Pianina August Förster

Kiedy byłem dzieckiem i chodziłem do szkoły muzycznej, w różnych jej salach natrafiałem na przeróżne instrumenty muzyczne. Jedne lubiłem bardziej, drugie znacznie mniej. Czytaj dalej

Strojenie pianina

Jakie istnieje niebezpieczeństwo, gdy wspaniałe hobby jest „przy okazji” czynnie uprawianym zawodem? Takie, że pełen entuzjazmu człowiek się wypali.

Nie piszę tego o sobie. Ale wraz z upływem czasu zaczynam coraz bardziej dostrzegać to na przykładzie innych, w tym również stroicieli.

Ostatnio znajomy stroiciel powiedział mi: „o klientach to można całe tomy pisać”. Eureka! Powiedział dokładnie to, czym ja od lat zajmuję się tu na blogu – zajmuję i wciąż się czemuś potrafię dziwić, choć w istocie niewiele rzeczy na świecie może mnie już zadziwić.

Ale o co chodzi. A o przykład z własnego życia.  Czytaj dalej

Sposób na niedocierające maile

Otrzymuję dużo maili – na tyle dużo, że nawet nie zdaję sobie sprawy, że któryś z maili może do mnie nie dochodzić. Zazwyczaj staram się nie ignorować korespondencji i jedynie w rzadkich przypadkach (np. nadchodzą do mnie zdjęcia pianina i ani słowa komentarza, nie mówiąc już o „dzień dobry, proszę…”. Czuję się wtedy niczym automat na żetony: wrzuć zdjęcie pianina – automat wyświetli cenę…) pozostawiam je bez odpowiedzi. To jedna sprawa.

Druga – poważniejsza – ma miejsce wówczas, gdy do odbiorców nie docierają moje odpowiedzi. Dlaczego tak się dzieje? Czytaj dalej

O tych, co nie umieją czytać

Czy można słowem pisanym obrazić kogoś, kto nie umie czytać? Nie, bo i tak tego nie przeczyta.

Dostaję raz maila z prośbą o ustalenie roku produkcji pianina. (W tle do odbiorcy idzie odpowiedź automatyczna, informująca m.in. o płatności za usługę, o numerze konta, o czasie na udzielenie odpowiedzi.) W normalnej sytuacji sama ta odpowiedź – przypominająca! – powinna wystarczyć, żeby adresat zreflektował się, że chodzi o odpłatną usługę, choć przecież czarno na białym piszę o tym na stronie z opisem tejże usługi (i z tym samym numerem konta, a nawet możliwością wniesienia opłaty w inny sposób). Okazuje się jednak, że nie wystarczy ani jednego, ani drugiego. Bo po dwóch dniach dostaję kolejnego maila od tego samego adresata: „prosiłem o datowanie pianina”. No niech będzie, napiszę mu własnoręcznie, że usługa jest odpłatna, i że ustalenie rocznika pianina następuje po zaksięgowaniu wpłaty. W odpowiedzi dostaję wiadomość: „To proszę o numer konta do wpłaty tych 5 złotych. (Ach te „marne” 5 złotych, którymi łaskawy pan musi zaprzątać sobie głowę…) Ów numer konta – przypominam – znajduje się na stronie z usługą oraz w wiadomości automatycznej. Zastanawiam się, czy naprawdę rzecz polega na tym, że mam dla „tych” 5 zł nie dość, że wymienić z petentem kupę maili, to jeszcze samemu szukać, kopiować i podawać na spodeczku ze złotą otoczką ten numer konta komuś pod nos. Ale to nie koniec. Przemogłem się, znalazłem numer własnego konta, skopiowałem i wysłałem. Mija kilka dni – dostaję maila: „Nie dostałem obiecanego datowania pianina”. No bo żeś, człowieku, nic nie wpłacił! „No bo pan jeszcze nic nie datował”. I nie datuję, koniec, do widzenia. Nie wysyłam za pobraniem. Czytaj dalej

Czego brakuje na naszej stronie

Dokładnie 4 lata temu uruchomiłem ankietę, która miała mi pomóc zrozumieć, czego Wam, moim Czytelnikom, brakuje na mojej stronie.

Ponieważ nie można takiej ankiety ciągnąć w nieskończoność, nadszedł czas na jej zamknięcie i podsumowanie. Spróbuję odnieść się tutaj do każdego z punktów.

