Strojenie pianin i fortepianów Warszawa, inne miasta.
W mojej praktyce zawodowej cały czas mam do czynienia z jakimiś problemami dotyczącymi strojenia tych czy innych pianin lub fortepianów. Nie mogę powiedzieć, że posiadam wiedzę “podręcznikową”, bo częściej sam mam więcej pytań, niż odpowiedzi. Ale to chyba normalne. Byłby powód dla niepokoju, gdyby było inaczej.
Podobnie ma lekarz, od którego zależy diagnoza choroby, oparta często o jakieś niejasne poszlaki oraz wybór sposobu leczenia, mniej czy bardziej konwencjonalnego. Podobnie ma nauczyciel, mając przed sobą rozbrykaną klasę lub trudny temat lekcji.
Zawsze ciekawe mam rozmowy z właścicielami instrumentów, nawet jeżeli nie mają oni specjalistycznej wiedzy i nie muzykują sami. Czasami potrafią mnie zaskoczyć ciekawymi, niebanalnymi pytaniami. Część z nich spróbuję ująć poniżej. Być może moje odpowiedzi posłużą również komuś, kto dopiero zaczyna praktykę zawodową. Tak czy inaczej, tych odpowiedzi absolutnie nie wystarczy, by zaraz pobiec do sklepu po klucz i zacząć stroić instrumenty, tym bardziej komercyjnie!
Jak często należy stroić pianino lub fortepian?
Średnio 2 razy w roku. Fortepian używany do regularnych ćwiczeń i treningów może wymagać częstszego strojenia. Fortepian zabytkowy, z oryginalnymi kołkami, również: on gorzej trzyma strój. Instrument używany sporadycznie może być strojony rzadziej, np. raz do roku. W instytucjach muzycznych fortepiany natomiast są strojone przed każdym koncertem, nawet jeżeli od momentu ostatniego strojenia minęła doba lub dwie.
Czy podczas strojenia należy używać tunera?
Są różne metody strojenia. Tunerem można się posługiwać, ale dobra stara tradycyjna metoda strojenia tego nie przewiduje. 
Od czego zaczyna się strojenie?
Od obrania podstawowej wysokości stroju i nastrojenia strefy temperacji. W ustaleniu podstawowej wysokości stroju pomoże nam kamerton lub tenże tuner, jednak w przypadku instrumentów zabytkowych bardziej rozsądnym jest pozostawienie zastanej wysokości stroju, gdyż jego podciągnięcie do nominalnej wartości a1=440 Hz może być zarówno niemożliwe (strój “opadnie” po kilku dniach lub tygodniach, na dodatek nierównomiernie), jak i niebezpieczne (zabytkowe struny mogą popękać).
Co to jest “strefa temperacji”?
Strefa temperacji – to obszar na klawiaturze fortepianu (lub pianina), na którym ustala się wysokość wszystkich dwunastu dźwięków wchodzących w skład oktawy i ich relacje między sobą. Zwykle ten obszar mieści się w granicach oktawy a0-a1. Dźwięki wchodzące w skład tej oktawy, stroimy w następującej kolejności:
a1 – wg kamertonu (lub pozostawione na dotychczasowej wysokości);
a0 – odłożona czysta oktawa w dół;
e1 – odłożona “czysta” kwinta w górę (w rzeczywistości, nie czysta, lecz temperowana, czyli lekko zawężona. To samo dotyczy wszystkich kolejnych kwint);
h0 – odłożona w dół “czysta” kwarta (w rzeczywistości, nie czysta, lecz temperowana, czyli lekko poszerzona. To samo dotyczy wszystkich kolejnych kwart);
fis1 – kwinta w górę
cis1 – kwarta w dół
gis1 – kwinta w górę
dis1/es1 – kwarta w dół
b0 – kwinta w górę
f1 – kwarta w dół
c1 – kwarta w dół
g1 – kwinta w górę
d1 – kwarta w dół
Po nastrojeniu dźwięku d1, pod warunkiem, że temperacja napotkanych kwint i kwart była prawidłowa, kwinta d1-a1 powinna wyjść sama, oraz w niczym się nie różnić od pozostałych temperowanych kwint. Jeżeli ona jest albo za szeroka, albo za wąska, cała temperacja jest do poprawki.
