Fortepian: początek końca

Problemy fortepianu, jego producentów, wykonawców i stroicieli nie zaczęły się dzisiaj.
One zaczęły się w momencie wynalezienia gramofonu. Potem było już tylko gorzej.

Lecz nie sam gramofon zaszkodził.

Zaszkodziła ogromna demokratyzacja muzyki. Przestała ona być domeną „wyższych warstw” społeczeństwa, hojnych mecenasów i sprzedajnych artystów. Okazało się, że nakręcić gramofon umie każdy. Zaś do słuchania gramofonu nie potrzeba ani pałaców, ani salonów, ani filharmonii. Gramofon można „kręcić” wszędzie.

Pozorne upowszechnienie się sztuki muzycznej doprowadziło ostatecznie do jej zagłady w sensie tradycyjnym. Przeminęła „demokratyczna” moda na klasykę – i nie ma już klasyki… Z tym że prawie już nie ma i tej „szlachty”, która kiedyś miała muzykę poważną, „wysoką sztukę”, na własność. Ze szlachetnej faworyty uczyniono drogą kurtyzanę, potem zrobiono tanią dziwkę, a teraz bezzębną staruchę wyrzucono na śmietnisko.

Ale zaczęło się od tego, że, mając gramofon, człowiek nie musiał już posiadać fortepianu… nie musiał umieć na nim grać… nie musiał płacić za koncerty i zapraszać do swoich salonów pianistów…

Z biegiem czasu „gramofony” stawały się co raz bardziej pojemne. Teraz mamy owoc żywota i długich lat pracy jakiegoś pianisty na krążkach, mieszczących się w jakichś 12 cm3. Tyle miejsca potrzebujemy, by zebrać razem i podsumować całe życie jakiegoś artysty. Artysta nawet nie może umrzeć, by odejść na zawsze. Zawsze bowiem pozostanie na naszej półce. Najczęściej zresztą nieruchomo. Bo mamy za dużo artystów! Co mi do geniusza Goulda czy Gilelsa, skoro do wyboru mam tysiące godzin innych nagrań, innych artystów, innej muzyki? Od przybytku głowa nie boli, lecz najczęściej jest przecież tak, że człowiek, tonący w morzu muzyki, wcale nie chce jej słuchać. Albo słucha… samego siebie. Dziwny los, dziwny przypadek…

A czy kolejny artysta ma szanse się urodzić? Czy ma szansę rozpocząć, przeżyć i skończyć swoje życie, by przynajmniej tak samo trafić na naszą półkę? Obawiam się, że nie. Mamy totalny przesyt. Mamy za dużo muzyki, świetnej, wspaniałej i wspanialszej. Mamy dość geniuszy. Za dużo seksu, chcemy postu!

Muzyka niestety umarła jako zjawisko, powstające tu i teraz, w tym momencie, pod palcami tego artysty na klawiszach tego fortepianu… Muzyka jest doskonale zarchiwizowana, lecz martwa. To, co jest na wyciągnięcie ręki – wcale nie ma na siebie zapotrzebowania. Przesycenie następuje nadzwyczaj szybko…

Jeżeli to są słowa muzyka, to co powie „zwykły” człowiek?

Muzyka i sztuka przyciągała, dopóki była elitarna. Wystawiona na zhańbienie na targu, szybko straciła całą atrakcję. Cham wyuczył się kilku dyżurnych słówek i to on teraz decyduje, co ma prawo do bycia.

„Demokratyczność”, dostępność, powszechność dobra kultury nie tylko pozbawia go charakteru elitarnego (co może nie jest najważniejsze), lecz wręcz odtrąca od niego. Nie daje możliwości rozwoju, zmiany… Archiwizowanie muzyki determinuje podejście do niej jako do sztuki retro.

A fortepiany niszczeją, nikomu niepotrzebne…

Zapytania z wyszukiwarki, prowadzące na tę stronę:

  • ars polonica gramofon (1)