Sposób na niedocierające maile

Otrzymuję dużo maili – na tyle dużo, że nawet nie zdaję sobie sprawy, że któryś z maili może do mnie nie dochodzić. Zazwyczaj staram się nie ignorować korespondencji i jedynie w rzadkich przypadkach (np. nadchodzą do mnie zdjęcia pianina i ani słowa komentarza, nie mówiąc już o „dzień dobry, proszę…”. Czuję się wtedy niczym automat na żetony: wrzuć zdjęcie pianina – automat wyświetli cenę…) pozostawiam je bez odpowiedzi. To jedna sprawa.

Druga – poważniejsza – ma miejsce wówczas, gdy do odbiorców nie docierają moje odpowiedzi. Dlaczego tak się dzieje?

Niestety, nie wiem. Sądzę, że jakaś część tych odpowiedzi ląduje w folderze „Spam”. Zawsze też są problemy z wysłaniem odpowiedzi na skrzynki w Onecie (dotyczy również systemów pocztowych, które korzystają z interfejsu Onetu, np. po ostatniej metamorfozie poczta na gazeta.pl). Mimo iż ostatnio problem podejrzanie zniknął (bez mojego w tym udziału), nie można mieć pewności, czy nie odnowi się w przyszłości, gdyż znany jest od lat, i nie dotyczy to tylko mnie.

Rzeczą osobną jest, że tu i ówdzie przy podaniu danych kontaktowych poinformowałem, że proszę nie pisać do mnie ze skrzynek opartych na Onecie, gdyż moja odpowiedź niemal na pewno nie dotrze – ale są też tacy, którzy niczego sobie z mojej uwagi nie zrobili.

W momencie, gdy wysyłam do rozmówcy odpowiedź, nie mam możliwości sprawdzenia, czy ona dotarła. Tzn., gdyby nie dotarła (jak w przypadku Onetu), to moja skrzynka zostanie zalana automatycznymi powiadomieniami o błędach, kolejnych nieudanych próbach dostarczenia przez trzy kolejne dni itp. Natomiast nie mam żadnej wiedzy o tym, czy moja wiadomość nie trafiła do spamu.

Proszę wszystkich o sprawdzanie folderu „Spam” i o oznaczanie wiadomości od ap(a)ocross.net jako „nie-spam”.

Nie mam też wpływu na to, kto jak często odbiera wiadomości (znane są przypadki, kiedy jestem proszony o „pilną odpowiedź”, którą ktoś odczytuje po 2 tygodniach… albo np. ma jakieś „pytania dodatkowe” po kilku miesiącach, kiedy już w ogóle nie pamiętam sprawy ani nie zachowałem korespondencji…), ani czy ktoś zdaje sobie sprawę, że oczekiwana przez niego wiadomość wylądowała w folderze „Spam”. Ja zresztą również znajduję w spamie wiadomości od Czytelników, które nie noszą żadnych oznak bycia spamem i jedynie tylko Google wie, dlaczego tak je zaklasyfikował. Dlatego regularnie sprawdzam swój własny folder „Spam” i czasem wyciągam stamtąd ważne wiadomości, na które z niezamierzonym opóźnieniem odpisuję. Ale nie mam wpływu na innych i nie mogę nikogo zmusić, aby robił to samo.

Sprawy się mają wyjątkowo niefajnie, gdy chodzi o wykonanie zleceń odpłatnych, np. ustalenie roku produkcji pianina czy fortepianu. Jeżeli mój rozmówca nie odbierze mojej odpowiedzi, posądzi mnie o zajumanie 5 złotych! :) Nie życzę tego nikomu, a sobie przede wszystkim.