Jak widzimy, podczas strojenia strefy temperacji wykonujemy równomierne kroki kwintami (oraz ich przewrotami – kwartami), czyli kołem kwintowym.
Istnieje również inna “droga” koła kwintowego, dla niedoświadczonego stroiciela mniej bezpieczna. To kolejność a1 (kamerton) –>d1–>g1–>c1–>f1–>b0–>es1–>as1/gis1
–>cis1–>fis1–>h0–>e1–>a0. Po nastrojeniu dźwięku a oktawy małej powinna powstać idealnie czysta oktawa a0-a1, i właśnie ta “idealność” jest całkiem niebezpiecznym wyznacznikiem prawidłowej temperacji wszystkich kwint i kwart – i umiejętności stroiciela.
Która kolejność koła kwintowego jest lepsza: od a1 w dół kwinta czy oktawa?
Oktawa. “Niezupełnie idealna” kwinta na końcu jest mimo wszystko o niebo lepsza, niż “niezupełnie idealna” oktawa. Należy też podkreślić, że koło kwintowe może być zbudowane od dowolnego dźwięku, wcale niekoniecznie od a (zwłaszcza jeżeli z jakichś względów nie chcemy lub nie możemy korygować wysokości całego stroju). Tak np. ostatnio budowałem koło kwintowe od dźwięku fis1, jako że był to w całym pianinie jedyny czysty chór strun. Dodatkowo trzeba zaznaczyć, że każdy człowiek ma indywidualne cechy słuchowe. Dla mnie np. o wiele wygodniej jest temperować kwintę, niż kwartę (tunera nie używam). Po to, by sobie zapewnić lepszy komfort, w ogóle rezygnuję ze strojenia kwart, korzystając tylko i wyłącznie z kroków kwintowo-oktawowych:
a1-a0-e1-h1-h0-fis1-cis2-cis1-gis1-gis0-dis1/es1-b1-b0-f1-c2-c1-g1-g0-d1 –
a zatem moja indywidualna strefa temperacji obejmuje 19 zamiast 12 dźwięków. Żadne to utrudnienie: owe “zbędne” dźwięki i tak przecież będziemy musieli nastroić w dalszej kolejności.
Jak sobie radzić, jeżeli mam trudności w zamknięciu koła kwintowego?
Pewnie “naukowcy” od strojenia mnie zabiją, ale mogę poradzić pewien sposób: stroić z dwóch stron jednocześnie. Oznacza to, że od górnego (razkreślnego) a, uzyskanego z kamertonu, stroić należy w dół (a1-d1-g1-c1-f1-b0-es1/dis1-gis1), zaś od odłożonego wcześniej dolnego a0 – w górę (a0-e1-h1-fis1-cis1). W tym przypadku kontrolną kwintą, zamykająca koło kwintowe, będzie kwinta cis1-gis1, a zatem niebezpieczeństwo, że jedna z kwint nam się nie uda, będzie dotyczyć kwinty używanej w dość odległych tonacjach. W tym przypadku również łatwiej jest “rozprowadzić” powstały komat pomiędzy okoliczne kwarty i kwinty. Doszliśmy w tym momencie do tego, że na owym optymalnym rozprowadzeniu powstałego komatu bazowały wszystkie nierównomierne, lecz zamknięte temperacje znane od początku XVIII wieku. Rzecz jasna, nie możemy “sprzedać” własnego braku umiejętności pod sosem “barokowej temperacji”, lecz przy opisanym sposobie temperowania koła kwintowego mamy przynajmniej świadomość, że działamy w trybie historycznym, szukając, niczym nasi przodkowie, optymalnych rozwiązań.
Co robić po nastrojeniu “strefy temperacji”?
Zanim w ogóle zaczniemy strojenie, przygotujmy wystarczającą ilość klinków gumowych. Powinniśmy mieć nie mniej niż 12 sztuk. Najpierw należy wetknąć całą dwunastkę we wszystkie chóry strun strefy temperacji, tak by jednocześnie do nastrojenia była tylko jedna struna z trzech. Ostatecznie pomoże to w sytuacji, gdy temperację trzeba będzie korygować. Dopiero po zamknięciu całego koła kwintowego w obrębie oktawy na pojedynczych strunach, dostrajamy do nich najpierw drugą, a potem trzecią strunę chóru.
