Bądźmy razem

Wielu z Was zapewne zauważyło czerwone plakietki o mojej niedostępności przez prawie miesiąc. Nie – to nie zakażenie ani kwarantanna. Po prostu w chwili obecnej miałem być na środku Atlantyku, rozkoszując się rejsem na statku z Karaibów poprzez Wyspy Kanaryjskie, Gibraltar, Barcelonę do Savony, a przed i po rejsie zwiedzając Charlottenburg w Berlinie, Gwadelupę, Niceę, Monako, no i Paryż, gdzie dodatkowo miałem zamiar popracować w Bibliotheque Nationale de France nad rękopisami Cesara Francka.

Wbrew pozorom, stroiciel pianin wcale nie zarabia przesadnie dużo, ale i wycieczka statkiem nie jest obecnie niczym luksusowym, tak jak żadnym luksusem nie jest pobyt w sanatorium (pod wieloma względami między tymi dwoma sposobami na spędzenie czasu jest wiele wspólnego). Tym bardziej, że całą misterną konstrukcję wszystkich dojazdów, lotów, noclegów, wynajęć samochodu itp. zorganizowałem samodzielnie, bez przepłacanie za „wygody” pośrednictwa biura podróży.

Koronawirus skutecznie pokrzyżował wszystkie moje plany, a co za tym idzie, zamiast odpoczywać, prowadzę aktualnie wojnę na osiemnastu różnych frontach, próbując odzyskać choćby część wpłaconych pieniędzy, anulować lub przesunąć rezerwacje, licząc, że za rok szlag nie trafi cały przemysł turystyczny ostatecznie…

Niestety, koronawirus dotknął nas wszystkich. Nie, nie będzie tu jakichś celnych komentarzy i słownej brawury. Tak samo boję się go, jak i wszyscy. Próbuję zachować zdrowy rozsądek i umiar, nie wychodząc niepotrzebnie z domu, nie wykupując całego papieru toaletowego w najbliższej okolicy, kupując jedynie niezbędne produkty – i liczę na to, że tak samo zdroworozsądkowo zachowają się producenci, dostawcy i zarządcy, pozwalając mi zrobić kolejne zakupy w rozsądnej cenie – wtedy, gdy nadejdzie potrzeba.

Ale, oczywiście, boję się i tego, że zaburzeniu ulegnie cały rytm mojej pracy. Być może trwałemu zaburzeniu. Nie tylko mojej – wszystkich stroicieli. Nie tylko stroicieli – wszystkich tych, którzy pracują na siebie, i których działalność jest uzależniona zarówno od kontaktu z ludźmi, jak i od ogólnej koniunktury gospodarczej. W końcu, kiedy licho puka do drzwi, człowiek przestaje myśleć o strojeniu pianina.

Zastanawiałem się, czy istnieje jakaś bezpieczna formuła, która pozwalałaby w tych szalonych czasach prowadzić zwykły tryb mojej pracy, zachowując w bezpieczeństwie zarówno siebie, jak i właścicieli pianin i fortepianów, które potrzebują strojenia. Niestety, żadne sensowne rozwiązanie do głowy nie przychodzi, a nawet jeżeli, to stopień jego bezpieczeństwa zdaje się być mocno dyskusyjny. A przecież nie chodzi o oszukanie samego siebie… Pomimo tego, że stroiciel pracuje z instrumentem, a nie z człowiekiem, nie powinno się ani narażać siebie na wizytę w cudzym domu, ani na przyjęcie w swoim domu obcej osoby, która dodatkowo, zgodnie z rodzajem działalności, chodzi od drzwi do drzwi, od domu do domu, od pianina do pianina. Ryzyko jest niestety zbyt wielkie. Nie chcę ani kogoś zarazić, ani zostać zarażonym (i, przy okazji, zabrać komuś potrzebującemu szpitalne łóżko). Owszem, nie jesteśmy jak na razie ani Włochami, ani Francją czy Hiszpanią – ale prowadzenie zwykłej, codziennej działalności stroicielskiej byłoby jeszcze jednym przyczynkiem do tego, że będziemy mieli taki sam kolaps i paraliż, jak i wymienione kraje. Będąc osobą odpowiedzialną, nie powinienem do tego dopuścić.

Pozostaje natomiast kwestia tego, jak długo potrwa ten stan zawieszenia, i jak długo przeciętny człowiek może sobie pozwolić nie pracować. Umownie mówiąc, kiedy głód stanie się silniejszy od strachu. A przecież każde zapasy i zaskórniaki kiedyś się wyczerpią.

Trzeba sobie na wzajem pomagać. Czytam tu i ówdzie o różnych akcjach pomocowych – o tym, że Polacy w chwili kryzysu potrafią się zjednoczyć i wykazać się solidarnością. Co prawda, nie mieszkam w bloku i nie mam samotnych emerytów za sąsiadów, ale to nie znaczy, że nie mogę nikomu dać od siebie niczego. Mogę np. zrobić teściowi zakupy, aby starszy pan, mimo iż wciąż jest samodzielny, nie musiał kolejny raz narażać się na wizytę w markecie.

Nie mogę, co prawda, w chwili obecnej zaproponować wizyt i prac nad cierpiącymi i obolałymi instrumentami, ale mogę, skoro i tak jestem w domu, znieść opłatę za zaopiniowanie instrumentów i za datowanie pianin i fortepianów – przynajmniej do momentu, aż wrócą pozory normalności, a tryb awaryjny ustąpi miejsca normalnemu rozruchowi systemu. Tyle mogę zrobić od siebie, aby wszystkim nam było teraz odrobinę łatwiej.

Od jutra wszystkie moje internetowe usługi i konsultacje są bezpłatne do odwołania.

Wszystkim zdrowia i wytrwałości!