To pytanie obecnie jest jednym z najczęściej stawianych przez potencjalnych kupców.
Oczywiście, wszystko zależy od tego, w jakim celu chcemy nabyć instrument muzyczny. Jeżeli jesteśmy twórczy, kreatywni, “nieskażeni klasycznym wykształceniem muzycznym”, poszukujący nieszablonowych rozwiązań, nietypowych zróżnicowanych brzmień – rzecz jasna, wybieramy “pianino” cyfrowe, prędzej określane mianem keyboardu, klawiszy, “kasia”, “klawinowy” itp.
Jeżeli wybieramy instrument dla dziecka, uczęszczającego do szkoły muzycznej, sprawa już tak zabawnie nie wygląda.
Nie chcę powiedzieć, że jednoznacznie obstaję przy pianinie tradycyjnym. Czasem mamy zbyt mało miejsca, zbyt mało ambicji i zbyt mało zaplanowanych środków na obsługę instrumentu akustycznego.
Ale jedno należy zastrzec już na samym początku:
szukając ekwiwalentu dla pianina tradycyjnego, należy zadbać o to, by “pianino” cyfrowe miało 88 klawiszy, ciężką (wyważoną) klawiaturę o standardowych wymiarach klawiszy oraz dwa tradycyjne dla fortepianów pedały. Tylko w tym przypadku możemy mówić o jakimkolwiek ekwiwalencie.
Jakie są plusy pianina cyfrowego wobec tradycyjnego?
1. Pianina cyfrowego nie trzeba stroić, ani regulować mu mechaniki.
2. Pianino cyfrowe posiada wyjście słuchawkowe – możemy grać na nim o dowolnej porze dnia i nocy, nikomu nie przeszkadzając.
3. Pianino cyfrowe jest lżejsze i bardziej mobilne od pianina tradycyjnego – łatwiejsze w transporcie, przestawieniu itd. Jest też mniejsze (przede wszystkim niższe), czyli zajmuje zasadniczo mniej miejsca.
I to wszystko, jeżeli chodzi o plusy. Minusy z kolei są takie:
1. Pianino cyfrowe ma określony termin eksploatacji. Więcej, niż 7-10 lat, ono nie “pociągnie”. Nigdy nie będzie “stuletnich pianin elektrycznych”, tymczasem gdy tak stare pianino akustyczne nie jest wcale rzadkością. Co więcej, producenci celowo zakładają limit czasowy w działania pewnych podzespołów, co sprawia, że remont cyfrowego pianina będzie nieopłacalny. Przecież płynność finansowa musi być, nieprawdaż? Tak więc z myślą o “dzieciach-wnukach” pianina cyfrowego kupić po prostu się nie da.
2. Dobrej klasy pianino cyfrowe (nowe, co jest w tym przypadku istotne) kosztować będzie więcej, niż kilku- lub kilkunastoletnie pianino akustyczne, które ostatecznie i tak posłuży nam dłużej, niż cyfrowe.
3. Jakbykolwiek nie była “ważona” klawiatura cyfrowego pianina, zawsze będzie miało miejsce wrażenie sztuczności gry na nim. Klawiatura tradycyjnego pianina jest “ważona” w sposób naturalny – podłączona jest do wieloskładnikowego mechanizmu, podzespoły którego mają swój naturalny ciężar. Czymkolwiek są “obciążacze” klawiatury cyfrowej, nigdy nie stworzą wrażenia naturalnie działającego mechanizmu – a to dlatego, iż powstanie dźwięku tak naprawdę nie zależy od naszego kontaktu z klawiszami.
4. Dźwięk pianina tradycyjnego powstaje w sposób naturalny, akustyczny, czyli poprzez kontakt młotka ze struną, wzmocniony przez dno rezonansowe i drewnianą obudowę. Grając na takim pianinie całą masą, zmuszamy do brzmienia całego jego ogromnego i ciężkiego korpusu. Wibracja strun powoduje fale powietrzno-dźwiękowe, odbierane przez ucho i mózg. Z kolei, ledwo mlaskając klawisze, jesteśmy w stanie panować nad najcichszym możliwym dźwiękiem, co zaowocuje niemal niewyczuwalnym dotykiem młotków do strun. Tymczasem “pianino” cyfrowe jedyne źródło dźwięku ma w swoich głośnikach, i grając fortissimo, nie powodujemy rezonansu całego korpusu (którego przecież brak!), lecz przesterowanie głośnika, czym możemy go nawet uszkodzić! Z kolei, precyzyjne pianissimo nawet na lepszych pianinach cyfrowych jest w istocie niemożliwe, o czym wie każdy, kto próbował je osiągnąć nie za pomocą zakręcenia regulatora głośności, a za pomocą palców. Dźwięki wychodzą nierówne, raz ich nie ma wcale, raz są zbyt głośne. Brakuje tych najdrobniejszych gradacji, bo po prostu nie zostały one zapisane w pamięci komputerowej takiego “pianina”.
