  10. 34%
  11. 31%
  12. 26%
  13. 30%
  14. 33%

Jak widzimy, w naszych mieszkaniach jest zasadniczo bardzo sucho. O wiele za sucho dla pianina. Oprócz własnego mieszkania, nie spotkałem ani jednego, gdzie konieczny poziom wilgotności byłby zachowany. Nie ma to jak „doskonałe domowe warunki” oraz uspokajające zapewnienie, że „pianino zawsze stało w suchym, ciepłym pomieszczeniu”!

Zauważyć należy, że wilgotność powietrza niewiele ma wspólnego z temperaturą powietrza w mieszkaniu. Tak, w moim mieszkaniu, gdzie wilgotność sięga 50% (optymalna wysokość!), utrzymuje się temperatura na poziomie 25-26 stopni. Wiele zaś pomieszczeń, w których poziom wilgotności był o wiele za niski, było niedogrzanych, z temperaturą rzędu 20 stopni.

Dlaczego tak jest? Jak nawilżam swoje mieszkanie? Otóż nijak. Nie robię nic specjalnego, podczas gotowania używam okap, nie posiadam akwarium, zaś podczas pomiarów nie suszyłem prania. Być może, znaczenie ma materiał ścian lub wystrój wnętrza, ale nie mam pojęcia, jak poszczególne elementy wpływają na wilgotność w środku.

Mój malutki, lecz dokładny hygrometr cyfrowy.

Mój malutki, lecz dokładny hygrometr cyfrowy

Przeprowadziłem kolejny eksperyment: w czasie mrozu (-15 stopni) otworzyłem na 10 sekund okno. Wilgotność, która przedtem w pobliżu kaloryfera wynosiła 41%, natychmiast spadła aż do 31%. Tak oto wpływa wymiana stosunkowo wilgotnego ciepłego powietrza domowego na suche, mroźne powietrze z zewnątrz. Dopiero za godzinę po otwarciu okna poziom wilgotności powrócił na pierwotny poziom.

Jak niska wilgotność wpływa na stan pianina? Cóż, mniej-więcej tak, jak palenie papierosów na ludzi. Po kilku papierosach człowiek nie umrze, jednak wewnątrz jego stan cały czas się pogarsza. Nawet po latach widocznej różnicy może nie być, ale kto wie, czy człowiek by nie pożył kilka-kilkanaście lat dłużej, gdyby nie palił?

Z pianinami jest nawet gorzej. Zaczyna wysychać, kruszyć się i pękać drewno.

Pomimo ramy metalowej, cała konstrukcja pianina bazuje się na drewnie. Drewniana jest m.in. płyta rezonansowa oraz strojnica, w którą są wbite kołki. Oto co się dzieje z płytą rezonansową w pianinie, które kilkanaście lat stało w zbyt suchym pomieszczeniu:

popękany_rezonans_1 popękany_rezonans_2

Pianino ze zdjęć powyżej też zawsze stało w „suchym, ciepłym pomieszczeniu”… niestety. Nikt je nie kopał i nie niszczył. Nikt do tych zniszczeń ręki nie przyłożył. To wszystko zrobiła suchość.

Niestety, nie da się tak samo załączyć zdjęć strojnicy, która jest przysłonięta metalem, a przez to niewidoczna. Można jednak sobie wyobrazić, że będzie ona wyglądała podobnie. I – jeżeli z popękanym rezonansem jeszcze można jakoś żyć, to popękana strojnica najczęściej oznacza niemożliwość nastrojenia pianina.

Jednak pewnego razu udało mi się sfotografować popękaną strojnicę – a to „dzięki” temu, że poprzez suchość w pianinie puścił cały klej, i górna deska po prostu się odkleiła od korpusu (proszę kliknąć w obrazek, żeby powiększyć):

pęknięcie_strojnicy_1 pęknięcie_strojnicy_2 pęknięcie_strojnicy_3

Jak można się domyślić, kołki, tkwiące w miejscach pęknięć, nie będą trzymać naciągu, jako że każda struna ciąży z siłą przeciętnie 80 kilogramów. Co więcej, nawet w nieopancerzonej strojnicy pęknięcia niekoniecznie muszą być widoczne, jako że popękać może wewnętrzna warstwa drewna.

