Kolejna porcyjka jadu

Cały czas odbieram jakieś dziwne telefony.

– Dzień dobry, chciałbym zlecić transport pianina.
– Dzień dobry, nie zajmuję się transportem pianin.
– Ale znalazłem pana w internecie.
– Tym nie mniej, przykro mi.
– No to co pan robi w internecie? Żartuje pan sobie ze mnie?

***

– Dzień dobry, czy skupuje pan stare pianina?
– Nie.
– Ale ja wpisałam do Google „skup pianin” i wyskoczyła mi pana strona.
– A czy zapoznała się pani z jej treścią?
– No nie, bo po co? Chcę tylko sprzedać pianino.
– To proszę sprzedawać dalej.

***

– Dzień dobry, mam w domu pół czaszki słonia.
– A co to wspólnego ma ze mną?
– No skupuje pan kość słoniową.
– No nie skupuję.
– Niech się pan nie boi, nie jestem z policji.
– Nie boję się, po prostu nie zajmuję się skupem kości słoniowej.
– Ale jak wpisałem do internetu „skup kości słoniowej” to wyskoczył mi pan.
– Dobrze, że nie wyskoczył panu słoń.

***

– Dzień dobry, czy to profesor Rottermund?
– Dzień dobry. Niestety, nie.
– A bo znalazłam stronę w internecie i pomyślałam, że to jego strona.

***

– Dzień dobry. Jeden dźwięk w moim pianinie dziwnie brzmi [w tle słychać uderzany dźwięk]. Co się z nim dzieje?
– Nie wiem. Nie stroję pianin na telefon.
– Nikt nie mówi, że pan stroi. Pytam się, dlaczego ten dźwięk tak dziwnie brzmi?
– Nie wiem, ale, jeżeli zaprosi pan stroiciela, z pewnością znajdzie on i wyeliminuje problem.
– To to ja i bez pana wiem. Mam kolejne pytanie: moje pianino stoi w niedużym pomieszczeniu. Grając na nim przez dłuższy czas, czuję, że głuchnę. Dlaczego tak jest?
– Nie wiem.
– To co pan w ogóle wie?!
– Wiem, że nic nie wiem. Na przykład nie wiem, kim pan jest i z jakiej racji do mnie dzwoni z takimi pytaniami.

***

– Dzień dobry. Widzę, że prowadzi pan telefoniczną wycenę pianin?
– Dzień dobry, źle pani widzi. Jest wyraźnie napisane, że mailową, a nie telefoniczną.
– No dobrze, rozgryzł mnie pan. Widzę wszystko dobrze, ale po prostu chciałam sobie zadzwonić. Ale mam problem: nie mogę znaleźć numeru seryjnego.
– To proszę zamówić stroiciela, który przyjdzie, znajdzie numer seryjny i dokona wyceny na miejscu.
– W ogóle nie chce mi pan pomóc!
– Pomagam na swoich warunkach, czyli mailowo.
– Dziękuję, nie skorzystam!
– No i koniom zrobiło się lżej.

***

– Dzień dobry, ja w sprawie wyceny fortepianu.
– Wycena jest możliwa mailowa bezpłatna lub osobista odpłatna.
– Tak, wiem, czytałam, ale nie chce mi się robić zdjęć, a opisu nie umiem utworzyć. Kiedy ma pan czas na wizytę?
– W piątek.
– Dobrze. Ile wycena osobista kosztuje?
– XXX zł ustna, XXX pisemna.
– Dobrze. Na czym polega różnica?
– Wycena ustna polega na tym, że tylko informuję panią, jaka jest wartość fortepianu, zaś ekspertyza pisemna obejmuje pełne ustalenie stanu technicznego, informacji historycznych, ocenę wartości instrumentu jako zabytku i jako czynnego instrumentu muzycznego, określa niezbędny zakres remontu i wartość instrumentu w stanie obecnym i po remoncie. Jest to taki papier, który dokumentuje stan techniczny i pochodzenie historyczne fortepianu.
– Czy wycena pisemna bardziej pomoże w sprzedaży fortepianu, niż ustna?
– Podana ustnie kwota będzie tylko do pani wiadomości, a dokument stanowi pisemne potwierdzenie klasy instrumentu, ustalonej przeze mnie osobiście.
– A powie mi pan, czy instrument „Hornung & Moeller” to fortepian, czy klawesyn?
– Fortepian.
– A czy to możliwe, że zbudowano go w 1760 roku?
– W tej chwili nie pamiętam, od kiedy istnieje firma.
– A ile można dostać za taki fortepian?
– Proszę pani, nie wyceniam fortepianów na telefon.
– Ach nie wycenia pan fortepianów na telefon? No to ja się jeszcze zastanowię i odezwę, kiedy będę miała czas.
– Niewątpliwie. Do widzenia.