5. W pianinach cyfrowych gałka sterująca siłą dźwięku pełni niedźwiedzią przysługę. Wyobraźmy sobie sytuację: siadamy przed prawdziwym fortepianem, który raz, że ma swoje wymiary, swoją własną przestrzeń i ciężar, swoją ukrytą głębię potencjału dźwiękowego (który dopiero trzeba z niego wydobyć), a dwa, że stoi w określonym pomieszczeniu, które trzeba dźwiękiem odpowiednio wypełnić, a które może być zarówno bardzo duże (sala koncertowa), jak i bardzo małe (pokój, audytorium itp.). Co musi zrobić pianista? Dostosować się do instrumentu i pomieszczenia, co wymaga od niego odpowiednich starań i umiejętności. W cyfrzaku mamy natomiast gałkę, a więc to pianino dostosowujemy do siebie. Pytanie: jak powinno być ustawione pokrętło głośności? Jakie jego położenie domyślnie odpowiada natężeniu dźwięku pianina czy fortepianu? Od razu podpowiadam: na takim samym ustawieniu głośności pianina cyfrowego samymi palcami nie da się osiągnąć jednocześnie dynamicznego fortissimo, jak i tajemniczego pianissimo. Cały czas musimy sterować – nie, nie umiejętnościami swoich palców – gałką głośności. To tak, jakbyśmy nie widzieli “kątem oka”, nie mieli pola widzenia rzędu 190°, lecz zaledwie 90°, inaczej mówiąc, widzieliśmy tylko to, co jest przed nami, zaś cała reszta by nam uciekała. Żeby zobaczyć to, co znajduje się bardziej po lewej czy po prawej, musielibyśmy każdorazowo kręcić głową – a w pianinie cyfrowym musimy każdorazowo kręcić gałką.
Powiedzmy, że gramy sobie – a mama z kuchni krzyczy nam coś w rodzaju “Graj ciszej, sąsiedzi śpią!”. W pianinie prawdziwym musielibyśmy opanować innego rodzaju dotyk palcowy (touché), operując tymi samymi klawiszami, tym samym mechanizmem, aby uzyskać inne gradacje dźwiękowe. W cyfrzaku – przekręcamy gałkę, czyli tak naprawdę nie uczymy się innego, bardziej skomplikowanego dotyku. Dalej gramy jak dotychczas, tracąc poczucie powiązania dotyku palcem klawisza z dźwiękiem, który dzięki temu się wydobywa (lub też nigdy tego poczucia nie mając!).
Innym razem chcemy np. wyżyć się, grając coś bardzo głośnego. I co? W pianinie cyfrowym, bijąc klawisze, usłyszymy tylko głuchy stukot plastiku / drewna / metalu o filcowe amortyzatory. Nawet się nie dowiemy, jaki efekt osiągnęlibyśmy, grając w ten sposób na fortepianie prawdziwym! Ale cóż, po to jest regulator głośności! W pianinie na prąd zawsze możemy dokręcić gałkę, powodując, że głośniki zachłysną się przesterowanym dźwiękiem. Będzie baaardzo głośno i dynamicznie… ale nie naszych palców będzie to zasługa.
6. Z powyższych wywodów wynika pewna bardzo istotna wada: pianino cyfrowe nie jest w stanie nauczyć grającego pracy nad barwą dźwięku, nad dotykiem, nad precyzyjnym kontaktem w zespole palec – klawisz – struna. Nie jest w stanie nauczyć precyzyjnej, wielobarwnej pedalizacji. Jeżeli ono się jeszcze nadaje na początkową znajomość z muzyką, i to całkiem nieźle, w przypadku ambitnego grania już zupełnie nie sprosta pokładanym w nim nadziejom. Paradoksalnie, w pełni ukształtowany pianista może sobie radzić z “pianinem” elektrycznym, gdyż wie, pamięta, jak się gra na instrumencie prawdziwym. Ale pokażcie mi choćby jednego dobrego pianistę, który zamiast fortepianu prawdziwego kupiłby “fortepian” cyfrowy! Więc, wracając do tematu, instrument elektroniczny zupełnie nie pasuje temu, kto już wyrósł z “zabaw w muzykę”, ale jeszcze nie osiągnął takiego pułapu, gdy “nie ma odwrotu” od raz otrzymanego doświadczenia.