Przypominam, że każda osoba głosująca w ankiecie mogła wybrać dowolną liczbę odpowiedzi.  Czytaj dalej

Oszukany Steinway dla filharmonii. Manipulacji i oszustw z fortepianami ciąg dalszy. Witamy w Polsce!

Pisałem w swoim czasie o oszustwach stroicieli, o manipulacjach z numerami seryjnymi dokonanych przez budowniczych i remontujących instrumenty, o składakach udających instrumenty nowe, o zamaskowanych wadach itp. – pisałem, pisałem i pisać się zmęczyłem.

I co się okazuje? Że opisywany proceder uprawiany jest w najlepsze, i że nic się w tym zakresie nie zmieniło.  Czytaj dalej

Sommerfeldogedon

Owidiusz powiadał, że kropla drąży skałę. Znów i znów wracam do tematu bydgoskiego producenta pianin i fortepianów Brunona Sommerfelda. Nie dlatego, że pojawiło się więcej informacji, ale po to, by krytycznym okiem ocenić to, co dziś w drugim obiegu „chodzi” przed oczyma i w głowie zainteresowanych. W końcu, upór wszystkich poszukujących doprowadzi do ustalenia nowych faktów.

Dla polskich czytelników ważne są m.in. dwa teksty o Sommerfeldzie – jeden autorstwa Barbary Gogol-Drożniakiewicz, drugi – Adama Willmy. Błędów nie ustrzegł się żaden, jednak ten drugi operuje wyjątkowo sprzecznymi ze sobą hipotezami i pełen jest wzajemnie wykluczających się tropów.

W niniejszym tekście postaram się spojrzeć na oba te artykuły krytycznym okiem i skomentować każdą wątpliwą frazę, po czym odrzucić ewidentne przekłamania i poddać syntezie to, co pozostało. Czytaj dalej

Chińska Calisia

Parę dni temu postanowiłem wyrzucić swój stary peerelowski tłuczek do ziemniaków (brzydki i badziewiasty, mimo to służył mi wiernie przez 18 lat) i wreszcie rozpocząć korzystanie z nowego tłuczka, który czekał na tę okazję już parę dobrych lat. W zasadzie, mógłby na zawsze pozostać „tłuczkiem memorialnym”, jako że kupiłem go nie dlatego, że tłuczka nie miałem, a dlatego, że sprowadziła go do polski firma Vershold. Czytaj dalej

Pieniądz, czas, życie

Czym jest dziś czas, ile jest on wart – spróbuję pokazać to na kilku przykładach mogących interesować moich Czytelników, a przy tym z mojego własnego życia wziętych.

Czy laik może wyremontować pianino? Cóż, pytanie nieco przewrotne, bo wszystko zależy zarówno od laika, jak i pianina. Nie każde pianino kwalifikuje się do remontu, i nie każdemu laikowi ręce rosną z właściwego miejsca na ciele. Czytaj dalej

Organy Szczecina

Wciąż będąc w procesie leczenia, które porządnie zdążyło mi się znudzić, jako że trwa już okrągłe 4 miesiące, a kresu temu nie widać…, rzecz jasna nie stroję pianin, co pozbawia mnie głównego źródła inspiracji i tematów do opisania na Ars Polonica.
Zaś sama pozycja na leżąco i ciągłe próby uniknięcia bólu skutecznie zniechęcają do pisania o czymkolwiek.

Ale ostatnio ukazała się moja najnowsza płyta, i to podwójna – o czym po prostu nie sposób nie napisać. Tym bardziej, że owa płyta jest przeze mnie wycierpiana i odchorowana. Pomyśleć tylko: jej nagranie prawie 2 lata temu doprowadziło mnie do szpitala (samo nagranie musiałem skrócić, a na SOR trafiłem prosto z pociągu powrotnego), zaś obecnie, leżąc w innym już szpitalu, między kolejnymi operacjami kończyłem pisać teksty do płyty. Do urzędu, który wydanie płyty sfinansował, trzeba było pilnie dostarczyć gotowy produkt, a do tego nie miałem przecież żadnej pewności, czy w ogóle przetrwam szpital i czy płyta w pełni nagrana, lecz wciąż nieopisana, będzie miała szansę się ukazać. Czytaj dalej