Liczba wyświetleń: 768

Tak tworzy się historia

Życie i twórczość Carla Loewego są, pomimo wysiłków niemieckich i polskich (Mikołaj Szczęsny) badaczy, zbadane całkiem niedostatecznie. Brakuje nie tylko podstawowych informacji biograficznych, ale i miarodajnej listy utworów Carla Loewego.

W XIX wieku utworzono w Szczecinie centralne archiwum kościelne, gdzie zgromadzono liczne zbiory książek i muzykaliów znajdujących się w poszczególnych kościołach parafialnych Szczecina. To przesądziło o całkowitym zniszczeniu archiwum – a więc i ogromnej części szczecińskiej muzyki kościelnej – prawdopodobnie w latach 1944-45. Stąd, to, co Loewe (i nie tylko on) mógł komponować dla kościoła – a więc i muzyka organowa – zostało bezpowrotnie utracone.

Jednak czasem wyniki poszukiwań nas zaskakują.

Jeszcze w roku 2003 Mikołaj Szczęsny, główny polski specjalista od Loewego, w swoim artykule (Carl Loewe – szkic biograficzny (1796-1869), w: Kompozytorzy szczecińscy, t. 1, Zamek Książąt Pomorskich, Szczecin 2003, s. 157-198) pisał: „[…] Loewe postanowił organizować w swoim kościele wieczorne spotkania z muzyką organową, wokalną i kantatowo-oratoryjną. Były to Nieszpory Muzyczne, podczas których wykonywał on wiele utworów organowych własnej kompozycji, chociaż w katalogu Franza Espagne nie został wymieniony ani jeden utwór organowy Loewego. Zachowały się jednak szkicowe zapiski jego preludiów i postludiów” (s. 167).

Och, jakże lubię mieć do czynienia ze szkicami i doprowadzać je do jakiejś sensownej postaci.

Kupując ostateczną wersję monografii Szczęsnego o Loewem (Mikołaj Szczęsny, Carl Loewe (1796-1869). Zamek Książąt Pomorskich, Szczecin, 2007), miałem nadzieję, że tak obiecująca, o kilka lat wcześniejsza zapowiedź otrzyma należyte rozwinięcie. Niestety, srogo się zawiodłem. O „szkicach” i „zapiskach” nie było w monografii ani słowa, zaś w spisie utworów w dalszym ciągu nie widniał ani jeden utwór organowy szczecińskiego kompozytora.

No cóż, nie można wykluczyć, że autor za „szkicowe zapiski” wziął wcześniej wielkie dzieło Loewego o tytule Musikalischer Gottesdienst; methodische Anweisung zum Kirchengesange und Orgelspiel; zugleich ein vollstaendiges Choralbuch [mit Vor-, Nach- und Zwischenspielen] (1850/51), zawierające m.in. 20 organowych preludiów chorałowych. Nie są to jednak „zapiski” ani „szkice”, lecz w pełni ukończone utwory organowe. Wydaje się, że w tej sytuacji autor, po uprzednim wzbudzeniu apetytu u osób takich jak ja, powinien choćby słowem się zająknąć o powstałej sytuacji, nie zaś udawać, że sprawa nigdy nie istniała, a teza nigdy nie padła. No cóż, swoich uwag autorowi przekazać już nie mogę, a więc pozostaje mi samodzielne zbieranie strzępków informacji dotyczących Carla Loewego.

Zabrałem się za studiowanie monografii w poszukiwaniu choćby jakichś szczegółów odnoszących się do utworów organowych Loewego.

W pewnym momencie natrafiłem na coś konkretnego. Pisząc o „Nieszporach muzycznych” (Musikalische Vesper), Szczęsny przytacza opis jednego z nich, zamieszczony w „Stettiner Intelligenz-Blatt” nr 150 (29.06.1832), a zawierający mniej czy bardziej szczegółowy program, czyli listę wykonanych podczas koncertu utworów. Cytuję Szczęsnego: „W programach koncertów znajdowały się również kompozycje organowe i pieśni szczecińskiego kantora. Podczas I Koncertu Musikalische Vesper wykonano: J. Ch. H. Rincka Grosse Einleitung und Fuge na organy, G. Allegriego Miserere [na chór] oraz C. Loewego Tondichtung [(poemat symfoniczny)] Der barmherzige Bruder na organy, Gottes ist der Orient do słów J. W. von Goethego [na głos z organami; również Carla Loewego, z op. 22, 1829] i jedno z preludiów chorałowych [również Loewego]” (s. 72).

No to mamy Loewego nie byle co, tylko organowy poemat symfoniczny! Jaka szkoda, że nie pozostało po nim ani śladu… Bo gdyby pozostał, zapewne otwierałby dumnie poczet utworów organowych szczecińskiego kompozytora na końcu książki.

Ale przecież mamy nazwę, do tego niezwykle charakterystyczną. Warto wpisać ją do Google i zobaczyć, co z tego wynikło.

A wynikło… to, że pod tą samą nazwą widnieje utwór Carla Loewego na fortepian, op. 28, wydany w 1833 roku.

Cóż to, zbieżność nazw? Transkrypcja? Jak to sprawdzić, skoro do samego utworu nie ma dostępu?

I tutaj wypowiedziałem magiczne zaklęcie, machnąłem różdżką, i… otrzymałem dostęp. Nie uczę w Hogwarcie, więc tajniki swoich magicznych sztuczek pozostawię przy sobie.

Przede mną pojawił się „zaginiony”, „nieznany” utwór!

Jest to prościutki, króciutki utworek bez większego polotu, który jednak nacechowany jest tzw. pismem organowym – fakturą, czyli układem tkanki muzycznej, która bez żadnych transkrypcji i przeróbek pozwala wykonać się na organach; co więcej – korzystnie na organach brzmi.

Stawiam tezę, że utwór na fortepian w rzeczywistości okazał się być utworem organowym, i dokładnie w takiej postaci zabrzmiał na koncercie w czerwcu 1832 w wykonaniu autora. To, że potem Loewe wydał go drukiem jako „utwór na fortepian”, było jedynie zabiegiem marketingowym, bowiem jako pojedynczy utworek organowy (do tego, niemający jednocześnie przeznaczenia liturgicznego – nieoparty o melodię chorału, niepełniący funkcji preludium lub postludium) nie znalazłby nabywców – tymczasem, amatorskie muzykowanie za fortepianem i dopiero co wynalezionym pianinem w środowisku mieszczańskim ówczesnych Niemiec rozwijało się wyjątkowo prężnie. Poparciem owej tezy jest też fakt, że Loewe nie wydał drukiem ani jednego samodzielnego utworu organowego, tymczasem gdy muzyki fortepianowej popełnił był niemało.

W ten oto sposób na naszych oczach tworzy się historia: jeszcze jeden utwór organowy Loewego został odnaleziony lub, lepiej powiedzieć, rozpoznany.

Może i nie ma to większego znaczenia dla świata, ale „nie wszystko złoto, co się świeci”. Są osoby, którym na takich pozornie nieistotnych sprawach bardzo zależy – i nie mówię tego o sobie, choć o sobie również.

Działo się w Warszawie, R. P. 2015.XI.16.

Rościsław Wygranienko