Liczba wyświetleń: 213

Johannes Brahms (1833-1897)

Wielki niemiecki kompozytor rodem z Hamburga, a mieszkający i pracujący w Wiedniu (i grający na wiedeńczykach!) Johannes Brahms, był jednym z największych tragików w historii muzyki.

Jeżeli tragizm Chopina – to nektar, to tragizm Brahmsa – to świeżo wyciskany, niepasteryzowany sok…

Pewna anegdota głosi: wydawca utworów Brahmsa raz mu powiedział, że znacznie lepiej od smutnej sprzedaje się muzyka wesoła, więc może niech Brahms skomponuje wreszcie coś radosnego. Po jakimś czasie Brahms zanosi do wydawcy nowy utwór o tytule „Z radością schodzę ja do grobu” :)

Pod koniec życia Brahms skomponował swoje największe arcydzieła fortepianowe i… organowe.

Chciałbym przedstawić swoje wykonanie jednego z największych, a jednocześnie z najbardziej tragedyjnych arcydzieł Brahmsa – Trzy Intermezza op. 117.

Z reguły nie słucham Youtube’a, bo uważam, że dobry muzyk powinien być homogeniczny, autentyczny i na własną rękę kreować swoje koncepcje. Inaczej mówiąc, nie interesuje mnie, kto i jak wykonuje ten czy tamten utwór – liczy się tylko to, co ja sam zobaczę w nutach i co potrafię z tego zrozumieć i przekazać słuchaczom.

Dlatego mamy sytuację, w której moje wykonanie trzech intermezzi trwa 27 minut, tymczasem gdy przeciętne wykonanie dostępne w sieci (sprawdziłem!) trwa zaledwie minut 15…

Nie, nie gram wolno, bo nie umiem szybciej… Pamiętajmy, że najtrudniejsze są tempa wolne i bardzo wolne. Muzycy wiedzą, co mam na myśli. Pozostałych proszę uwierzyć mi na słowo. Żadna sztuka upchnąć te trzy miniatury nawet i w 10 minut, ale nie na tym rzecz polega.

No cóż. Nie wszyscy lubią Brahmsa, nie wszyscy czują i odbierają go tak samo. Niektórych Brahms nudzi, niektórzy próbują go „upozytywnić”… A niektórzy zanurzają się w to morze łez i odzyskują w nim swoje własne emocje.

Więc niech tej muzyki słuchają ci, którzy nie boją się pół godziny totalnego doła.

Pierwsze Intermezzo posiada epigraf, który dobrze oddaje ogólny klimat cyklu.

„Śpij słodko, moje dziecko, śpij słodko i pięknie.
Czuję ogromny smutek patrząc, jak płaczesz”.

Dalej, choć i bez epigrafów, jest tylko gorzej.

Nagrania dokonałem jesienią 2016 roku na pianinie Grotrian-Steinweg z 1926 roku.