7. Minus nieco próżny, lecz dla wielu ludzi istotny: wygląd. Otóż pianino cyfrowe doskonale pasuje do wystroju pracowni komputerowej lub biura, i wcale – do stylowego salonu. Nigdy nie będzie “pięknym mebelkiem”, jakim jest choćby kilkudziesięcioletnie pianino akustyczne.
8. Prąd kosztuje – być może relatywnie mniej, niż dwukrotne w skali roku strojenie pianina akustycznego – lecz nie można powiedzieć, że używanie elektronicznego pianina nic nas nie kosztuje. Tak samo, w przypadku wyłączenia prądu nie możemy usiąść i pomuzykować tak jak na pianinie tradycyjnym – nasz “instrument muzyczny” będzie tak samo martwy, jak i wszystkie sprzęty dookoła.
Oczywiście, wybór instrumentu jest kwestią indywidualną, i nie należy patrzeć tu na ilość punktów “za” i “przeciw” – jeden nie jest równy drugiemu. Należy po prostu rozważyć to, co czujemy, co serce i głowa nam podpowiada.
Koniecznie przeczytaj kolejny tekst o wyborze cyfrowego pianina!
Na koniec załączę piękną, acz pouczającą historię z pewnego rosyjskiego forum internetowego:
“Kupiliśmy synowi drogie cyfrowe pianino “Korg” na raty. Dwa lata trwała spłata, myśleliśmy, że chwyciliśmy los za ogon, jesteśmy najmądrzejsi, nie musimy płacić za strojenie, mamy w domu “czystą” Japonię i w ogóle etalon instrumentu. Oczywiście, kiedy wykładasz taką kwotę, oczekujesz wymiernej satysfakcji. Na szczęście, po czterech latach nauki syn czyni znaczne postępy w muzyce dzięki wspaniałemu pedagogowi i naszemu udziałowi w jego zajęciach. I raptem półtora roku temu profesorka, widząc sukcesy syna, napomknęła, że “wreszcie trzeba zamienić pianino cyfrowe na prawdziwe”! Gdyż cyfrowe – to wcale nie prawdziwy instrument muzyczny, a zaledwie jego surogat. Byliśmy w szoku… Mówi się trudno, trzeba odkładać pieniądze na jakieś solidne akustyczne pianino, niemieckie lub czeskie. I raptem tydzień temu nasz “Korg” się spalił. Pieniędzy odłożyć nie zdążyliśmy. Ćwiczyć na czymś trzeba – zbliżają się egzaminy. Dzwonimy do stroiciela fortepianów i pytamy: czy pan naprawia również pianina elektroniczne? A on nas pyta, jak długo będziemy jeszcze znęcać się nad synem! “Kupcie mu prawdziwy instrument!” Mówię mu, że nie mamy na niego pieniędzy, a on – “rozumu pan nie ma, a nie pieniędzy!” Dał nam namiary na pierwsze lepsze “Nocturno”, które kupiliśmy za 200 zł [w oryginale – 2000 rubli], za 200 załatwiliśmy transport, za kolejne 200 – strojenie. Słuchajcie Państwo, dopiero dzisiaj się dowiedziałem, jaki to odlot – prawdziwe, żywe pianino!!! Długo mógłbym opisywać wszystkie odczucia, te wszystkie odcienie brzmienia, wibracje dźwięku, estetykę wyglądu. Przepraszam za porównanie, ale to tak samo jak gdyby przez całe życie współżyć z gumową “kobietą” i raptem poznać kobietę prawdziwą!”
🙂
Pingback: Wasze pytania – moje odpowiedzi | Ars Polonica
Pingback: Wasze pytania: kupno lub sprzedaż pianina (fortepianu) | Ars Polonica
Pingback: Wasze pytania: pytania ogólne | Ars Polonica
Pingback: Wasze pytania: jak zadbać o fortepian. Obsługa, remont, strojenie, przechowanie… | Ars Polonica
Zgadzam się w zupełności z opisem powyżej. Żadne pianino cyfrowe nie dorówna akustycznemu instrumentowi. Stwierdzenie, że osoba, która od początku gra na cyfrowym pianinie nie będzie potrafiła grać na akustycznym jest również trafne. Wyobraźmy sobie człowieka jeżdżącego w grze wyścigowej na najlepiej wyważonej i ustawionej kierownicy i pedałach. Człowiek ten przesiadając się w normalny samochód czując na rękach jego masę, dźwięk silnika i jego drgania będzie w całkowitej niemocy by go prowadzić “od tak”. Nauka od początku (wyczucie samochodu), a później oczywiście pełna satysfakcja z jazdy.