Kolejny etap strojenia – to powielanie uzyskanej optymalnej (mniej czy bardziej równomiernej) temperacji na pozostałe odcinki klawiatury. Część znawców twierdzi, że najpierw stroimy basy, a potem dyszkant. Ja uważam dokładnie odwrotnie, a to ze względu na to, iż strojenie dyszkantu jest męczące, wiąże się z nasłuchiwaniem się bardzo wysokich tonów, brzmiących na dodatek bardzo krótko. Jeżeli zostawimy sobie tę “przyjemność” na “zakąskę”, możemy mieć trudność w dotarciu do końca. Natomiast nie ma nic przyjemniejszego, kiedy, po męczącym strojeniu dyszkantu, będziemy mieli przed sobą podwójne, a potem i w ogóle pojedyncze struny basu! Proces strojenia przyspiesza wówczas znacznie!
Którą strunę w pianinie stroi się pierwszą?
Nie wiem, co mówią “badania naukowe”, ale logika podpowiada, że, strojąc w dół, zaczynamy stroić chór od strony lewej, a do góry (od strefy temperacji) – od strony prawej. Chodzi o to, by klin wkładać pomiędzy struny jeszcze niestrojone, a zaoszczędzić te, które dopiero co się stroiło.
Jakie ruchy należy wykonywać kluczem?
Bardzo ostrożne i oszczędne. W zasadzie, kluczem w ogóle nie należy kręcić. Mimo dużego podobieństwa, fortepian jednak nie jest samochodem, a klucz do strojenia nie jest kluczem nastawnym. Nie ma nic łatwiejszego, niż zerwać strunę! Po mocnym nasadzeniu klucza na kołek musimy poruszać nim w sposób iście mikroskopijny. Stosować krótkie, delikatne ruchy o minimalnym nacisku, gdyż struna zmienia swoje brzmienie już przy najmniejszej zmianie obsadzenia kołka. Należy stroić instrument w sposób jak najbardziej bezinwazyjny. Każdy nacisk na klucz powinien być motywowany tylko i wyłącznie wynikami kontroli słuchowej brzmienia struny. Kolejność zawsze jest taka sama: słuchamy brzmienia – poruszamy kluczem, i nigdy na odwrót. Winna być zasada “słuchamy i poprawiamy”, zaś nigdy – “kręcimy i sprawdzamy”.
W starych szkołach można było spotkać praktykę nie tylko obracania kluczem, ale i uderzania po kluczu. Miało to na celu “kosmetyczne” dostrojenie dźwięku bez potrzeby kręcenia. Ja również byłem tak uczony… Takich praktyk absolutnie nie należy stosować. Uzyskany dźwięk, chwilowo “doskonale czysty”, już za chwilę może się zmienić, gdy ugięty kołek się wyprostuje. Na dodatek, taka metoda prowadzi do poluzowania się kołków i – ostatecznie – do słabego trzymania stroju, gdyż kołek, uginany w tak inwazyjny sposób, zawsze powoduje mikrouszkodzenia w strojnicy. Po kluczu biją tylko ci stroiciele, którzy absolutnie nie szanują właściwości materiałowych strojonego przez siebie instrumentu. Jest im wszystko jedno, czy fortepian będzie dobrze trzymał strój przez 20, czy przez 5 następnych lat.
Nie bez dumy powiem, że, w ciągu mojej zarówno nauki, jak i praktyki, nie zdarzyło mi się jeszcze zerwać nieostrożnym ruchem klucza ani jednej struny.
Czy stroić lepiej “do góry”, czy “do dołu”?
Znam różne opinie: albo, że ostatecznie lepiej podwyższać, to wtedy struna nie obniży, albo, że z lekka podwyższyć, by potem obniżyć, co “utrwali” ustalony dźwięk itp. To raczej są intencjonalne bajki, za którymi nie stoją żadne realne właściwości materiałów: kołków, strun, strojnicy. Coś jak stłuczenie szampana o burtę wodowanego statku – czy dodaje mu to trwałości, czy ujmuje? Taki rodzaj zabobonu…
Jak rozpoznać, czy struna w chórze brzmi za wysoko, czy za nisko?
