Droga do piekła wybrukowana jest dobrymi chęciami… albo kością słoniową – powiada zaktualizowana wersja znanego przysłowia.
Kolejne wielkie “halo”: w Warszawie zatrzymano dziewczynę, która, podobnie jak wielu innych, próbowała sprzedać w internecie stare i nikomu niepotrzebne babcine pianino firmy H. Kriebel z Berlina, którego wartość rynkowa oscyluje w okolicach 500-800 złotych.
Nie, nie znam sprawy z autopsji, nie widziałem aukcji, nie czytałem opisu. W mediach zaś można przeczytać, że “policjanci spojrzeli na zdjęcia i ujrzeli na nich kość słoniową”. Puścili więc luzem ujętą w łapance babcię z pietruszką i przypuścili slalomem na Bielany, żeby bronić honoru biednych, zamordowanych 100 lat temu słoni. Dziewczyna ma więc historyczną szansę odpokutować za wszystkie krzywdy, kiedykolwiek wyrządzone przez europejskich kolonialistów w Afryce, a więc nie powinna z takiej okazji rezygnować – to wszak ona dziś tworzy historię. Zgnić w więzieniu za Afrykę, za słoni – nie, tego się nawet Mandeli nie udało!
Tylko coś mi w tej historii się nie zgadza. Co niby? Ano to, że, patrząc na typowo allegrowe zdjęcie pianina, absolutnie się nie da stwierdzić, że jego klawisze mają okładziny z kości słonia. Nie ma takich szans, nie ma takich oczu. Można coś takiego jedynie domniemywać, ale samo zdjęcie, lub sam fakt sprzedaży pianina nie stanowi jeszcze przestępstwa.
Nie wierzę w to, że jakiś zdolny policjant rzucił okiem na zdjęcie zabytkowego pianina i zawyrokował: “To jest kość słoniowa. Aresztować!”. Nie ma takiej możliwości.
W co natomiast wierzę? Ano w to, że dziewuszka całkowicie bezmyślnie lub też zupełnie świadomie, prosto z mostu napisała w opisie: “Klawisze z kości słoniowej“. Czym po prostu przyznała się do popełnienia przestępstwa, a na co władza musiała czynnie zareagować.
Wyobraźmy sobie sytuację: sprzedajemy komputer. W porządku? Tak. Podajemy dane techniczne, stan zachowania, ile ma lat – i czekamy na zainteresowanego.
A teraz taka sytuacja. Sprzedajemy komputer. I piszemy w opisie: “Komputer kradziony. Oprogramowanie nielegalne. Na dysku znajdują się pirackie filmy prosto z internetu, setki zgranych płyt najlepszych światowych wykonawców, skradziona baza danych wszystkich klientów PKO, trochę pоrnоgrаfii dziесięсеj i propagandy nazistowskiej. To nie ja, ja taki komputer dostałem. Zachęcam do zakupu”.
Drodzy Państwo, na taki opis władza po prostu będzie musiała zareagować – to będzie jej obowiązek. I to autor opisu będzie winny natychmiastowej wizyty policji, a nie “bzdurne przepisy”.
Zamieszczając informację o klawiszach z kości słoniowej – deklarujecie popełnienie przestępstwa.
Wystarczy nie robić kroku w przepaść i nie pisać o kości słoniowej. I nikt do Was nie wystartuje z pretensjami.
Proszę pamiętać:
- Nikt nie wie, czy Wasza kość na klawiaturze jest faktycznie kością słonia, czy konia, czy krowy – dopóki Wy sami tego nie zadeklarujecie.
- Nikt nie wie, czy stal, z której odlano ramę Waszego pianina, była produkowana zgodnie z dzisiejszymi unijnymi normami i przepisami BHP.
- Nikt nie wie, czy podczas produkcji miedzi, która stała się nawojem na strunach Waszego pianina, nie doszło do skażenia wody pitnej, po czym setki tysięcy osób mieszkających w pobliżu kopalni miedzi umarły na raka.
- Nikt nie wie, czy pracownicy fabryki pianin pracowali po 40 godzin tygodniowo, dostawali urlop, ubezpieczenie, opłacone chorobowe, tacierzyńskie i becikowe – czy w fabryce panował wyzysk i ucisk, i w mękach rodził się proletaryat.
- Nikt nie wie, czy Wasze pianino swoją konstrukcją nie narusza (i nie naruszało!) jakieś patenty i dobra osób trzecich zarejestrowane w urzędach patentowych Rzeszy, Imperium, Indii Wschodnich, Rodezji Zachodniej, Górnej Wolty czy Belgijskiego Konga.
- Nikt nie wie, czy w składzie chemicznym szelaku i pyłu węglowego, którym pokryte jest Wasze pianino, nie ma jakichś ilości tychże zabitych słoni wraz z ich kośćmi, jak również innych chronionych gatunków fauny i flory. Wszak – z prochu powstałeś – w proch się obrócisz. Nikt nie wie, ile słoni musiało umrzeć, żebyśmy mieli piękne czarne szelakowane pianino. Ile zwłok ludzkich zbezcześciliśmy, żeby mieć ładnie prezentujący się instrument. No żeż, przyznajmy się! Za sprzedaż takiego pianina uzbieramy sobie na dożywocie!
