Liczba wyświetleń: 2 011

O blogu

W jakim celu powstał (a w jakim nie?) i czemu ma służyć ten blog?

Powstał on na początku jako opis mojej kolekcji zabytkowych instrumentów klawiszowych. Później przerodził się on w miejsce, gdzie można dowiedzieć się wszystkiego o fortepianach i pianinach, sprawdzić rok ich produkcji, historię, wartość. Uzupełniłem bloga o giełdę instrumentów muzycznych oraz o forum, gdzie można zgłaszać konkretne problemy techniczne pianin i fortepianów.

Z biegiem czasu blog również służy do wyrażenia moich przemyśleń na różne tematy okołomuzyczne. Cała treść blogu – z wyjątkiem tekstów tłumaczonych z obcych języków i cytatów – jest mojego autorstwa. Jako taka, jest ona kopiowana i umieszczana na innych stronach, których właściciele nie są w stanie napisać interesujących tekstów własnych; do perfekcji natomiast opanowali metodę kopiowania zawartości.

Rozpoczynając moją przygodę z instrumentami klawiszowymi, odczułem pragnienie w podzieleniu się swoją wiedzą. Moja wiedza, rzecz jasna, nie jest bezgraniczna i bezbłędna, jednakże łączy w sobie zarówno warsztat historyczny i teoretyczny (z żyłką badawczą), muzyczny warsztat wykonawczy (doceniany zarówno przez melomanów, jak i organizatorów koncertów), jak i duże przygotowanie praktyczne w zakresie pracy nad fortepianami i pianinami, wyrażone za pomocą setek poznanych, zbadanych, nastrojonych, naprawionych fortepianów i pianin. Lata, spędzone na badaniach pianin i fortepianów, zwłaszcza polskich, ogrom zgromadzonych materiałów, bieżące rozpoznanie rynku używanych instrumentów muzycznych, doświadczenie i dobre, wprawne oko – to wszystko umożliwia mi nie tylko trafnie udzielać rad, precyzyjnie wyceniać pianina i fortepiany, wybierać do zakupu najlepsze instrumenty, ale i pomagać właścicielom starych, zaniedbanych, schorowanych pianin i fortepianów w doprowadzeniu ich do stanu używalności, a przy tym pozostawać niezaangażowanym specjalistą, wolnym od układów i koneksji w małym światku stroicieli i handlarzy pianin i fortepianów.

Jednak nie nazywam siebie ekspertem – wolę, gdy tym mianem określają mnie inni.

Jestem więc pasjonatem zabytkowych instrumentów klawiszowych – i ogólnie pianin i fortepianów, których „duszę”, wydaje mi się, rozumiem i odczuwam. Nie będę się chwalił swoimi dokonaniami praktycznymi, lecz powiem tylko, że mało który fortepian lub pianino opiera się mojej „perswazji” i pozostawia moje starania bez odpowiedzi. O tym najlepiej mogą zaświadczyć ich właściciele – a więc pytajcie tych, dla kogo pracowałem; ich opinia najlepiej będzie świadczyć o mojej pracy.

Nie jestem jednakże usługodawcą ani firmą. Oznacza to, że nie biorę wszystkich zleceń, nie pracuję z każdym, nie zajmuję się instrumentami ani sprawami, którymi nie chcę się zajmować – a do tego zajmuję się tym w wolnym od innych obowiązków czasie. Nie prowadzę telefonicznej „obsługi klienta”, nie świadczę usług „transportu + strojenia + nauki gry”, nie udzielam gwarancji i nie przyjmuję pretensji.

Jeżeli typowy stroiciel, fortepianmistrz, handlarz pianinami prowadzi stronę internetową, która ma wspierać jego podstawową działalność i zachęcać klienta do korzystania z jego usług, w moim przypadku jest dokładnie odwrotnie. Dla mnie od samych usług ważniejsza jest ta strona, jej poczytność, niezależność i opiniotwórczość. W moim przypadku to strojenie pianina lub fortepianu, jego naprawa, zapoznanie się z nim, zaopiniowanie, ekspertyza lub wycena pianina i fortepianu „wspiera” tworzenie tej strony, gdyż podwyższa moje własne kwalifikacje i doświadczenie, zapoznaje z ciekawymi przypadkami, które mogę opisać i uczynić pożytecznymi dla wszystkich zainteresowanych czytelników. Tak więc nie strona istnieje dla rozpowszechnienia usług, lecz moje działania prowadzą do rozbudowy i wzbogacenia treści strony. Oraz do uratowania instrumentów, które giną z powodu ludzkiego zaniedbania.