Co do wysokich cen strojenia: podejrzewam, że koszt byłby znośniejszy, gdybyśmy płacili go częściej, a w dużo niższej cenie. Podobnie jak to jest z abonamentem telefonicznym lub telewizyjnym. Ale to już inna historia. Jeżeli decydujemy się na kupno instrumentu pamiętajmy, że należy je stroić dwa razy do roku i przy okazji strojenia zlecić sprawdzenie pianina pod kątem regulacji lub wymiany części. Samochód też trzeba tankować, robić przeglądy i naprawiać – eksploatacja materiałów to normalna rzecz. Natomiast omijanie warsztatów może tylko zaszkodzić pociągając za sobą pewne konsekwencje (na szczęście w pianinach tylko finansowe).
Podsumowując. Jeżeli ktokolwiek chce zakosztować prawdziwej uczty dla uszu niech nie próbuje kupować pianina cyfrowego. Zwłaszcza na początku edukacji muzycznej.
ludzie tutaj bzdury wypisują odnosze wrażenie że sami stroiciele którzy zdzierają astronomiczne sumy z ludzi a po miesiącu pianino z powrotem nie stroi MAM pianino akustyczne i własnie zastanawiam się nad zakupem elektryka i uważam że ten artykuł jest napisany przez stroiciela który boi się utraty klientow nikt nie napisał o brzmieniu pianina elektrycznego które jest bardziej zbliżone do fortepianu.
Dla idiotów, którzy nie wiedzą, do czego służą przecinki, rzeczywiście brzmienie “pianina” elektrycznego bardziej zbliżone jest do fortepianu.
“Nikt nie napisał o brzmieniu”? Połowa tego tekstu jest o brzmieniu. No, ale czytanie ze zrozumieniem to umiejętność niepospolita.
Legnicka fabryka w ostatnim roku swojej działalności wyprodukowała na pewno przynajmniej jeden fortepian, ponieważ mam pod opieką fortepian z tej fabryki Th.Betting o numerze 000001.
Znak towarowy Seiler, Eduard Seiler i Johannes Seiler kupiła firma Samick z Indonezji i produkują tam fortepiany i pianina o takich nazwach.
Dziękuję, to cenna informacja. A co zostało w Kitzingen? I kto zatem prowadzi stronę Seilera, włącznie z całą otoczką historyczną?
Pingback: Ed. Seiler – numery seryjne pianin i fortepianów | Ars Polonica
swietny artykul o pianinach akustycznych!
Pingback: Yamaha czy Petrof? | Ars Polonica
tak pan jedzie po tych pianinach cyfrowych, iż odnoszę wrażenie, że miał pan styczność z jakimiś zabawkami dawno temu – zniechęcił się, i zapomniał o temacie.
załączam pierwszy lepszy filmik na YouTube, który mniej więcej reprezentuje, czego można się spodziewać po cyfrowych pianinach z najwyższej półki
https://www. youtube.com/watch?v=kRBiccrT6Wg
polecam sprawdzić też recenzje Kawaii MP11 gdzie zastosowane są prawdziwe klawisze
Nie piszę o instrumentach nieposiadających głośników i operujących zestawami sampli, które można sobie potem odsłuchać w nagraniu i wrzucić na youtube, a które nie brzmią prawdziwie na żywo – tylko staram się pomagać ludziom poszukującym instrumentu do ćwiczenia, do ciężkiej harówy, a nie do zabawy. Instrumenty typu Nord Stage są w tym przypadku zupełnie poza tematem. Nikt jeszcze nie przygotował się na takim “instrumencie” do egzaminu w szkole muzycznej, do koncertu w filharmonii, do konkursu fortepianowego. Nikt normalny też nie nagrywa na tym czymś muzyki klasycznej – może do wypełnienia youtube śmieciami to się jakoś jeszcze nadaje, ale płyty z nagraniem takiego parapetu nikt nie wyda. Przynajmniej, w zakresie muzyki klasycznej, bo o rozrywkowej tutaj nie piszemy.
Polecam podłączyć do Kawai MP11 dwie kolumny i posłuchać efektu brzmieniowego na żywo, a nie w nagraniu. Będzie dupa, a nie coś, co ma dobrze naśladować prawdziwe pianino czy fortepian. To “magiczne” brzmienie, które słychać na filmikach z tego typu instrumentami, nie zostało nagrane w pomieszczeniu o dobrej akustyce profesjonalnym sprzętem do nagrywania – jest ono rejestrowane cyfrowo przez komputer wbudowany w “parapet”. Później, podczas przygotowania filmiku, jego własny, prawdziwy dźwięk audio zostaje zastąpiony plikiem nagranym wewnętrznie. Tak – to jest doskonała zabawa. Ale co ona wspólnego ma z tradycyjnym muzykowaniem lub ćwiczeniem za fortepianem / pianinem?