Więc po co ludzie piszą w ogłoszeniach o kości słoniowej? Bo są bezmyślni – i są pazerni.
Bezmyślni, bo nic do nich nie dociera. Nie wiedzą, nie chcą wiedzieć, nie interesuje ich to, nie muszą odpowiadać za słowo pisane. “Zakaz? Jaki zakaz! Piszę, co chcę. Nikt mi nie będzie mówił…” itp. I nieważne, że deklarują znajomość regulaminu, że zobowiązują się do niepisania o kości. I tak piszą, bo “co im jakieś tam regulaminy”, “kto to czyta”, “nie po to dziadowie krew przelewali” itd.
Pazerni – bo wciąż się łudzą, że kość słoniowa na klawiszach zwiększa wartość pianina. Nie mogą przeboleć, że nie zwiększa. “Jak to nie zwiększa? Toż to takie cenne. Nie napiszę o kości słoniowej – nikt pianinem się nie zainteresuje”. Uspokójmy się: i tak nikt się nie zainteresuje.
Mały przykład typowej ludzkiej pazerności, a zarazem konfabulacji: “Pianino jest niepowtarzalne, białe klawisze zrobione są z prawdziwej kości słoniowej (niesamowicie drogi i trudno dostępny surowiec)” (wzięte z Tablica.pl).
Pytanie do Państwa: czy krople krwi na sztabkach złota zwiększają ich wartość rynkową? Może i nie… ale wyobraźnię pobudzają, prawda? Ot, tak i z kością słoniową na klawiszach pięknego pianina… Ojej, biedne słoniki – ale za to ja mam teraz klawiaturę z kości słoniowej…
Tak więc wygląda na to, że policja odwiedza tych, którzy są dumni z posiadania kości słoniowej… i niepowtarzalności swoich pianin.
Dopóki nie zaczynamy się bawić w domorosłe i kuchenne opisy swojego instrumentu, sprzedajemy pianino i tylko pianino, czyli stary, nikomu niepotrzebny grat zazwyczaj nienadający się do grania – a nie żadną kość słoniową, cierpienie ofiar zatrucia miedzią, zbezczeszczone zwłoki i zabite gatunki podlegające ochronie. Kiedy zaczynamy się wymądrzać i dochodzić procesu powstawania tego pianina, a potem wywalamy to w opisie na publicznym portalu – ocieramy się niemal o współudział w przestępstwie. Na własne życzenie.
Owszem, Ministerstwo Środowiska mogłoby się podrapać po tyłku i wnioskować o zmianę prawa. Wszak konia z rzędem temu, kto znajdzie choćby jedno pianino z klawiszami z kości słoniowej, wyprodukowane po 1947 roku! Nie znam osobiście ani jednego pianina powojennego, które by miało okładziny z kości. Oj, niestety, znam, i to niemało. Nawet pianina Calisii miewały klawiatury z kości, tak samo jak i większe fortepiany dobrych firm (m.in. Petrof i Bösendorfer). Więc i Ministerstwo, i Unia, i Wszyscy Święci najzwyczajniej powinny sobie w przypadku pianin odpuścić całkowicie i nie zawracać ludziom gitary.
Na pokrzepienie [?] trochę informacji na trzeźwo. Nie każda kość jest kością słonia. Kość słoniowa zawsze była dobrem rarytasowym, drogim i elitarnym. W starych pianinach często stosowano jej substytut – kość bydlęcą. Przed ostatnią wojną na świecie działało łącznie ok. 12.000 producentów pianin i fortepianów. Nawet bardzo skromnie licząc, że każdy z nich wyprodukował średnio około 1000 instrumentów (niektórzy zdążyli wyprodukować po 50-100 pianin, niektórzy – po kilkaset tysięcy…), otrzymujemy liczbę 12 milionów pianin i fortepianów, powstałych na świecie przed 1939 rokiem. A że w każdym z nich jest z grubsza po 50 białych klawiszy, wychodzi nam liczba 600 milionów potrzebnych okładzin. Nie wiem, ile okładzin da się uzyskać z jednego słonia, ale ta ogólna kwota wydaje się być na tyle przerażająca, że słonie chyba nic innego nie miałyby robić, jak pokrywać sobą klawisze naszych pianin…
Tej kości słoniowej w pianinach jest o wiele mniej, niż nam się wydaje!
Proszę nie dzwonić w sprawie sprzedaży, kupna, wycen, napraw
wyrobów z kości słoniowej.
Blog literacko rewelacyjny. Dobrze się bawiłam. Poczucie humoru z wyższej półki. Wpis o transporcie fortepianu na materacach – majstersztyk. Nie słyszał Pan o sankach na Boga!?? Wydaje się Pan obtrzaskany w temacie a tu taka skucha.
Naprawdę bierze Pan pieniądze za ustalanie wieku instrumentu? No, no!
Pozdrawiam i jeszcze na pewno zajrzę tu do Pana.
Pozdrowienia dla Szanownej Konkurencji 🙂
Z przyjemnością czytam pańskie wypowiedzi. Cięte, z humorem, a jednocześnie bardzo rzeczowe. Wspaniałe słownictwo:)
Dziękuję 🙂
Artur Bauc liked this on Facebook.
Pingback: Fortepiany i pianina, które polecam… lub nie | Ars Polonica