Skurczone drewno oznacza również, że wszystkie części metalowe (śruby, ośki…) stają się luźne. Przede wszystkim dotyczy to mechanizmu, gdzie wszystko staje się rozchybotane i niedokręcone. Pojawiają się luzy, młotki biją jak chcą, mechanizm zaczyna hałasować podczas działania. Można, oczywiście, wszystko podokręcać – lecz w momencie podwyższenia się wilgotności dokręcone śruby rozsadzą napęczniałe drewno.

Z tego względu regulacja mechanizmu w warunkach zbyt niskiej wilgotności jest bezcelowa. Najpierw poziom wilgotności musi podnieść się do właściwego poziomu (42-55%), a dopiero potem należy przeprowadzać czynności regulacyjne.

Oczywiście, podczas obniżenia lub podwyższenia poziomu wilgotności pianino się rozstraja – gdyż otwory kołkowe stają się mniej lub bardziej ciasne; mniej lub bardziej chwytają kołek, prostując go lub pozwalając mu nieco się wygiąć. Stąd, żadne pianino lub fortepian nie lubi gwałtownych i częstych zmian wilgotności. Tak samo, jak i człowiek po dłuższej głodówce nie może się najeść od brzucha, fortepian, dokumentnie wysuszony, nie może zostać nawilżony za pomocą np. kilkugodzinnego otwarcia wszystkich okien podczas ulewy (byłem kiedyś świadkiem takiej sytuacji – pewnego upalnego lata właścicielka pianina zapomniała zamknąć otwarte na oścież okna, aż nadeszła burza. Pianino nie tylko się rozstroiło, ale i mechanizm prawie przestał działać. Nawet klapę wyjąłem z trudem, tak spęczniało drewno!).

Co więc zrobić, gdy wilgotność jest za niska?

No cóż, możliwości jest cała masa. Nie powinienem optować za słoikami (nie tymi warszawskimi, a prawdziwymi) w środku pianina, ale niestety muszę to zrobić. Często jest to jedyny dostępny od ręki sposób na jakiekolwiek poprawienie wilgotności. Do tego, jak najwięcej kwiatów w pomieszczeniu (byle nie na pianinie!), wazonów z wodą, wanienek, rynienek, miseczek, garnuszków, kubeczków, zawieszek na kaloryfer itp. Przydałoby się akwarium obok pianina, a do tego więcej suszenia prania, zmywania naczyń, gotowania, podlewania kwiatów itp. Mniej palenia w kominku, mniej odkręconych kaloryferów…

Śmieszne? Cóż, byłoby to śmieszne, gdyby nie było takie smutne.

Otóż pewne pianino, przedtem od lat nieużywane, stało w pomieszczeniu, gdzie wilgotność była drastycznie niska – 28%. Pianino się nastroiło i wyregulowało (wiem, dopiero co pisałem, że nie należy… no cóż, uczę się na błędach). Jednak po 3 miesiącach w pianinie odmówił posłuszeństwa mechanizm. Wypadły ośki, młotki się przekrzywiły, zaczęły ocierać o siebie, bić w sąsiednie struny, przestały wracać… a przecież wszystko to było wcześniej robione.

Jako że pokoik z pianinem był mały – i przez to łatwy do ingerencji w klimat – postanowiłem zająć się nawilżeniem. Właścicielka pianina wypełniła pokój mnóstwem pojemników z wodą, zakręciła kaloryfer, zaś do środka pianina wstawiła cztery litrowe słoiki. Tak naprawdę każdy wymieniony wyżej pomysł, prócz akwarium, został wcielony w życie. I co?

I rzeczywiście, wilgotność się zwiększyła. Ale jedynie do poziomu 35-38% (w zależności od wietrzenia).

Okazało się, że wszystkie opisane „babcine” homeopatyczne sposoby są w stanie podnieść poziom wilgotności o jakieś 7-10%. I nie ma co liczyć, że zwiększą go o całe brakujące 15-20%. Zatem, można się zająć podręcznym nawilżeniem tylko wtedy, gdy wyjściowa wilgotność wynosi nie mniej, niż 35-40%.

