O tych, co nie umieją czytać

Czy można słowem pisanym obrazić kogoś, kto nie umie czytać? Nie, bo i tak tego nie przeczyta.

Dostaję raz maila z prośbą o ustalenie roku produkcji pianina. (W tle do odbiorcy idzie odpowiedź automatyczna, informująca m.in. o płatności za usługę, o numerze konta, o czasie na udzielenie odpowiedzi.) W normalnej sytuacji sama ta odpowiedź – przypominająca! – powinna wystarczyć, żeby adresat zreflektował się, że chodzi o odpłatną usługę, choć przecież czarno na białym piszę o tym na stronie z opisem tejże usługi (i z tym samym numerem konta, a nawet możliwością wniesienia opłaty w inny sposób). Okazuje się jednak, że nie wystarczy ani jednego, ani drugiego. Bo po dwóch dniach dostaję kolejnego maila od tego samego adresata: „prosiłem o datowanie pianina”. No niech będzie, napiszę mu własnoręcznie, że usługa jest odpłatna, i że ustalenie rocznika pianina następuje po zaksięgowaniu wpłaty. W odpowiedzi dostaję wiadomość: „To proszę o numer konta do wpłaty tych 5 złotych. (Ach te „marne” 5 złotych, którymi łaskawy pan musi zaprzątać sobie głowę…) Ów numer konta – przypominam – znajduje się na stronie z usługą oraz w wiadomości automatycznej. Zastanawiam się, czy naprawdę rzecz polega na tym, że mam dla „tych” 5 zł nie dość, że wymienić z petentem kupę maili, to jeszcze samemu szukać, kopiować i podawać na spodeczku ze złotą otoczką ten numer konta komuś pod nos. Ale to nie koniec. Przemogłem się, znalazłem numer własnego konta, skopiowałem i wysłałem. Mija kilka dni – dostaję maila: „Nie dostałem obiecanego datowania pianina”. No bo żeś, człowieku, nic nie wpłacił! „No bo pan jeszcze nic nie datował”. I nie datuję, koniec, do widzenia. Nie wysyłam za pobraniem. Czytaj dalej

Czego brakuje na naszej stronie

Dokładnie 4 lata temu uruchomiłem ankietę, która miała mi pomóc zrozumieć, czego Wam, moim Czytelnikom, brakuje na mojej stronie.

Ponieważ nie można takiej ankiety ciągnąć w nieskończoność, nadszedł czas na jej zamknięcie i podsumowanie. Spróbuję odnieść się tutaj do każdego z punktów.

Przypominam, że każda osoba głosująca w ankiecie mogła wybrać dowolną liczbę odpowiedzi.  Czytaj dalej

Oszukany Steinway dla filharmonii. Manipulacji i oszustw z fortepianami ciąg dalszy. Witamy w Polsce!

Pisałem w swoim czasie o oszustwach stroicieli, o manipulacjach z numerami seryjnymi dokonanych przez budowniczych i remontujących instrumenty, o składakach udających instrumenty nowe, o zamaskowanych wadach itp. – pisałem, pisałem i pisać się zmęczyłem.

I co się okazuje? Że opisywany proceder uprawiany jest w najlepsze, i że nic się w tym zakresie nie zmieniło.  Czytaj dalej

Sommerfeldogedon

Owidiusz powiadał, że kropla drąży skałę. Znów i znów wracam do tematu bydgoskiego producenta pianin i fortepianów Brunona Sommerfelda. Nie dlatego, że pojawiło się więcej informacji, ale po to, by krytycznym okiem ocenić to, co dziś w drugim obiegu „chodzi” przed oczyma i w głowie zainteresowanych. W końcu, upór wszystkich poszukujących doprowadzi do ustalenia nowych faktów.

Dla polskich czytelników ważne są m.in. dwa teksty o Sommerfeldzie – jeden autorstwa Barbary Gogol-Drożniakiewicz, drugi – Adama Willmy. Błędów nie ustrzegł się żaden, jednak ten drugi operuje wyjątkowo sprzecznymi ze sobą hipotezami i pełen jest wzajemnie wykluczających się tropów.

W niniejszym tekście postaram się spojrzeć na oba te artykuły krytycznym okiem i skomentować każdą wątpliwą frazę, po czym odrzucić ewidentne przekłamania i poddać syntezie to, co pozostało. Czytaj dalej

Chińska Calisia

Parę dni temu postanowiłem wyrzucić swój stary peerelowski tłuczek do ziemniaków (brzydki i badziewiasty, mimo to służył mi wiernie przez 18 lat) i wreszcie rozpocząć korzystanie z nowego tłuczka, który czekał na tę okazję już parę dobrych lat. W zasadzie, mógłby na zawsze pozostać „tłuczkiem memorialnym”, jako że kupiłem go nie dlatego, że tłuczka nie miałem, a dlatego, że sprowadziła go do polski firma Vershold. Czytaj dalej

Pieniądz, czas, życie

Czym jest dziś czas, ile jest on wart – spróbuję pokazać to na kilku przykładach mogących interesować moich Czytelników, a przy tym z mojego własnego życia wziętych.

