Ten, kto sądzi, że chleb stroiciela pianin jest łatwy, bardzo się myli. “Coś tam pokręcił – i zgarnął parę stów”, a powinien oczywiście to robić z samego zamiłowania do “kręcenia”, dla rozrywki, “przecież od tego pan jest”.
Zapewne niejeden przedstawiciel branży stroicieli fortepianów może opowiedzieć o wydarzeniach z praktyki, jak to się nastroiło instrument, a zapłaty się nie doczekało; jak to przelew miał być w ciągu dwóch tygodni, a trwa już drugi rok; jak to spędziło się cały dzień na dojazd, wydało na paliwo / bilety – a pocałowało się klamkę; albo jak to właściciel pianina-“trupa”, nadającego się jedynie na utylizację, codziennie po strojeniu wydzwania, domagając się kolejnego “strojenia gwarancyjnego” (choć takiej gwarancji nikomu się nie udzielało), bo “pianino nie gra jak nowe”… Wobec takich “klientów” stroiciel jest całkowicie bezradny, a to m.in. dlatego, że zawsze jest na cudzym terenie, w “odwiedzinach”.
Tacy “klienci” są absolutnie bezkarni. Do tego, zawsze znajdą kolejną ofiarę – stroiciela, który, wykonując swą pracę, pojedzie, niczego nie świadomy. Jedyne, co można zrobić, to utworzyć bazę danych klientów, których odradzam obsługiwać komukolwiek. No, chyba że na własne ryzyko.
- [Na usilną prośbę klientki wycofałem jej nazwisko. Nie ma to jak skuteczność w dotarciu do ludzi!]
Ale dlaczego w wynikach wyszukiwania widnieje tylko “beata sulejewska kobyłka”?
Proste: bo z nikim innym nieuczciwym do czynienia jak na razie nie miałem.