Bardzo często ludzie tego nie rozumieją. Oczekują „obsługi klienta” na telefon, usługowej grzeczności, gotowości wypełnienia wszystkich zleceń o dowolnej porze dnia i nocy, tygodnia i roku. Takim ludziom nie chce się czytać bloga, bo uważają, że ja od tego jestem, żeby ich obsługiwać telefonicznie, rozpoczynać rozmowę od „Strojenie-pianin-w-czym-mogę-pomóc?” itp. Z takimi ludźmi nie dojdziemy do porozumienia, bo ja ani nie jestem obsługą, ani nie świadczę usług w rozumieniu ustawy. Jestem prywatną osobą, pasjonatem, i poza blogiem udzielam się w takim zakresie, w jakim uważam za stosowne.

Z racji poczytności strony, często przeżywam prawdziwe oblężenie telefoniczne lub mailowe. Z tego względu proszę o kontakt drogą mailową. Na maila mogę odpowiedzieć, kiedy mam na to czas, a telefon muszę odbierać wtedy, gdy on dzwoni. Staram się wszystkim pomóc, lecz w sytuacji, gdy setki osób mają swój problem do rozwiązania (najczęściej już opisany na blogu, tylko trzeba znaleźć i przeczytać) i zgłaszają się ze swoim problemem do mnie, a ja jestem sam jeden, odczuwam, że ogon zaczyna merdać psem.

Z tego powodu wprowadziłem pewne filtry, które nieco zatamowały potok zgłaszających się. Od pewnego momentu ustalenie roku produkcji pianina / fortepianu, opisanie historii firmy-producenta wymaga uiszczenia symbolicznej opłaty. Ta opłata jest absolutnie niczym w porównaniu z tym, ile kosztują katalogi fortepianów i pianin, w których zawarta jest poszukiwana informacja. Tak samo symboliczne kwoty są pobierane przy nadesłaniu linków z pianinami / fortepianami w celu ich zaopiniowania. Wyeliminowało to zupełnie patologiczne sytuacje, kiedy przez kilka miesięcy bywałem dosłownie zarzucany dziesiątkami linków z instrumentami, na temat których trzeba było się wypowiedzieć, albo kiedy proces „dojrzewania” kogoś do zakupu pianina trwał całymi latami, choć i z przerwami – co było dla mnie wyjątkowo mało pasjonujące. Albo, kiedy pisane dla kogoś elaboraty nie skutkowały choćby prostym „dziękuję”, nie mówiąc już o późniejszym zaproszeniu do nastrojenia zakupionego pianina.

Tak więc moja dobra wola i chęć pomocy przeszła mocne hartowanie. Ich stosowanie uległo racjonalizacji i pozwala wszystkim łączyć przyjemne z pożytecznym. Ostatecznie, nie uważam, że w kwestii pianin i fortepianów „pomoc” to dobre określenie. Pomagać należy samym fortepianom i pianinom (nie traktuję ich jako maszynki do zarabiania, tylko jako instrumenty z duszą, które potrafią cierpieć), z ludźmi natomiast należy współpracować. M.in. dlatego bardzo sobie cenię Magdę Gessler – i uważam za bardzo szkodliwą w dalekosiężnej perspektywie działalność WOŚP.

Na swoim blogu wyrażam tylko i wyłącznie własne opinie i sądy, nawet jeżeli nie są one nieomylne lub zbieżne z oczekiwaniami i poglądami innych osób, zwłaszcza producentów, handlarzy, dealerzy, jak również innych fortepianmistrzów i stroicieli. Piszę otwarcie to, co myślę, nie owijam w bawełnę i nie próbuję sprzedać siebie w postaci jakiegoś nieistniejącego produktu. Piszę o głupocie i patologii, nazywam rzeczy po imieniu i nie dostosowuję się do niczyich wymagań, nawet jeżeli komuś coś nie odpowiada. Taka moja postawa niektórym się podoba, a u niektórych wywołuje oburzenie i zarzuty czy to o impertynencję, czy to o „szkalowanie marki” itp. Nie wiem, dlaczego świat się dzieli na zwolenników liberalizmu i konserwatystów, na wyborców PO i PiS, demokratów / republikanów etc., na tych, którzy z głupoty i patologii śmieją się razem ze mną i tych, którzy się utożsamiają z wyśmiewanymi zachowaniami. Tego nie wiem, i niekoniecznie mnie to interesuje. Wszelkiej maści „oburzonym”, „dotkniętym” itp. usilnie radzę nie podejmować próby kontaktowania się ze mną, gdyż wolę nastroić o kilka pianin mniej, niż choćby przez chwilę przestać być sobą. Wszystkich pozostałych zapraszam.

