Drastyczny przypadek z praktyki

Pewnego razu zostałem wezwany do pięknej krainy, gdzie wiele jest jezior i rzek, a mało jest stroicieli pianin i fortepianów. Jeszcze nie wiedziałem, co mnie czeka… Czytaj dalej →

Czyje są muchy?

Kiedy zamieszkałem tam, gdzie mieszkam obecnie (podmiejska sypialnia, czyli wieś z napływową ludnością miejską), moja ś.p. teściowa (Mamo! Hurra! Zaistniałaś w internecie!) nagle zwróciła uwagę na problem much, a dokładniej na problem ich nadmiernej obecności w jej życiu. Sęk w tym, że wcześniej muchy jakoś jej nie przeszkadzały – zresztą, muchy na wsi są, jak wiadomo, wszechobecne: były, są i będą. Natomiast w momencie, gdy pojawiły się jakże typowe spięcia na linii teściowa-synowy, paskudne muchy urosły do rangi oręża strategicznego, a dokładnie do rangi argumentu mającego rozstrzygnąć, skąd (lub dokładniej od kogo) bierze się całe zło tego świata. Otóż mamusia doszła do wniosku, że to… ja sprowadziłem muchy na jej głowę! Wcześniej much tak jakby nie było (nonsens), a wraz z moim nadejściem pojawiły się również i muchy. Cokolwiek złego mogę o sobie powiedzieć, to jednak kwestia powiązania mnie z muchami przerosła jakiekolwiek zasoby mojej fantazji. Nie byłem na to pytanie merytorycznie przygotowany. Czytaj dalej →

Dlaczego nic nie piszę?

Moi wierni czytelnicy (których kiedyś miałem) dobrze wiedzą, że najciekawsze, najgłupsze i najsmutniejsze aspekty w zakresie problematyki pianin i fortepianów gromadzą się wcale nie w owych fortepianach i pianinach – lecz w ludziach, którzy z jakichś względów instrumentom muzycznym towarzyszą. Tak, to ludzie są źródłem wszelkich problemów… Czytaj dalej →

Oszukany Steinway dla filharmonii. Manipulacji i oszustw z fortepianami ciąg dalszy. Witamy w Polsce!

Pisałem w swoim czasie o oszustwach stroicieli, o manipulacjach z numerami seryjnymi dokonanych przez budowniczych i remontujących instrumenty, o składakach udających instrumenty nowe, o zamaskowanych wadach itp. – pisałem, pisałem i pisać się zmęczyłem.

I co się okazuje? Że opisywany proceder uprawiany jest w najlepsze, i że nic się w tym zakresie nie zmieniło.  Czytaj dalej →

“Polecane pianino”. Przez kogo?

Zbliża się Nowy Rok, a na blogu siedzi kilkanaście osób, które, miast szukać kieliszków, czytają coś o pianinach. Podziwiam! Postanowiłem, że nie będę dłużny i wyjdę naprzeciw oczekiwaniom – i coś napiszę.

Dzwoni do mnie pewna pani, z którą nigdy wcześniej nie rozmawiałem.

– Kupiłam pianino z pańskiego polecenia.
– Że co, słucham?!
– Kupiłam pianino, które pan polecał.
– Ale skąd pani wiedziała, że ja niby polecam jakieś pianino?
– Bo pan był u właścicielki i wycenił to pianino. Czytaj dalej →

Był sobie fortepianik…

“Wiedeńczyki”, czyli wiedeńskie fortepiany, może i nie są w obecnych czasach przesadnie wysoko cenione – ale nie są też i zupełnym chłamem. Poza tym, wiedeński fortepian – to wciąż fortepian, a jego możliwości techniczne z pewnością odpowiadają 99% mieszkańców Ziemi. Umówmy się: jaki odsetek Ziemian to pianiści-wirtuozi?  Czytaj dalej →

Wydania naókowe, naukawe i “naukowe”

Jak już nieraz podkreślałem, strona internetowa, wliczając w to blog – to idealne miejsce na publikację różnego rodzaju badań. Bowiem tak już to z badaniami bywa – niczym półprosta, mają one swój początek, lecz nie mają końca.

Żadna z pozycji drukowanych poświęconych jakimś zagadnieniom historycznym (a często i przedmiotowym) nie prezentuje pełnej panoramy wiedzy, lecz jest tylko i wyłącznie “zrzutem ekranu” stanu badań aktualnego na określoną datę i godzinę, kiedy to już nie było możliwe wprowadzenie żadnych poprawek przed oddaniem książki do druku. A przecież już następnego dnia mogły się odnaleźć jakieś dotychczas nieznane fakty, które nie tylko miałyby dla opisywanego zjawiska istotne znaczenie, ale mogły wręcz przekreślić to wszystko, co znalazło się w chwilę temu wydanej książce. Czytaj dalej →

Słowniczek handlarza pianin

Pisałem już nieraz o niedorzecznych ogłoszeniach o sprzedaży pianin, gdzie nic nie jest takie, na jakie wygląda, a pomiar głupoty i cwaniactwa wykazuje przekroczenie skali.

Ale takich ogłoszeń jest coraz więcej! W zasadzie, niekompetencja i ciemnota w kupie z nieustanną potrzebą reklamowania każdego bezużytecznego produktu doprowadza do tego, że domorośli specjaliści od marketingu stosują w opisach pianin takie sformułowania, które powinny wzbudzić naszą czujność i umiejętność czytania między wierszami.
Czytaj dalej →

Kolorowe pianina? Nie, głupota opanowała Warszawę!

Jeżeli miałbym wskazać najbardziej denne i żenujące działanie kulturalne, którego byłem świadkiem, to bez wahania wskazałbym pomysł na ustawienie w warszawskich i wrocławskich plenerach pianin, pomalowanych przez “artystów”.

Jak się dowiadujemy, “celem akcji jest zainicjowanie wśród mieszkańców Warszawy kreatywnych działań”, a więc mamy rozumieć, że warszawiacy kreatywnością nie grzeszą, toteż jakiś browar nagle postanowił szumnie przeprowadzić jakiś pseudokulturalny happening na miarę Słoikowa – stolicy peryferyjnego kraju w Europie, który wciąż nie odchorował na modny paręnaście lat temu postmodernizm. Istotnie, biorąc pod uwagę modę na palmy, palenie stodół, spreparowane zwłoki (wystawione, a jakże, w galeriach handlowych), meteoryty i genitalia, czyli modę lansowaną przez tzw. “artystów performance’u” (dla nieobeznanych: artysta performance’u tak się ma do artysty, jak krzesło elektryczne do krzesła), można odnieść wrażenie, że kulturalna Warszawa o niczym innym tak nie marzyła, jak o zwiększonej dostępności pianin w najmniej do tego odpowiednich miejscach publicznych. Czytaj dalej →