Zatem proszę nie mylić pojęć i nie oczekiwać od chemika alchemii, od astronoma – astrologii, od matematyka – numerologii, od terapeuty – bioenergoterapii rezonansem kosmicznym itp.
Do “zabawy w fortepian” cyfrowe ustrojstwa może i się przydają, ale żadne z nich nie wytrzyma 6-godzinnych ćwiczeń dzień w dzień przez 20 lat.
Zresztą, jeżeli Pan chce, proszę prowadzić własnego bloga na interesujący Pana temat – mamy wolny ponoć kraj.
To, co słychać na filmiku, ma jakość dokładnie taką, jak jakość głośniczków w naszych komputerach. Czyli u każdego inną i u każdego dającą ułamek tego wrażenia, jakie jest podczas gry na prawdziwym instrumencie. Natomiast gdy porównujemy brzmienie nagrania pana z czerwonym parapetem do nagrania z sali koncertowej, rzeczywiście może się wydawać, że jedno i drugie gra tak samo.
Pianino akustyczne ma duszę i ja osobiście jestem zwolennikiem ogólnie instrumentów akustycznych, ale nie zawsze są warunki na taki instrument. Ja mieszkam w bloku i na pianino akustyczne bardzo miejsca nie mam poza tym już słyszę pukanie i stukanie sąsiadów bym się wyciszył. Dla tego kupiłem cyfrowe casio, które naprawdę dobrze brzmi i ma niezłą klawiaturę, zakładam słuchawki i jadę nieraz całą noc nikomu nieprzeszkadzająca. Pod tym względem cyfrówki górą 🙂
I właśnie w takich sytuacjach przydają się cyfrówki…
Pingback: Prawdziwe, cyfrowe, wirtualne… | Ars Polonica
Chciałbym wyraźnie zaznaczyć, że mechanizm pianina cyfrowego jak najbardziej wymaga regulacji, a właściwie – jak się spodziewam – okresowej wymiany podzespołów. Posiadam kilkuletnie pianino renomowanej wydawałoby się marki amerykańskiej o niemiecko brzmiącej nazwie i klawisze chwieją się tak, że boję się już grać jakiekolwiek glissanda.
Ponadto może być irytujące gdy po zajęciu miejsca przy pianinie musimy odczekać kilkanaście sekund, zanim “system operacyjny” zainicjuje swoje działanie. Do tego czasu tylko migają lampki i nic nie gra. Szybkie sprawdzenie tonacji czegoś, co np. “leci” w radiu nie jest możliwe.
W tej sytuacji muszę strawestować pewną znaną anegdotę o blondynkach. Przyszła blondynka do lekarza i skarży się na ból głowy. Lekarz postanawia operować. Otworzył czaszkę, a tam – nic nie ma, tylko jakiś sznurek. Lekarz przeciął sznurek, to blondynce uszy odpadły.
Mniej-więcej tak samo wygląda wnętrze “pianina” o ważonej klawiaturze. Kiedyś przy okazji “normalnego” strojenia ktoś mnie poprosił zajrzeć do środka cyfrowej Yamahy, bo “mechanizm się rozregulował”. Otworzyłem… okazało się, że w środku był ołówek, który blokował klawisze. A ot mechanizmu nie stwierdziłem 🙂
Na to jest prosty sposób. dokupić do tego keyboard, który startuje natychmiastowo. Pianino służyłoby do grania na serio i nie szkodzi, że długo startuje, a keyboard służyłby do spontanicznych eksperymentów i pobrzdąkiwania, w ramach których byłoby np. owe sprawdzenie tonacji melodii z radia.