Na zakończenie – cytat z listu pani Agnieszki z Lublina do mnie.

„Pańska strona jest unikatowa w polskim internecie. Nie ma ani jednej takiej strony, na której jej autor z taką determinacją dzieliłby się swoją wiedzą ze wszystkimi, którzy tej wiedzy potrzebują, a nie mają skąd jej zaczerpnąć. Pana ostry, bezkompromisowy ton wbrew pozorom jedynie nadaje Panu wiarygodności, gdyż znacznie bardziej świadczy na Pana korzyść, niż typowe dla takich stron ‚mruczenie’ wokół klienta i zapewnianie go w swojej uczciwości, solidności i profesjonalizmie. […] Tylko dzięki Panu dowiedziałam się, że zakup pianina – to sprawa niezwykle odpowiedzialna. Na szczęście, obecnie jestem świadomą posiadaczką wybranego przez Pana pianina i nie zamieniłabym je na żadne inne, tak bardzo się z nim zżyłam i ‚zgrałam'”.

Takich listów, nadesłanych do mnie, mógłbym przytoczyć niejedną setkę. Tyle że ten blog nie służy temu, żeby wystawiać samemu sobie laurki. Nie jestem „kominkiem” i nie chciałbym wpaść w samouwielbienie.

W jakim celu ten blog na pewno NIE powstał?

Ten blog nie powstał po to, żeby upubliczniać informację o wszystkich kiedykolwiek istniejących fabrykach pianin i fortepianów. Nie jest to książka telefoniczna, „panorama firm”, czy gminny rejestr mieszkańców. Różnych fabryk, manufaktur i producentów fortepianów i pianin istniało na przestrzeni dziejów wielokrotnie więcej, niż widzimy gołym okiem gwiazd w niebie. Samo ich wymienienie zajęłoby powierzchnię kilkuset gęsto zadrukowanych stron książki. Ciekawych wśród nich jest zaledwie kilkadziesiąt; cała reszta stanowi jedynie „wypełnienie statystyczne”. Stąd pytania typu „Dlaczego nie znalazłem na stronie żadnej informacji o pianinie firmy W. Hirl?” są zupełnie bezcelowe. Bo nie temu służy ta strona. Bo firma „W. Hirl” nie jest na tyle interesująca, by pisać o niej teksty i artykuły, i, prawdę powiedziawszy, interesuje jedynie posiadacza pianina jej produkcji.

Zatem informację o niszowych markach i producentach trzeba dopiero zdobyć, a można to zrobić, korzystając albo z moich zbiorów, albo z cennych katalogów tematycznych, których przecież nie będę przepisywał i upubliczniał na stronie! Nie jestem ich autorem, a na stronie publikuję tylko i wyłącznie owoce swojej pracy. Nie będę też powielał cudzej pracy, która kosztowała jej twórcom wielu sił i lat, i tworzył własnych statystyk i rejestrów dziesiątków tysięcy firm i nazw.

Tak więc nie umieszczam na stronie wszystkiego, co można znaleźć w mojej głowie, w książkach na mojej półce ani w zabytkowych skrzyniach w moim laboratorium. Oferuję jedynie możliwość dotarcia do zasobów wiedzy za moim pośrednictwem.

Podsumowując:

Nie pomagam, lecz współpracuję. Współpraca bynajmniej nie polega na „dawaniu”. Współpraca polega albo na wymianie informacjami (dostaję zdjęcia interesujących mnie pianin i fortepianów, w zamian proponuję bezpłatną wycenę instrumentu), albo na uiszczeniu drobnej opłaty za zaopiniowanie linków z pianinami, sprawdzenie roku produkcji, ustalenie historii firmy-producenta, albo na nawiązaniu długoterminowych relacji polegających na serwisowaniu i strojeniu pianina lub fortepianu. Nie jestem „wujkiem dobrą radą” i robię tylko to, co osobiście mnie interesuje lub do czego jestem zmotywowany, dokładnie w takim zakresie, w jakim uważam za stosowne. Nie można mnie ani popędzić, ani do czegoś zmusić. (Zapewne ci, którzy uważają, że można, i tak tego nie doczytają.)