Natomiast w przypadku suchszych pomieszczeń pozostają raczej bardziej zaawansowane i fachowe metody, polegające na zakupie nawilżacza. Wbrew pozorom, nie jest to aż takie kosztowne i uciążliwe. Domowy nawilżacz można kupić w większości sklepów z AGD.

Nawilżacz jest po prawej :)

Nawilżacz jest po prawej :)

Taki nawilżacz, jak na zdjęciu, kosztuje ok. 150 złotych. Jedno napełnienie wodą (1,5 l?) wystarczy na ok. 4 godziny pracy. Owszem, w pokoju z nawilżaczem będzie trochę pary, ale ostatecznie można to przeboleć, jako że zbyt suche powietrze nie służy nikomu ani niczemu – ludziom przede wszystkim.

Przy okazji, strojąc pianino u p. Violetty z Lublina, postanowiłem porównać swój sprawdzony hygrometr z tym, który był na miejscu. Porównanie niestety ukazało to, jak mało dokładne są hygrometry, nawet jeżeli solidnie wyglądają. W nieźle zaparowanym pokoju (przy stale działającym nawilżaczu), dziesięcioletnia stacja pogodowa (z hygrometrem) p. Violetty wykazywała zaledwie 37% wilgotności, zaś mój hygrometr – 49%. Wydaje się niemożliwym, żeby w tak solidnie nawilżanym pokoju wilgotność wciąż była poniżej normy. Obstawiam zużycie się czujnika.

Nieźle: 12 jednostek procentowych różnicy!

Nieźle: 12 jednostek procentowych różnicy!

Czas na podsumowanie.

Pianino, stojące w pomieszczeniu o wilgotności 28%, która została podwyższona do 38%, można porównać do palacza, który zamiast 20 papierosów dziennie zaczął palić 15. Progres? Trudno powiedzieć…

I kolejna refleksja.

Ostatecznie, nie jest aż tak ciężko uzyskać potrzebny poziom wilgotności, jak potem codziennie, rok za rokiem, go utrzymywać. Tutaj „zryw narodowy” nie pomoże – potrzebna jest długodystansowość.

Pamiętajmy: pianino to nie dziecko, nie pies – nie zapłacze, kiedy będzie głodne, nie przyniesie miski w zębach. Ono sobie po prostu cicho umrze, zaniedbane przez wszystkich.

Zaś to, ile w Polsce mamy nienadających się do niczego pianin – starych i nowszych – dobitnie świadczy o tym, że „doskonałe, suche i ciepłe warunki domowe” są bardzo dalekie od doskonałości. Pomiar wilgotności w kilkunastu „dobrych domach” wykazał to aż nadto.

Zapytania z wyszukiwarki, prowadzące na tę stronę:

  • fakty i mity na temat pielęgnacji fortepianu (5)
  • wilgotność powietrza zabrze (3)
  • znaczenue slow to tylko pomysl ale dzisiaj wstawilem puec pokoj i tak wymaga suszenia (2)
  • pianino w starym domu wilgoc (2)
  • wilgotnosc pianina (2)
  • wilgotność pomieszczen i jej pomiar (1)
  • wilgotnosc przy pianinie (1)
  • suchość od kaloryferów (1)
  • suchosc a wilgoć mieszkania (1)
  • pomiary wilgotności w mieszkaniu (1)
  • plyta rezonansowa pianina drewno (1)
  • pianino wilgotnosc (1)
  • suchosc pomieszczeń (1)
  • oznaki zużycia pianina (1)
  • odleglosc pianina od kaloryfera (1)
  • BUBOWA PIANINA (1)
  • czy hygrometr zawsze pokazuje dobrE (1)
  • dlugo nieurzywane akwarium czy bedzie cieklo (1)
  • fortepian a temperatura w pokoju (1)
  • Gdzie kupić higrometr-wilgotnościometr w katowicach (1)
  • jak dlugo trwa nawilzenie pokoju 30% wilgotnosci nawilzaczem (1)
  • jak podniesc wilgotnosc w pokoju latem (1)
  • kostrukcja pianina (1)
  • naeilżenie powietrza w mieszkaniu 34% (1)
  • nawilżacz powietrza do fortepianu (1)
  • ars polonca jaka wilgotnosc powietrza (1)