Czy laik może wyremontować pianino? Cóż, pytanie nieco przewrotne, bo wszystko zależy zarówno od laika, jak i pianina. Nie każde pianino kwalifikuje się do remontu, i nie każdemu laikowi ręce rosną z właściwego miejsca na ciele. Czytaj dalej

Organy Szczecina

Wciąż będąc w procesie leczenia, które porządnie zdążyło mi się znudzić, jako że trwa już okrągłe 4 miesiące, a kresu temu nie widać…, rzecz jasna nie stroję pianin, co pozbawia mnie głównego źródła inspiracji i tematów do opisania na Ars Polonica.
Zaś sama pozycja na leżąco i ciągłe próby uniknięcia bólu skutecznie zniechęcają do pisania o czymkolwiek.

Ale ostatnio ukazała się moja najnowsza płyta, i to podwójna – o czym po prostu nie sposób nie napisać. Tym bardziej, że owa płyta jest przeze mnie wycierpiana i odchorowana. Pomyśleć tylko: jej nagranie prawie 2 lata temu doprowadziło mnie do szpitala (samo nagranie musiałem skrócić, a na SOR trafiłem prosto z pociągu powrotnego), zaś obecnie, leżąc w innym już szpitalu, między kolejnymi operacjami kończyłem pisać teksty do płyty. Do urzędu, który wydanie płyty sfinansował, trzeba było pilnie dostarczyć gotowy produkt, a do tego nie miałem przecież żadnej pewności, czy w ogóle przetrwam szpital i czy płyta w pełni nagrana, lecz wciąż nieopisana, będzie miała szansę się ukazać. Czytaj dalej

Prośba o wsparcie.

Szanowni Państwo,

Znany wielu nam osobiście pan Rościsław Wygranienko – muzyk, organista, stroiciel pianin i fortepianów, autor stron internetowych – zmaga się z olbrzymimi problemami zdrowotnymi i od stycznia walczy o życie na oddziale chirurgii Szpitala Uniwersyteckiego w Olsztynie.

Licząc się z tym, że zmagania o życie zakończą się sukcesem, przed panem Rościsławem – długi proces rehabilitacji i niemożliwość podjęcia się pracy zarobkowej. Już teraz rodzinne fundusze są nadwyrężone, choćby poprzez konieczne przyjazdy do Olsztyna i postój w tym mieście podczas odwiedzin Chorego. Wynika z tego, że nawet wyleczenie się nie spowoduje znacznego polepszenia poziomu życia, a proces rekonwalescencji bez wsparcia materialnego będzie niesłychanie utrudniony.

W imieniu swoim oraz Pana Rościsława Wygranienki apeluję o wsparcie jego powrotu do zdrowia.

Nie są potrzebne żadne wielkie kwoty – nie chodzi tu o opłatę leczenia czy specjalistycznej rehabilitacji (przynajmniej, na chwilę obecną nic o tym nie wiadomo). Chodzi o możliwość odpoczynku po odbyciu ciężkiej choroby.

Swój apel o zbiórkę funduszy poprzedzam własną wpłatą – uważam, że można za niewielką kwotę zrobić dobry uczynek dla człowieka, który poświęcił swoje życie muzyce i związanym z tym pasjom. Wspierał nas swoją wiedzą, prowadząc portal Ars Polonica – teraz my wesprzyjmy jego! Każda wpłata – nawet nieduża w porównaniu do naszych codziennych wydatków, pozwala wesprzeć człowieka, który tyle dobrego zrobił dla nas. Tym bardziej, że człowiek, który swoją prace opiera na zdolności manualnej, w chwili jej utraty jest naprawdę w fatalnym położeniu…

Podaję numer konta, na które można wpłacać pieniądze na leczenie p. Rościsława. W tytule przelewu proszę wpisać hasło „na leczenie”. Wszystkim Ofiarodawcom serdecznie dziękuję w imieniu jak swoim własnym, jak i p. Rościsława Wygranienki.

Nr konta (mBank): 13 1140 2004 0000 3802 3783 5880 (Rostislaw Wygranienko)

Dziękuję i pozdrawiam,

Jakub Wysoczański
Jacek Wiśniewski (osoba kontaktowa: tel. 666 300 446)

Kosztowna wiedza

Chciałbym, żeby to była miła i zręczna anegdota. Niestety, to moje realia.

(Telefon) Czytaj dalej

Tuż przed kryzysem: polski przemysł fortepianowy w roku 1929

Niemal 90 lat temu, 11 grudnia 1929 roku, ukazała się „Gazeta Handlowa” nr 285 (rok IV), a w niej znalazł się nader ciekawy dział poświęcony polskiemu przemysłowi muzycznemu. I, choć już się rozpoczął tragiczny w skutkach światowy kryzys ekonomiczny lat 1929-35 (ludzie tracili pracę, umierali z głodu, popełniali samobójstwa, upadały firmy…), gazeta wciąż ukazuje niemal sielankową panoramę na chwilę przed rozpoczęciem kryzysu. Kryzys już wchodził do nas drzwiami i oknami, ale redakcja, publikując zgromadzone wcześniej materiały, wciąż próbowała zaklinać rzeczywistość. Ten zestaw artykułów trochę przypomina zegarki znalezione w ruinach, na których wskazówki zatrzymały się w chwili trzęsienia ziemi bądź tsunami…

Pomimo tego, iż początek kryzysu datuje się 24 października 1929 roku (upadek giełdy w Nowym Jorku), Polska weszła w kryzys nieco później, na przełomie lat 1929-30. Pomimo początku kryzysu, rok 1929 w Polsce był według statystyk ekonomicznych najbardziej udany od momentu odzyskania niepodległości. Czytaj dalej