Liczba wyświetleń: 946

Carl Loewe (1796-1869)

Carl Loewe – wieloletni (1820-1866) organista i kantor kościoła św. Jakuba w Szczecinie (obecnie Archikatedry Szczecińskiej), dyrektor muzyczny miasta Szczecina.

Zwany był „Schubertem Północy”, „Księciem ballady” i innymi epitetami odwołującymi się do najcenniejszej części jego spuścizny kompozytorskiej – kilkuset pieśni i ballad na głos solowy z towarzyszeniem fortepianu (niekiedy organów). Biegły pianista, dysponujący przy tym jednym z najlepszych w skali Europy głosów tenorowych, Loewe sam wykonywał na koncertach swoje pieśni i ballady, jednocześnie sobie akompaniując.

Loewe położył podwaliny nowoczesnego muzycznego Szczecina. Śmiało można powiedzieć, że bez Loewego Szczecina w takim kształcie, jaki jest, na muzycznej mapie Europy by nie było.

Dość powiedzieć, że to pod batutą Loewego prawykonano w Szczecinie Uwerturę do „Snu nocy letniej” Feliksa Mendelssohna, w obecności samego twórcy. Potem obaj kompozytorzy wykonali z orkiestrą Koncert As-dur na dwa fortepiany Mendelssohna, skomponowany specjalnie na okazję wspólnego z Loewem występu.

Loewe jako jeden z pierwszych dyrygentów wykonał IX Symfonię Beethovena poza Wiedniem, i to zaledwie trzy lata po jej prawykonaniu (a więc już 20 lutego 1827 roku, na 5 tygodni przed śmiercią kompozytora). Miało to miejsce w dalszym ciągu tego samego, wspólnego z Mendelssohnem, koncertu, słusznie określanym mianem „szczecińskiego koncertu stulecia”.

Dzięki Loewemu Szczecin – podówczas małe, prowincjonalne niemieckie miasto – stał się miastem, gdzie po raz szósty od pamiętnego odkrycia przez Zeltera i wykonania przez Mendelssohna zabrzmiała Pasja wg św. Mateusza Johanna Sebastiana Bacha.

Carl Loewe – działacz muzyczny epickiego rozmachu – był nie tylko kompozytorem, nie tylko wspaniałym śpiewakiem-tenorem, nie tylko pianistą-wirtuozem, nie tylko organistą znającym najskrytsze tajniki instrumentu i sztuki gry na nim, nie tylko dyrygentem wzbudzającym aplauz największych sław muzyki niemieckiej – był również wytrawnym skrzypkiem, biorącym udział w wykonaniu własnych kwartetów smyczkowych, a często i niestroniącym od wsparcia partii skrzypiec w prowadzonej przez siebie orkiestrze.

Jednak przede wszystkim Loewe był znakomitym pedagogiem i chórmistrzem – działalność dydaktyczna zajmowała mu najwięcej czasu. Jak słusznie zauważają badacze, ówczesne władze miejskie Szczecina (czyli pracodawca Loewego) absolutnie nie zdawały sobie sprawy, że szkoleniem głosów dzieci może się zajmować ktoś o znacznie mniejszym talencie, niż Loewe, zaś zmuszanie jednego z największych działaczy muzycznych Niemiec do tego rodzaju działalności oznaczało katastrofalne marnotrawienie wielkiego talentu. Nie święci garnki lepią. Mimo to, Loewe swą niewdzięczną robotę wypełniał sumiennie i z zaangażowaniem.

Serce Carla Loewego, zgodnie z jego testamentem, spoczęło pod jego organami, na których grał przez 46 lat i które szczerze kochał i podziwiał.

Pod koniec II wojny światowej szczeciński kościół św. Jakuba uległ monstrualnemu wręcz zniszczeniu. Organy wcześniej zdemontowano i wywieziono ponoć do Drawska, gdzie dostały się w ręce czerwonoarmistów, po których nie było już czego zbierać.

Jednak kilka lat temu okazało się, że w jednym z zachowanych filarów katedry w dalszym ciągu spoczywa nienaruszone serce kompozytora. Co prawda i kościół już nie ten, i wyznanie inne, i organy nie te same i nie takie same… Ale serce Loewego wciąż stanowi o tożsamości tego miejsca, o duszy tej świątyni.

Dla mnie ogromnym przeżyciem było grać i nagrywać muzykę Loewego w jego katedrze, nad jego sercem. Jednym z największych takich przeżyć duchowych w ciągu całej mojej kariery.

Carl Loewe

Na górze – tablica oryginalna, na dole – współczesna. Dodatek w języku niemieckim dołączono pod spodem później, co samo w sobie jest symboliczne.

Dwa lata temu (2013, w rocznicę urodzin kompozytora) wziąłem udział w prawykonaniu Koncertu na organy, orkiestrę i chór „Carl Loewe in memoriam znakomitego kompozytora rodem ze Szczecina, Zbigniewa Kozuba. 60-minutowe dzieło wzbudziło ogromny entuzjazm wśród publiczności, licznie zgromadzonej w szczecińskiej archikatedrze.

W obszarze mojego zainteresowania znajdują się utwory organowe Carla Loewego.

Tych utworów nie ma dużo.

  • 20 Preludiów chorałowych
  • 24 Preludia organowe
  • Preludium (Vorspiel) C-dur
  • Introdukcja do oratorium „Die Festzeiten” e-moll
  • Fuga Es-dur
  • 3 fugi na tematy Carla Zeltera (niezachowane)
  • Tondichtung (poemat) Der barmherzige Bruder
  • Małe preludium As-dur (w innej wersji B-dur)
  • Drobne utwory ze Szkoły na fortepian: Allegro assai E-dur, Allegro H-dur, Trzygłosowa pieśń poranna „Wach auf mein Herz und singe” B-dur, Tempo giusto C-dur
  • 2 preludia A-dur (wątpliwego autorstwa)

Jak widzimy, brak w tym zestawie ambitniejszych utworów. Ale przecież nikt nie ma zamiaru czynić z Loewego kompozytora organowego! Podobno jak nikt nie oczekuje tego od Brahmsa, Mozarta, Schumanna – a mimo to sięga po ich nieliczne dzieła organowe.

Nie w ilości i nie w trudności utworów przejawia się talent kompozytora. Preludia chorałowe Loewego oraz jegoż introdukcja do oratorium „Czasy świąteczne” (byłbym za innym tłumaczeniem tej dziwnej nazwy – „Pory roku liturgicznego”) dają pożywkę dla duszy, zmuszają do rozwagi i nie pozostawiają obojętnym zarówno słuchacza, jak i wykonawcę.

Owe przygrywki chorałowe szczecińskiego kompozytora – to krótkie i proste, a mimo to niepozbawione talentu i wdzięku miniatury, korzeniami sięgające Orgelbüchlein Bacha, a jednocześnie nasycone elementami niemieckiego symfonizmu. Niemal każda z tych miniatur – to swoisty „poemat w kilku taktach”, mieniący się barwami i emocjami, wymagający od wykonawcy wyjątkowej detalizacji koncepcji, dbania o każdą nutę, o każdy użyty środek ekspresji.

Carl Loewe

Dziś cokół po pomniku Loewego został odwrócony i służy upamiętnieniu zupełnie innej postaci…

Carl Loewe

Ślepia po usuniętych literach czcigodnego nazwiska – trudno o smutniejszy przykład przemijalności losu…