Ot, 21 listopada ktoś prosi mnie o datowanie pianina i wysyła przelew. Już 23 listopada odpowiadam – i dla mnie sprawa jest zamknięta, przynajmniej jeżeli chodzi o zobowiązania. Okazuje się, że moja odpowiedź „nie dociera” (przy czym ja nie dostaję żadnego „raportu o błędzie”, więc mam prawo sądzić, że jednak dotarła, choć może trafiła do spamu). 11 grudnia zniecierpliwiona rozmówczyni pisze do mnie: „Rozumiem, że w związku z okresem przedświątecznym ma Pan dużo pracy, mimo to chciałabym się przypomnieć ze swoją sprawą w razie gdyby Panu poprzedni mail uciekł. Wpłata została uiszczona tego samego dnia co był wysłany pierwszy mail”. No nie, żaden mail mi nie „uciekł”, pomimo „okresu przedświątecznego”. Natychmiast odpowiadam, że za chwilę znajdę wysłaną dawno temu odpowiedź i wyślę ją ponownie, a do tego proszę o potwierdzenie otrzymania. Po chwili wysyłam wcześniejszą wiadomość. W odpowiedzi – ani mru mru. Zakładam więc, że żadna, ale to żadna z moich odpowiedzi do odbiorczyni nie dotarła! Dziś (2 stycznia), zafrasowany tym, że nie wiem, co się dzieje, wysyłam swoją starą odpowiedź sam do siebie, na swój prywatny email, z którego jeszcze raz wysyłam ją do osoby zainteresowanej. A przy tym dopisuję, że „jest to moja ostatnia próba kontaktu z Panią”.

Dlaczego ostatnia? Bo ogon nie może merdać psem, a suma wszystkich opisanych wyżej czynności, poświęconego czasu, wysiłków, nerwów, emocji, niepewności, angażowania mojego prywatnego maila itp jest dla mnie mocno ambarasująca. Gdybym wiedział, jak to się potoczy, wolałbym nie dostać zlecenia za 5 zł, niż tak się z nim namęczyć.

Nie mogę, oczywiście, nikogo zmusić, aby podziękował mi za odpowiedź, za wykonaną pracę, a tym samym potwierdził, że otrzymał i przeczytał moją wiadomość. Większość ludzi to robi, ale nie wszyscy. Pomijając już aspekty ogólnoludzkie i humanistyczne (wiadomo, nie wszyscy amatorzy „cywilizacji łacińskiej” są zwolennikami Oświecenia…, stąd zapewne sam fakt wysłania przez nich 5 zł zawiera w sobie „automatyczne podziękowanie”, na dodatek wyrażone z góry), ja banalnie nie wiem, czy moja odpowiedź dotarła, i czy moje starania i wysiłki były komukolwiek potrzebne.

Nie mogę też nikogo zmusić, aby w ogóle przeglądał swoją skrzynkę mailową.

Moja zasada jest następująca: na każde opłacone zlecenie jest moja odpowiedź. Nie ma opcji, żebym świadomie nie odpisał i zawłaszczył sobie nawet 5 złotych.

A zatem postanowione: wprowadzam na stronie „zakątek”, w którym znajdą się moje odpowiedzi, co do których nie mam informacji, czy dotarły one do odbiorców. Tak więc podaję je do wiadomości publicznej. Sprawa dotyczy tylko i wyłącznie odpowiedzi zawierających informacje, za które ktoś zapłacił. Nie będę upubliczniał korespondencji prywatnej, która nie wiąże mnie z rozmówcą żadnymi obligacjami natury handlowej – wystarczy, że powyższym tekstem wskazałem na możliwy problem z dostarczeniem odpowiedzi i zasugerowałem możliwe rozwiązanie.

Nie wiem niestety, jak mój pomysł wygląda z punktu widzenia ochrony danych osobowych (obawiam się, że kiepsko). Muszę podawać przynajmniej adres mailowy, inaczej nikt się nie zorientuje, że ta wiadomość jest przeznaczona dla niego. Problem w tym, że często adresy mailowe zawierają w sobie nazwiska, imiona, nazwy firm i instytucji… W każdym razie, na życzenie osoby zainteresowanej będę umieszczone adresy mailowe usuwał.

Nie dostałeś ode mnie odpowiedzi, za którą zapłaciłeś? Sprawdź – może jest tutaj!

Zapytania z wyszukiwarki, prowadzące na tę stronę:

  • gdzie mozna wycenic stara niemiecka ksiazke z 1922 roku (1)
  • ile kosztuje pianino calisia rok 1974 (1)
  • ile warte są stare nuty (1)
  • jak sie nazywa ktos kto sprawia innym przykrosc (1)
  • kiedy powstalo maczupikczu wiek (1)