Dla początkujących stroicieli sprawa nie jest łatwa. W zasadzie można powiedzieć, że strunę zawsze można zacząć kręcić, i wówczas się okaże, czy stroiła za nisko, czy za wysoko. Ja mam swój sposób: próbuje sobie wyobrazić emocjonalnie, czy dźwięk chóru kojarzy mi się z jednoczesnym uderzeniem klawisza wyższego, czy niższego od właśnie strojonego. Nie wiem, jakim cudem, ale mi to pomaga.
Co zrobić, jeżeli ciągle nie mogę nastroić jednego klawisza?
Czasem tak bywa – zwłaszcza w dalekim dyszkancie, choć nie tylko tam – że ciągle nie możemy “złapać” odpowiedniej wysokości struny. Tutaj mam dwie rady. Po pierwsze, odpuścić sobie problemowy dźwięk i wrócić do niego po kilku następnych. Po drugie, zacząć go stroić od samego początku: najpierw jedną strunę z dolnej oktawy, potem – już do niej – drugą; potem – trzecią. Często bowiem tak bywa, że któraś ze strun, dopiero nastrojonych, zdążyła się rozstroić. Nie wiedząc o tym, bez powodzenia próbujemy nastroić ostatnią strunę chóru, nie dostrzegając, że problem nie polega na niej. Mimo to, jeszcze raz apeluję o oszczędność ruchu – w górnym rejestrze wystarczy zupełnie mikroskopijny ruch, by struna drastycznie zmieniła strój. Często, ledwo ruszając kluczem, sprawiamy, że strój “przelatuje” nad optymalną wysokością, i struna ze zbyt niskiej momentalnie zaczyna stroić zbyt wysoko. By wyrwać się z “pułapki” nieznalezienia właściwej wysokości, warto czasem rozstroić strunę odrobinę więcej (w dół czy w górę), tak by wymagała ona nieco większego korygującego ruchu naszej ręki (klucza). Oczywiście, to nie struna tego wymaga, lecz nasze ucho.
Jak można utrwalić nastrojony dźwięk?
Się nie da. Ani konstrukcyjnie, “doskonaląc” konstrukcję pianina (choć niektórzy próbują), ani intencjonalnie, kiedy osiągniemy optymalny strój struny bądź chóru i pragniemy, by ta czekoladowa przyjemność trwała i trwała… jak najdłużej. Jedyny na to sposób został już wskazany – to maksymalna bezinwazyjność zabiegu. Nie tylko dlatego, że mocno rozbujane kołki nie będą zbyt trwałe, ale i dlatego, że zmiana napięcia materiałowego struny nie zawsze realizuje się w jednakowy i natychmiastowy sposób. Zwłaszcza w fortepianie struna, przechodząca przez różne urządzenia (podstawki, sztaby dociskowe), potrzebuje jakiegoś czasu, żeby jej osłabienie lub zwiększenie naciągu równomiernie się rozłożyło. Zatem, strojąc fortepian, zawsze musimy rezerwować trochę czasu na to, by struna przyjęła swój kształt ostateczny, i dopiero wówczas uznawać, czy została nastrojona.
Co zrobić, jeżeli kołek “puszcza” od razu po zdjęciu klucza?
Zamienić go na inny (szerszy). Albo zdjąć strunę, wykręcić kołek, włożyć w otwór kawałek forniru i wkręcić kołek z powrotem, zakładając strunę. Albo zdjąć strunę na stałe. W tej sytuacji należy rozważyć, co dokładnie stanowi problem, jakie są nasze możliwości i jak zoptymalizować tę wadę. Jeżeli uszkodzona jest strojnica, zamiana kołka na szerszy nic nie da, wręcz odwrotnie, tylko pogorszy jej stan. Włożenie forniru – to zawsze zabieg tymczasowy, pozwalający na szybkie “załatwienie sprawy” (pod warunkiem, że fornir mamy pod ręką). Czasem zdjęcie struny jest jedynym rozsądnym wyjściem, zwłaszcza w przypadku nie pojedynczych, a podwójnych lub potrójnych chórów strun. Używalność konkretnego klawisza, o ile nie znajduje się na krawędziach skali, zazwyczaj jest priorytetowa, zaś klawisza mocno rozstrojonego (lub w ogóle wydającego jakiś tryton zamiast pojedynczego dźwięku) w zasadzie nie da się używać. Natomiast uszczuplenie chóru o 1/3, lub nawet o połowę, jest o wiele mniej drastycznym zabiegiem, często wręcz niewykrywalnym ze słyszenia.
