Liczba wyświetleń: 1 830

César Franck (1822-1890)

Ktoś kiedyś mnie zapytał, kto jest moim ulubionym kompozytorem. Wzorem pewnego mistrza (bez żadnej złośliwości nie przypomnę sobie, kto to był), odpowiedziałem: „Ten, kogo aktualnie gram”.

O wiele trudniejsze byłoby pytanie, „dlaczego aktualnie gram tego kompozytora” – ale, jako że takiego pytania mi nie zadano, nie musiałem wysilać się z odpowiedzią.

Prawda jest taka, że, kogokolwiek gram – nie tylko gram, ale „biorę na warsztat”. Szukam, badam, próbuję zrozumieć i poczuć. Albo obcuję ze starym znajomym, wymagającym nowego, świeżego spojrzenia. Albo napotykam na szereg problemów, których rozwiązania nie sposób znaleźć – i to w naszych czasach!

Od pewnego momentu chodzi za mną pytanie: ile utworów na organy i fisharmonię skomponował César Franck? To bardzo trudne pytanie… Ile z tych utworów ja mam? Wcale nie łatwiejsze. Który z tych jakże różnych utworów pochodzi z późniejszego, a który – z wcześniejszego okresu twórczości Francka? To dopiero trzeba ustalić…

Otwieram internet – a tam koszmarne byki. Pomieszanie z poplątaniem, brak kompletności, pomylenie numerów dwóch różnych katalogów, totalna amatorszczyzna. Nie wiem, kto tworzył listy dostępne w internecie (i po co), ale, poza licznymi błędami, nie spełniają one żadnej specjalistycznej funkcji, gdyż są po prostu niekompletne. Sięgam książek – a tam nic lepiej.

No cóż, czego można się było spodziewać, skoro wciąż jeszcze widzimy podwójne płyty, na których mianem „Franck: Complete Organ Works” określa się jedynie „parszywą dwunastkę”. A tu wcale nie dwunastka, lecz osiemdziesiątka, która ma szansę zmieścić się dopiero na sześciu płytach.

A część jest nawet jeszcze niewydana.

Więc, skoro „choruję na Francka”, umysł pragnie systematyki i kompletności, a internety świecą pustkami – muszę sobie katalog stworzyć sam.

César Franck – katalog wszystkich dzieł na organy i fisharmonię (w kolejności numeracji katalogu CFF)

César Franck – chronologiczny katalog wszystkich dzieł na organy i fisharmonię

César Franck – „Pieces Posthumes” lub „44 Petites Pieces” lub „L’Organiste II” – próba ostatecznego podsumowania.

No dobrze, a co z fisharmonią?

A nic. Bardzo ten instrument lubię. Obecnie przeżywa on w Europie i Stanach renesans. Szczególnie na Zachodzie są puryści, którzy twierdzą, że jest to zupełnie niezależny od organów instrument, którego oryginalność należy wszelako podkreślać, bo na tym jego egzystencjalny sens polega. Zgadza się. Z autentyzmem mi po drodze.

Ale czy oby los utworów na fisharmonię – uniezależniony od organów – nie podzieli losu utworów skomponowanych na fortepian pedałowy? Jeden specjalista nagra, drugi napisze o tym doktorat, a potem i tak będą te utwory grać organiści, o ile wcześniej nie zostaną odsądzeni od czci i wiary przez autentycznych purystów (lub purystycznych autentystów), aż im się tego grania odechce.

Skoro piszę o Francku, przydałaby się jakaś anegdota. Anegdota zawsze się przydaje. Tak, to żart, a jednocześnie nie żart. Jest to doskonały sposób polecany przez zawodowych speechwriterów (kreatorów przemówień politycznych). Zwłaszcza jeżeli polityk przemawia w obcym dla siebie środowisku i chce nieco porwać audytorium. Przypominam sobie wizytę prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w UMFC (wówczas AMFC). Wroga prawicowa publiczność; humory mieszane – od przerażenia w oczach („upadek Óczelni!”) do demonstracyjnego bojkotu. „Ten komuch będzie w tych ścianach opowiadał muzykom o muzyce?!”

A prezydent wyszedł… i porwał tłum. Wiadomo, Alma Mater Chopina, gdzie nawet byle sprzątaczka zagryza Chopinem na śniadanie, a poza tym wszyscy od świtu do zmierzchu gwałcą go w dziesiątkach sal i ćwiczeniówek – to wam nie rynsztok. Ale prezydent mówił krótko, zwięźle i na temat, a do tego miał w zanadrzu kilka anegdot („‚Ja, Chopin, Bruksela”, „Ja, Chopin, Grupa Wyszehradzka” itp.) – i wszyscy rozchodzili się, śmiejąc się, niczym dzieci.

Tak więc „Franck, fisharmonia, Konserwatorium Paryskie”.

Po śmierci Francka szefem klasy organów Konserwatorium Paryskiego został Charles-Marie Widor. Tymczasem, pewien znany producent fisharmonii obijał progi uczelni, lobbując za zorganizowaniem klasy fisharmonii jako „instrumentu niezbędnego w procesie przygotowania organistów”. Kiedy Ambroise Thomas, dyrektor konserwatorium, postanowił zasięgnąć opinii Widora, znakomitego wirtuoza organów, ten żartem odpowiedział, że „jako przygotowania do fisharmonii brakuje jeszcze klasy akordeonu – dopiero wówczas nauka w posługiwaniu się instrumentami zasilanymi powietrzem z miechów będzie kompletna i systematyczna”.

Nie możemy pozwolić, żeby kilka perełek Francka, napisanych na fisharmonię, pozostawało w rękach wąskiego grona specjalistów tego instrumentu. Dlatego w moim katalogu nie rozróżniam docelowego instrumentu. Zresztą, w wielu przypadków stosowanie organów a fisharmonii tłoczącej może być zamienne.

Katalog jest po angielsku, ale ten, kto dojrzał aż do tego stopnia wtajemniczenia, bez problemu się w nim odnajdzie.