Pingback: Odpowiedzialność za słowo | Ars Polonica
Mam fortepian F. Schmid, pianino Calisię i pianino cyfrowe Elpiano dpr3500. Wszystkie mają swoje zalety i wady. Fortepian – moc dźwięku, głębia wiedeńczyka, pianino – dobrze trzyma strój, miło się na nim ćwiczy, cyfrowe – to jest wysokiej jakosci jak na cyfrowe i ma fajne zabawki jak brzmienie organów, transpozycja, jakieś plumkamie w tle, nakładanie ścieżek, nagrywanie itp. Taki instrument do relaksu i eksperymentów. W bloku jednak cyfrowe ma swoj niezaprzeczalny atut gry na słuchawkach. różne są bloki, rozne sasiedztwo… czesto osoby chodzace do dwóch szkół są w domu dopiero o 21 i muszą ćwiczyć 22-1 …
Dokładnie tak jest. Ja też zawsze kupuję wszystkiego po 2 sztuki. Albo po trzy. Ale ludzie często myślą o tym, aby kupić jakiś jeden instrument, który i wyglądem zachwyci, i brzmieniem, i rozstrajać się nie będzie, i będzie miał wyjście słuchawkowe, i jeszcze żeby było tanio. Choć w sumie dlaczego pianino musi być tanie? Smartfon nie musi, samochód nie musi, telekurwizor też nie… A z pianinem zawsze dziadujemy. Tak przynajmniej wynika z mojego doświadczenia.
Strasznie dziedzinny i “ograniczony” tekst. Tzn. piszący go jest “ograniczony”, ma zamknięty świat (pewnie te 90 stopni, o których pisał :)).
Tak jakby ten ktoś nie żył w rzeczywistości, tylko w swoim poetycki świecie fantazji i jednorożców. Nawet jeśli wie pewne fakty o rzeczywistości, to je wypiera, wymazuje albo udaje, że nie są istotne – bo być może rzeczywiście, w jego wyizolowanym ograniczonym świecie – one nie są istotne.
Rodzina od strony mojego taty — to muzyczne tradycje. Nie będę się wiele cofał wstecz, ale ostatni wujek to nauczyciel w szkole muzycznej. W domu u wujka stał wielki fortpiean. Pamiętam jako dzieciak chowałem się pod niego gdy ktoś na nim grał 🙂
Przejawiałem skłonności do muzyki, to z automatu zapisali mnie do szkoły muzycznej (gdy byłem w I klasie szkoły podstawowej) i kupili pianino. W BLOKU na czwartym piętrze.
Pamiętam LATA MĘCZARNI z sąsiadami! I wcale im się nie dziwię i ich rozumiem! Te bajdurzenie o jakimś ‘delikatnym graniu’ bo mama woła ciszej – to jedna z wielu ‘fantazji’ autora w tym tekście. Właśnie przez to, że dźwięk wydobywa się przez fizyczne drgania dużych elementów – nie da się zagrać cicho, tak żeby sąsiad za ścianą nie słyszał! A jak się gra normalne, to słyszą WSZYSCY sąsiedzi w bloku, w mieszkaniach w pionie przylegających do ściany przy której u mnie stało pianino 😀
A jak się ktoś uczy – to gra dużo, a jak się ktoś uczy – to fałszuje. I tak dzień w dzień, godzina po godzinie… ROZUMIEM I PRZEPRASZAM wszystkich sąsiadów za te lata egoizmu i tortur!
I jako dziecko pamiętam, te do wymiotów nudne menuety, sonaty, etiudy i inne utwory ‘starych ludzi’. A atrakcją były dopiero spotkania “na chórze” gdzie spotykało się z inną “młodzieżą” i tam była wymiana doświadczeń kto umie zagrać jakie ciekawe kawałki z pop kultury.
I dopiero jako nastolatek odetchnąłem gdy w końcu rodzice kupili mi syntezator!
DOPIERO WTEDY ZACZEŁA SIĘ KREATYWNOŚĆ, twórczość, wolność, rozwój! Wolność grania o porze jakiej się chce i jak się chce. Wolność wyjazdu z własnym instrumentem gdzie się chce i bez udziału mocarnych tragarzy.
Dopiero wtedy zaczęła się MUZYKA.
A wcześniej – to było OGRANICZENIE i ‘łupanie’ jednego. Nie “tworzenie” muzyki, tylko uczenie się do perfekcji… “odtwarzania muzyki”. Taka funkcja jak MAGNETOFON.
I tu podniecanie się autora tekstem nad “tysiącami” poziomów głośności dźwięku jakie potrafi ktoś tam wydobyć. Ale to UTWÓR decyduje o tym, czy ta melodia budzi łzy wzruszenia czy nie… więc bardziej będę szanował kogoś kto ten utwór wymyślił, niż tego kto go potrafi perfekcyjnie zagrać. Bo nawet jak zagra go ktoś kto potrafi wydobyć tylko 50 poziomów głośności, to dzięki dobremu utworowi – efekt wzruszenia będzie!
A autor tutaj, drastycznie OGRANICZYŁ się w muzyce to jednego zagadnienia – robienie z człowieka odtwarzacza do grania na koncertach.
