Jak się psuje rynek

Ktoś, kto gra na giełdzie, dobrze wie, jak istotna jest odpowiednia informacja. Lub dezinformacja…

Nie inaczej jest i z rynkiem fortepianów czy innych instrumentów muzycznych.

Śmiem twierdzić, że część figurujących na polskich aukcjach i tablicach ogłoszeń instrumentów wystawiona została specjalnie po to, by tym rynkiem… sterować. Nie tylko sterować, a i go kreować. Te instrumenty nigdy nie mają być kupione / sprzedane.

Wystarczy wystawić kilka lub kilkanaście fortepianów za kwotę rzędu 80.000-100.000 zł, a rynek fortepianów używanych diametralnie się zmienia. Kupujący, z przerażeniem oglądając poziom „rynkowych” cen, nagle się ucieszy, że wpada na fortepian za jedyne 19.000 złotych. I nawet nie wie, że 19.000, a nawet 9.999 zł – to żadna „okazja”. Tylko się dziwi, że nikt jeszcze nie kupił.

A przecież wiadomo, że fortepianu za 95 tysięcy złotych nikt nie kupi. Bo jest to oczywiste, że żadna instytucja nie będzie kupowała instrumentu na allegro. A jeżeli chodzi o ludzi „z gestem” w tym kraju, to fortepian będzie chyba ostatnią rzeczą, jaką sobie kupią.

Fisharmonia za 16 tysięcy? Proszę bardzo. Tak się kreuje rynek. Za szesnaście nikt nie kupi, to jasne, wystarczy odrobinę oleju w głowie. Ale w porównaniu z tą kwotą „marne” 2 tysiące wyglądają wspaniale, wręcz promocyjnie! Ktoś, kto zapałał ideą kupna fisharmonii, myśli, że właśnie złapał los za ogon. I nawet nie wie, że cena rynkowa oscyluje wokół kwoty 4x mniejszej.

Ja osobiście kupiłem mój pierwszy instrument zabytkowy – fortepian stołowy – za 2500 złotych. Dlatego wiem, o czym piszę. W porównaniu z innymi dostępnymi wówczas na rynku fortepianami stołowymi za 10.000, 5.000 i 3.990 zł ten wydawał się wręcz darmowym. Dopiero później się dowiedziałem, że taki instrument można kupić już za 850 złotych. Nie, nie gryzę się w łokieć – mój fortepian dał i daje mi tyle radości, że kupiłbym go ponownie za tę samą kwotę. Ale fakt pozostaje faktem – najniższa napotkana wówczas cena była jednak o wiele za wysoka w porównaniu z cenami rynkowymi.

Świadome psucie rynku działa również w odwrotną stronę. Mamy chrapkę na jakiś instrument? Tworzymy fikcyjne ogłoszenie o sprzedaży instrumentu tej samej firmy za śmieszne pieniądze, lub wręcz o oddaniu go za darmo. Zdjęcia nie stanowią problemu – w internecie ich pełno. Wówczas piszemy do właściciela wymarzonego instrumentu coś w stylu: „Jak? Pięć tysięcy? Taki instrument, proszę zobaczyć, kosztuje na rynku 500 złotych, więc tylko dlatego, że pański szczególnie mi się podoba, mogę dać za niego dwa tysiące”. Właściciel jest przerażony: najwidoczniej przeszarżował z ceną, rzeczywiście ten „chłam” nie jest chodliwy; jak teraz się go nie sprzeda, to potem można z nim się bujać latami… Tymczasem ogłoszenie o „okazji” sobie wisi, wisi, nie znika… Rzecz jasna, ktoś, kto takie ogłoszenie zamieścił, nie odbiera „chwilowo” telefonów i nie odpisuje na maile chętnych kupić instrument za deklarowaną kwotę.

Skąd o tym wiem? Bo rozmawiałem z właścicielami nie raz i nie dwa. Wiem, kto się kręci na rynku, co proponuje, czego poszukuje. Próbowałem czasem również bezskutecznie skontaktować się z nadawcami „okazyjnych” ogłoszeń, całkiem świeżych, by być nieaktualnymi. Wychodziłem z założenia, że, jeżeli ktoś ogłasza wszem i wobec chęć sprzedania instrumentu, powinien być zainteresowany w odbiorze zgłoszeń… A jednak nie.

Właściciel pewnego ciekawego fortepianu opowiadał mi o jeszcze jednej praktyce. Wystawił swój stary fortepian za 1500 złotych. W międzyczasie napisał do niego „znawca”, że „za ten rzęch może mu dać najwyżej 150 zeta”. Kurom na śmiech! Oczywiście, bezczelnego typa się olało. Lecz po dwóch tygodniach całkowitego bezruchu w sprawie fortepianu do zaniepokojonego właściciela odezwał się jeszcze jeden chętny, który grzecznie zaproponował za niego 600 złotych. Właściciel przytomnie ocenił, że „600 – to nie 150”, i za tyle fortepian sprzedał. Ale nie ulega wątpliwości, że wstępnie zakodował sobie właśnie kwotę „150”, a nie „1500”.

Nie oceniam tu, czy ten akurat fortepian wart był tysiąca pięciuset, czy znacznie mniej. Być może, 600 złotych to i była ta właściwa cena rynkowa (patrząc na wszystkie moje fortepiany, jestem skłonny uznać, że tak jest), zwłaszcza że więcej chętnych i tak nie było.  Ale kto zagwarantuje, że pierwszy i drugi „kupiec” – to nie była ta sama osoba?

Na koniec wypada powtórzyć znaną skądinąd myśl, że jesteśmy manipulowani znacznie częściej, niż zdajemy sobie sprawę. Nie tylko w relacjach bezpośrednich. Również poprzez kreowanie rzeczywistości, kiedy coś uznajemy za „drogie”, a coś za „tanie”. Coś za „doskonałe”, a coś za „kiepskie”.

Niesłodko mają ci, którzy, nie znając się na rynku, chcą wystawić swój instrument muzyczny na sprzedaż. Otwierają stronę allegro i widzą rozrzut cen na używane fortepiany: od 500 do 95.000 złotych. I myślą, że jak dadzą gdzieś „pomiędzy”, to będzie w sam raz. Dają cenę 25.000 i już zacierają ręce, wydatkując w myślach tę kwotę. Tymczasem… jestem gotów ręczyć, że nikt z klienteli Allegro za tyle fortepianu nie kupi. Zawodowi pianiści szukają instrumentów gdzie indziej, instytucje muzyczne – również. Amatorzy giełdy staroci dyktują natomiast swoje ceny, całkiem inne.

Przytomnie i bezinteresownie pomagam w wycenie instrumentów muzycznych (oraz w określeniu ich wieku) na potrzebę sprzedaży lub dla własnej satysfakcji. Piszcie (mail na stronie „Kontakt„).

 

Zapytania z wyszukiwarki, prowadzące na tę stronę:

  • fisharmonia cena (72)
  • pianino łódź (7)
  • allegro psuje rynek (4)
  • allegro psuje rynej (3)
  • kraków oddam pianino za darmo (2)
  • dlaczego allegro psuje rynek (1)
  • co zrobić gdy ktoś psuje ceny na allegro (1)
  • pianino nocturno 1989 wartość (1)
  • pianino oddam łódź (1)
  • pianino suita wymiary (1)
  • co się psuje w pianinach (1)
  • pianista ktory psuje rynek (1)