Liczba wyświetleń: 616

Wolfgang Amadeus Mozart – Complete Clavier Works vol. 7

Wolfgang Amadeusz Mozart (1756-1791)

Wszystkie dzieła na instrumenty klawiszowe vol. 7

  • Sonata B-dur KV 281
  • Sonata C-dur KV 14
  • Wariacje KV 24, 25, 500, 537
  • Drobne utwory KV 15s, 453a, 624, Anh. 206a

Siegbert Rampe – klawesyn, klawikord, fortepiano

MDG 341 1307-2 • w. 2007, n. 2006/7 • DDD, 77’56”

Mozart-7-Rampe

Gigantyczne przedsięwzięcie znakomitego Siegberta Rampe – nagranie wszystkich utworów klawiszowych Wolfganga Amadeusza Mozarta – jest zaledwie jednym, aczkolwiek ważnym, epizodem w jego dyskografii (ponad 65 CD), obejmującej wszystkie utwory Philipsa, Muffata, czy duże zestawy dzieł Bulla, Frobergera i Sweelincka.

Jego Mozartowi warto przyjrzeć się lepiej. Ta seria jest istną skarbnicą pięknej muzyki, wybitnej interpretacji i niczym nie ograniczonego wyboru instrumentów.

Mozart, żyjący na przełomie dwóch epok – baroku i romantyzmu – w zakresie wyboru instrumentu był typowym dzieckiem swoich czasów. Obcował ze wszystkimi bez wyjątku istniejącymi wówczas instrumentami klawiszowymi, a więc z klawesynem, klawikordem, fortepiano oraz organami, nie oddając palmy pierwszeństwa w zasadzie żadnemu z nich, lecz korzystając z tego, co było „w zasięgu”. Fortepiano stało się modniejsze? Zatem koncertujmy na nim. W salonie stoi coraz bardziej staromodny klawesyn? Już na nim gramy, może jakąś fugę w dawnym stylu… Organy w kościele? Już wchodzimy na klawiaturę pedałową i zasuwamy tak, że wizyta na chórze trafi do historii…

Dodatkowo sprawę wyboru instrumentu czy to komplikuje, czy upraszcza czynnik wydawniczy, a mianowicie próba zaadresowania nowości muzycznych do wszystkich amatorów muzyki bez względu na to, jaki instrument prywatnie wolą oni użytkować. Jak wiemy, nawet oryginalne wydanie Sonaty Księżycowej Beethovena przeznaczało tę sonatę „per il Clavicembalo o Piano-Forte”, zatem musielibyśmy się liczyć z tym, że ktoś ją kiedyś na klawesynie wykona, a głosy „świętego oburzenia” można będzie włożyć między bajki. I nie pomogą tu tłumaczenia, iż „zasady marketingu…”, iż „wydawca wbrew woli Beethovena…”, bo na oczekiwany przez wielu zagorzałych pianistów „brak woli” Beethovena co do wykonania jego muzyki na klawesynie zabraknie jakichkolwiek przekonujących dowodów. Poza tym, pamiętajmy choćby o tym, że np. angielskie firmy Kirkman i Broadwood produkowały klawesyny aż do 1809 roku, a wiadomości o ich naprawach pochodzą z jeszcze późniejszego okresu, zatem musiały one być w użyciu nie tylko jako bogato zdobione szafy, lecz jako czynne instrumenty muzyczne, kupowane przez nabywców nie tylko do grania porządnie przecież zapomnianego Bacha.

Więc gdyby ktoś chciał odsądzić od czci i wiary klawesynistów próbujących „zawłaszczyć fortepianowy repertuar”, otarłby się o historyczną niekompetencję.

A oto i przykład „zawłaszczenia” – Beethoven na klawesynie, i to nie byle co, lecz Grande Sonate Pathetique op. 13:

(można i na klawikordzie):

Zatem zjawisko wykonywania Mozarta na klawesynie nie jest powszechne, lecz istnieje, i nie należy go ignorować. Sam grywałem na koncertach zarówno Mozarta, jak i Beethovena na klawesynie.

Nie zawsze, co prawda, wykonanie Mozarta na klawesynie daje satysfakcjonujące wyniki. Nie zależy to jednak od obranego instrumentu, lecz raczej od poziomu wirtuozerii i ogólnie mistrzostwa grającego. Niewątpliwie, nie każdy „zawodowy klawesynista”, obcujący na co dzień z problemami ozdobników stosowanych przez klawesynistów francuskich, zasadami gry rubato toccat Frescobaldiego lub światem północnoniemieckiego stylus phantasticus, potrafiłby z blaskiem zagrać sonatę Mozarta, gdzie o co innego już chodzi. Nieliczne wyjątki, jak choćby Andreas Staier czy właśnie Siegbert Rampe, który „w międzyczasie” znakomicie interpretuje Philipsa, Frobergera czy Sweelincka, raczej potwierdzają ogólną regułę, iż klawesyniści czują się nieswojo w muzyce, którą należy grać nie tyle „badawczo-odkrywczo”, ile po prostu wirtuozowsko. Tak, jakby nie było różnicy, czy się gra na klawesynie, czy na fortepianie (gdzie, jak wiadomo, ogromna konkurencja zmusza do niesłychanej mobilizacji).

Siegbert Rampe jest jednak prawdziwym wirtuozem, i to nie tylko klawesynu. Jest kimś więcej: wirtuozem interpretacji Mozarta. Powstałe kreacje jak znanych, tak i nieznanych dzieł zmuszają do przejęcia się muzyką, a nie do rozważań nad cichym brzmieniem klawikordu czy może dla kogoś oczywistą monotonią klawesynu. Słuchając płyty, zapominamy o instrumencie, bo bez żadnego skrępowania obcujemy z geniuszem Mozarta.

Nie, skłamałbym: kiedy raptem słyszymy niezwykle głębokie basy klawesynu, zaczynamy gorączkowo szukać informacji o wykorzystanym instrumencie. Tak, Rampe gra na unikatowym klawesynie Burkata Schudiego (Londyn, 1771), dysponującym oprócz czterech rzędów strun zwiększonym zakresem klawiatury w basie (o całą kwartę w porównaniu z większością innych klawesynów i wczesnych fortepiano).

Seria Mozartowska Siegberta Rampego odpowiada gustom najbardziej wyszukanym.

Zachwyca jego technika, jego umiejętność wydostać czy to z klawesynu, czy to klawikordu, czy też fortepiano, feerię barw i błysku. Wiadomo, że, mając do czynienia z klawesynem, nie możemy spodziewać się arcywolnych temp i przesadnej śpiewności, gdy chodzi o środkowe części sonat. Ale ostateczny rezultat i tak jest niezwykle przekonujący.

Bardzo udana jest formuła doboru repertuaru: mamy możliwość wysłuchania nie tylko bardzo znanych w swojej większości sonat, lecz i cyklów wariacyjnych, i drobnych utworów, prawie zawsze pozostających poza areną wykonawczą. Dopiero ta gatunkowa, instrumentalna i interpretacyjna różnorodność pokazuje geniusz Mozarta w całej okazałości.

To prawdziwa uczta dla każdego, kto lubi Mozarta. Samego Mozarta, a nie w zestawie z Haskil, Lipatti, Giesekingiem czy Michelangelim. Zapomnijmy o idolach.