Pamiętam jak pojechałem kiedyś do kolegów ze studiów w Zielonej Górze i tam zabrali mnie, żeby pokazać mi sale, gdzie ćwiczą “fortepianiści” z jakiejś tam wyższej szkoły o profilu muzycznym.
Wysokie korytarze, duże, ciężkie drewniane drzwi, i słychać jak za każdymi ‘piłują klasykę’. I nagle jedne ze skrzypieniem się otwierają, wychyla się głowa… biednego, zmarnowanego człowieka. Wyglądał na głodnego, zaspanego i pyta “która godzina?” A jak mu powiedzieliśmy to jeszcze dopytał “a jaki dzień?”. SMUTNE TO BYŁO :/
Takie poświęcenie, żeby być idealnym… “odtwarzaczem”.
A tego samego dnia, poszliśmy potem na koncert zespołu Poluzjanci: Kuba Badach, Piotr Żaczek, Robert Jabłoński… wszyscy po Katowickiej Szkole Jazzu i jakoś – nie byli tak… ograniczeni, żeby skończyć tylko na graniu na akustycznych instrumentach. To są prawdziwi muzycy!
A te akustyczne fortepiany i pianina są OGRANICZONYMI instrumentami. Człowiek staje się ich niewolnikiem. Po śmierci wujka i dziadka był PROBLEM z pozbyciem się tego fortepianu, za stary żeby ktoś go szanował i zapłacił za niego odpowiednią sumę, a na dodatek walczył z jego transportem.
Złom, którego nie dało się pozbyć :/
I tak samo dotarłem teraz po latach do mojego pianina, które stało się ZŁOMEM, którego nikt nie chce.
“1000 problemów”, a jedna korzyść – gra (chociaż oczywiście fałszuje sromotnie).
I co z tego, że istnieje już około 30 lat. Skoro używane było może przez 10 lat.
I najpierw mój brat swoim dzieciom kupił cyfrowe pianino (chociaż mógł sobie wziąć za darmo to z bloku naszych rodziców) — bo nie chciał stać się niewolnikiem grata. Bo nie chciał się babrać z transportem. Grata o który trzeba dbać, pieścić się z nim, podlizywać się mu i to co pół roku!? Co “zmianę pogody”? Który hałasuje, ogranicza! Jakaś groteska!
I ja tak samo, gdy mój syn zaczął przejawiać łatwość w graniu na klawiszach, wolałem kupić pianino cyfrowe niż się pabrać, podpisać “cyrograf na lata problemów” z tym “gratem”.
A tego grata – nijak się pozbyć. Nie ma chętnych do kupienia. A już szczególnie jak słyszą, że będą musieli sobie znieść z IV piętra.
Tyyyyyyyyyyyyyyyle problemów, żeby… pograć na klawiszach? Gdy jest dostępnych tyle łatwiejszych i wygodniejszych opcji?!
A te niuanse, różniące brzmienie akustycznego od cyfrowego – to oczywiście istnieją, ale tylko w świecie orkiestr i konkursów Chopinowskich… w całej RESZCIE ŚWIATA TO NIE PRZESZKADZA.
Nie przeszkadza to cieszyć się muzyką, kreatywnością, różnorodnością!
I mój syn już może sobie podłączyć to pianino do komputera i nagrywać. Czysto! Bez szumów! I już próbuje w programach typu DAW robić jakieś melodyjki składające się z kilku instrumentów, bo to pianino służy też jako klawiatura sterująca MIDI.
A żeby nagrać czysto fortepian to widział, któryś ze “znawców” ile to trzeba mikrofonów ustawić? W odpowiednim miejscu, odpowiednich mikrofonów. Kolejne PROBLEMY.
Co tam jeszcze było – trwałość cyfrowych pianin? Ile tam było lat – 10? Za 10 lat to ja już mogę nie żyć! Za 10 lat nie wiadomo czy mój syn jeszcze będzie miał takie zainteresowania! A nawet jak będzie miał, to za 10 lat pewnie będą lepsze instrumenty, a są tak ‘tanie’ (stosunkowo), że jak to rzeczywiście będzie jego pasja – to kupi sobie inny! UZBIERA NA NIEGO ODKŁADANIEM NA HIPOTETYCZNEGO STROICIELA 2 RAZY W ROKU, na którego by musiał wydawać przy akustycznym instrumencie 😀
I mój syn, może RAZ W ŻYCIU będzie miał potrzebę grania na akustycznym instrumencie. RAZ W ŻYCIU, a mamy na ten jeden raz zmarnować całe życie, na wiązanie się z uciążliwym, problematycznym, wymagającym pieszczot gratem. Więc nie potrzebne mu będzie w życiu doświadczenie wydobywania dźwięku z akustycznego instrumentu! Jak już to będzie komponował, nagrywał, będzie mu potrzebna znajomość wielu instrumentów ich FUNKCJI, harmonii, muzykalność, wyobraźnia i sprawna obsługa cyfrowej KLAWIATURY, która jest uniwersalna, dzięki której może odegrać partię na prawie każdym instrumencie.