Jak się stroi pianino górnotłumikowe?
Ciężko, żmudnie i długo. Dla takich pianin należy mieć specjalne kliny tłumiące: cienkie i długie (długości ołówka). Jeżeli takowych nie mamy, będziemy załamani. Wówczas można spróbować rozkręcić część mechanizmu od góry, odsuwając tłumiki od strun. Wówczas młotki nadal, choć i z mniejszą siłą, będą uderzać w struny, lecz tłumiki nie będą je tłumić. Podstawową wadą tego sposobu jest ciągłe dudnienie nie tylko tych strun, które akurat stroimy, ale i tych, które rezonują, albo które przypadkiem zahaczymy. Żeby pod tym względem usprawnić sobie pracę, można polecieć strojenie np. wszystkich klawiszy tego samego dźwięku na całej skali (np. AA-A-a0-a1-a2-a3-a4, potem BB-… itd.). Mimo całej tej interesującej racjonalizacji, ostatnio stroiłem górnotłumikowe pianino Traugotta Berndta przez 6 godzin, co jest ponad dwukrotnie dłuższym czasem w stosunku do czasu strojenia zwykłego pianina. Przyjemność poniżej przeciętnej.
Jest to bardzo miły i rzeczowy blog i nie wątpię,że wiele osób go śledzi dlatego chcę dodać parę pomocnych porad.
Do rozdziału
Co to jest “strefa temperacji”?
Zawodowy stroiciel zawsze jak najszybciej będzie dążył do tercji f-a na której oprze swoją temperację,dlatego najlepiej jest stroić a’-a-d’-g-c’-f…..
Do rozdziału
Co zrobić, jeżeli kołek “puszcza” od razu po zdjęciu klucza?
Najpierw spróbować dobić kołki młotkiem i specjalnym wbijakiem jeżeli jest miejsce między struną,a strojnicą.Przy uzupełnianiu fornirem też wbijać kołki,a nie wkręcać,gdyż powoduje to rozgrzewanie i zarazem niszczenie strojnicy.Jeżeli nie dajemy sobie rady z kołkami nie zdejmować strun.Można je jedynie wytłumić.Pozostawienie młotka grającego na jednej strunie spowoduje jego zniszczenie,zwłaszcza na ośkach.
Na końcu rozdział
Jak się stroi pianino górnotłumikowe?
Najwyżej dwadzieścia minut dłużej.Przede wszystkim przy normalnym pianinie powinno się używać/zamiast dwunastu klinów/ filcowej taśmy,którą się upycha pomiędzy chóry,tak że brzmi tylko środkowa struna.Przy górnozaworowym /moja nazwa/taśma ta powinna być wystarczająco długa.Wyciągamy mechanizm i blokujemy taśmą całe pole i jeszcze część taśmy powinna pozostać na zewnątrz,żeby można ją było chwycić.Zakładamy mechanizm i stroimy wszystkie środkowe struny.Po zakończeniu pociągamy lekko taśmę uwalniając lewą strunę z pierwszego chóru.Dostrajamy do środkowej.Przy następnym pociągnięciu uwolnimy prawą strunę z pierwszego chóru i lewą z drugiego.Dostrajamy itd.Po prostu trzeba pamiętać,że przy każdym pociągnięciu mamy do nastrojenia dwie struny z dwóch sąsiednich chórów i nie pomylić kołków.
Bardzo dziękuję za komentarz. Sporo dla mnie nowej informacji. Stąd już rozumiem, dlaczego na wielu instrumentach (nie tylko fortepianach) tercja F-A brzmi lepiej, niż pozostałe, i to przy rzekomo równomiernej temperacji. Pytanie praktyczne: jak można wytłumić strunę? Rozumiem, że bez jej zdjęcia?
Jeżeli jest to jedna struna to przywiązuję ją tasiemką do ramy .przy dwóch wkładam między nie klin z filcu.
Dziękuję! Nie przyszło mi to do głowy. Rzeczywiście, jest to lepsze, niż usunięcie struny.
@cezar55
Dziś skorzystałem z rady, choć nieco ją zmodyfikowałem: pod “luźną” strunę, której się nie dało nastroić, włożyłem klin gumowy. Wyszło całkiem schludnie! Jeszcze raz dziękuję.