A zmusił mnie do napisania tego wszystkiego co napisałem, ten szczeniacki ton arogancji autora tego tekstu! Niby na koniec pisze “każdy wybiera co lubi”, a jednak sam nie rozumie sensu tego stwierdzenia i przez większość akrtykułu poniża tych, którzy wolą inne obszary muzyki, nazywając ich między innymi “ludźmi bez ambicji”.
Pełno muzyków, cały świat muzyki, oparty na elektronice, na nowoczesnych brzmieniach…
… ale nie, Pan autor wie najlepiej co jest prawdziwą muzyką! Cała reszta to “ludzie bez ambicji”.
A to właśnie Pan przy nich jesteś ograniczonym człowieczkiem bez ambicji, ograniczonym do jednego brzmienia, do jednego instrumentu i do odtwarzania czyjejś muzyki. Perfekcyjny odtwarzacz.
I jeszcze ten niedorzeczny kontrast, gdzie przeglądnąłem cały portal, a tu większość do pisanie O PROBLEMACH z jakimi trzeba się pitolić posiadając akustyczny instrument – a na końcu, alogiczne podsumowanie tego to, że… akustyczny jest lepszy niż cyfrowy. Jakiś amok/szaleństwo! 😐
Cóż, zapewne po studiach w Zielonej Górze ludzie nie wiedzą, czym się różni “dziedzinny” od “dziecinnego”.
Kolejna smutna refleksja, która mnie naszła po próbie przebrnięcia przez tą słowno-klawiaturową biegunkę: tego typu rodzinnych historii to ja słyszę po kilka na tydzień i mam już ich serdecznie dość.
Zatem przywołam tu skrzydlaty ostatnio wyraz “Russkij wojennyj korabl, idi nachuj”, zachęcając autora komentarza do udania się z mojego bloga w tym samym kierunku.
Moim skromnym zdaniem, problemem jest zupełnie inny niż rozważanie, jaki instrument kupić. Problem polega na tym, że istnieje tylko jeden kierunek edukacji w szkole muzycznej, a jest nim obycie się z muzyką poważną. To program nauczania, a nie prawdziwy fortepian sprawia, że uczeń jest zmuszony wałkować utwory trudne w wykonaniu, do tego wymaga się znajomości całych utworów na pamięć, co sprawia, że spędza dziesiątki czy setki godzin przy pianinie. Tutaj można podać jeszcze jeden argument za prawdziwym pianinem. Elektroniczny instrument, jakkolwiek dobry by nie był, po prostu nie licuje z muzyką poważną. Trochę dziwnie wyglądałby koncert muzyki poważnej z wykorzystaniem cyfrowego fortepianu. Improwizowanie, tworzenie własnych melodii, granie muzyki rozrywkowej, czy zabawa w DAW to zupełnie inne kierunki rozwoju i tutaj nie ma jednoznacznej odpowiedzi, czy elektroniczne, czy akustyczne pianino. Problem jest taki, że w żadnej szkole muzycznej w Polsce nie ma kierunku nauki innego niż muzyka poważna, nawet nie może być, bo jest narzucony “jedyny słuszny” program tak samo, jak w zwykłej szkole. Nie zmienia to faktu, że na koncertach muzyki rozrywkowej nie spotyka się pianin i fortepianów ze względu na koszty, trudność w przenoszeniu, przewożeniu, konieczność odczekania pewnego czasu i strojenia po przeniesieniu z miejsca na miejsce.
Wszystko tak, pełna zgoda. Ale… Poznałem co najmniej kilkadziesiąt osób, które najpierw grały na instrumencie cyfrowym, aż wreszcie kupiły sobie akustyczny. Nawet jeżeli ów instrument akustyczny sam z siebie “dudy nie urywa”, to reakcja tych osób jest zawsze taka sama – “WOW”…
I nie poznałem dosłownie nikogo, kto przesiadł się z prawdziwego pianina na cyfrowe i zareagował w podobny sposób.
Nie wymyśliłem tego sobie.
I nie ważne, kto jaką muzykę gra. Spotykam się daleko nie tylko z tymi od trudnego repertuaru klasycznego. Tych, co lubią improwizować lub grać muzykę filmową, też poznaję bardzo często.