Witam!
Pochwalam pracę Autora. Przeczytałem wszystkie teksty z zainteresowaniem. Strojenie to również moja praca i powiem, że po wielu latach strojenia kwartowo – kwintowego przeszedłem na strój tercjowo – sekstowy. Jest bardziej dokładny i po ok. trzech latach jego stosowania skrócił mi się czas strojenia, a zwiększyła precyzja. Polecam
Bardzo dziękuję. Muszę powiedzieć, że słyszałem o tej metodzie, ale nigdy nie miałem z nią do czynienia. Jeżeli nie stanowi to tajemnicy, to może prosiłbym o jakieś szczegóły. Piszę o tajemnicy, bo wiem, że w co niektórych krajach toczy się wręcz wojna o to, kto pierwszy, kto lepszy, i kto tę metodę zarejestrował jako autorską i ma na nią patent.
Ha, ha… Jakaż to może być tajemnica w strojeniu równomiernie temperowanym. Tercje dudnią wyraźnie, są rozszerzone o kilka dudnień na sekundę. Tercja f-a dudni ok 7 razy na sek,kolejna tercja fis-b troszkę szybciej, kolejna jeszcze szybciej, tercja c1-e1 to ok 11 drgań na sek itd. Drgania każdego interwału powinny się podwajać co oktawę. Seksty to złożona rozszerzona tercja plus rozszerzona kwarta, więc dudnienie seksty jest nieco szybsze i np f-d1 dudni ok 8 c/s, a seksta c1-a1 to jakieś 12 c/s. Oczywiście rosną sobie wraz ze wzrostem wysokości strojonych tonów. Ciekawostką są decymy. Dudnienia decymy (np f-a1) pokrywają się z szybkością dudnienia tercji od tego dolnego tonu (f-a), również gdy zagramy interwał f-a2, to również powinniśmy usłyszeć taką samą ilość dudnień. Jest to świetny sposób na strojenie czystych oktaw ( w tym przykładzie a-a1-a2).
Ja nawet strojąc a1 od kamertonu słucham zdudnień kamertonu z decymą niżej – czyli f. Dudnienie f-a1 powinno być takie jak dudnienie f-kamerton. Zresztą pełne tabele dudnień są gdzieś w Internecie….
O, i o to mi chodziło, dziękuję!
A co do “tajemnicy”, to naprawdę, gdzieś się o to biją, nazywając to “metodyką autorską” itp.
W czasach szkolnej durności zdarzyło nam się z kolegą nastroić jedno z pianin szkolnych tak, że w każdym klawiszu mieliśmy akord sekstowo-nonowy (siłą rzeczy niepełny). Muszę się pochwalić, że „w ciągu całej tej operacji nie zdarzyło mi się jeszcze zerwać nieostrożnym ruchem klucza ani jednej struny.”
Uwagi o ryzyku zerwania struny są moim zdaniem nieco przesadzone, bo niektóre z nich podciągaliśmy nawet o kwartę.
Mam nadzieję, że stroiciel szkolny już nam to wybaczył 🙂
No, gdyby każda zerwana struna zaraz by oznaczała konieczność jej wymiany i nastrojenia (czasem parokrotnego) za własne pieniądze, zaraz by się Pan zaczął bać 🙂
Tak sobie czytam… i w sumie z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że strojenie organów jest… prostsze – mimo że trudniejsze. Ot taki nielogiczny logiczny ewenement. Zasadniczo to jest pojedyncza piszczałka – więc ją nastroimy i idziemy dalej… no chyba że akurat stroimy głos chórowy z sześcioma rurami na jeden klawisz, gdzie dodatkowo każdy rząd ma inny stopaż. Na koniec instrument odwdzięcza się pięknym dźwiękiem… do końca próby przed koncertem. Na rzeczonym bywa tak, że niejedna piszczałka stwierdza “idę spać – i nie będę grała… bo tak”
Być może tak się wydaje, ale wszystko zależy od doświadczenia – jak ktoś nastroi 2000 pianin lub 100 organów, to ma (raczej) dobrze opanowany fach. Ale jak miałby się nagle przerzucić na inny instrument (w tym przypadku organy / fortepian), to odczuje słuszny niepokój. Ale to normalne. Ja, choć i organista, za strojenie mikstur nie będę się zabierał (języki to co innego).