***

– Dzień dobry, mam w Kłodzku pianino do naprawy.
– Dzień dobry, ale ja nie zajmuję się pianinami w Kłodzku.
– Ale znalazłam pana w internecie.
– Nigdzie nie pisałem, że pracuję w Kłodzku.
– To co mam teraz robić?
– Znaleźć kogoś z Kłodzka.
– No ale ja już szukałam i trafiłam na pana. Na nikogo innego nie trafiłam.
– Proszę poszukać więcej i lepiej.
– Może pan zna kogoś z Kłodzka?
– Niestety, nie znam.
– Nie dość, że pan sam się wymiguje, to jeszcze nie chce mi pomóc.
– Ależ chcę. Może zróbmy tak: pani przywiezie do mnie pianino, a ja je pani naprawię.
– Aaaa nieee. Ja mam wozić pianino?
– No, wie pani… Jak jest pani chora, to jedzie do szpitala, a nie szpital jedzie do pani. Jak samochód się psuje, to odstawia pani go do mechanika, a nie zaprasza mechanika w odwiedziny.
– I gdzie miałabym zawieźć pianino?
– Do Warszawy.
– Do Warszawy?! Żartuje pan?
– Jak mógłbym.
– Warszawa mnie nie interesuje. Ja wpisywałam „naprawa pianin Kłodzko”.
– To proszę usiąść sobie za komputerem raz jeszcze i poszukać uważniej.
– Skąd mogę wiedzieć, że znów nie natrafię na pana?
– To już, niestety, zależy tylko i wyłącznie od pani, na co pani natrafi.
– Nie powinien pan w ogóle mi się w Kłodzku wyświetlać.
– Zgadza się. Proszę kazać mnie usunąć.

***

– Dzień dobry, poszukuję pianina i chciałbym, żeby obejrzał pan ze mną kilkanaście pianin na Mazowszu.
– Dzień dobry, niestety, na kilkanaście pianin mogę nie mieć czasu ani chęci.
– No jak to, napisał pan, że lubi oglądać różne pianina.
– Napisałem, że „żaden stroiciel nie lubi oglądać pianin”, gdyż „jest to strata czasu”. Czyli coś dokładnie przeciwnego.
– Aha, czyli chyba nie doczytałem.

***

– Dzień dobry, dzwonię w sprawie wyceny pianina.
– Dzień dobry, słucham.
– Dlaczego wycena pianina jest bezpłatna?
– Bo mam taką zachciankę.
– A na czym pan zarabia?
– ?!? Nie uważam, że swoje zarobki powinienem z panią omawiać.
– Bo próbuję zrozumieć, gdzie tu jest haczyk.
– To proszę próbować dalej.

***

– Dzień dobry, ja w sprawie renowacji pianina.
– Dzień dobry, słucham.
– Moja znajoma zastanawia się nad renowacją pianina.
– Tak.
– I to pana strona internetowa, Ars Polonica?
– Tak.
– Aha, czyli prowadzi pan stronę firmową w postaci bloga?
– Nie rozumiem pytania.
– Bo wie pan, ja z pewną trudnością odnalazłam ofertę pana firmy.
– Ale jednak się udało.
– Tak, ale gdyby korzystał pan z usług specjalistów od indeksowania strony, Google lepiej by ją pozycjonowało.
– Proszę pani, Google doskonale ją pozycjonuje.
– I tu się pan myli. Google będzie banowało strony, które nie są pozycjonowane zgodnie z jego wytycznymi, przez osoby do tego niepowołane.
– I rozumiem, że pomogą mi w tym…
– Tak, my współpracujemy z Google i korzystamy wyłącznie z jego wytycznych, a Google stron wypozycjonowanych przez nas nie banuje. Pana profesjonalnie zrobioną i wypozycjowaną stronę odwiedzi znacznie więcej klientów. Czy ma pan czas jutro o 12.15 na bezpłatne spotkanie w celu przedstawienia oferty?
– Jeżeli zjedzie pani myszką na dół strony, zobaczy pani liczbę odsłon, oscylującą w granicach 700 tysięcy.
– Faktycznie… Proszę pana, ale jako firma współpracująca z Google…
– … Google przestrzegało przed osobami podszywającymi się pod ich „współpracowników” i nagabującymi głupich klientów na odpłatne usługi rzekomo w imieniu Google.
– Ale my nikogo nie nagabujemy i nie naciągamy…
– Google nie współpracuje z żadną firmą od usług SEO.
– Ale z firmą „Fachowcy pl” współpracuje!
– Dokładnie tak samo, jak i ze mną. Mogę państwu zaproponować wypozycjonowanie państwa witryny internetowej. Czy znajdzie pani czas na spotkanie jutro?

***

– Dzień dobry. Chciałam zapytać, czy warto kupić fortepian z 1876 roku. Pisze na nim „goldene medale” i nie ma czterech strun.
– Jakiej firmy lub marki jest instrument?
– Proszę pana, ja się na tym nie znam.
– Powinno być napisane obok „złotych medali”.
– Jestem zupełnym laikiem, nie znam się na tym ani na niczym innym. Wiem tylko, że jest niemiecki. Albo austriacki.
– Ale gdyby kupowała pani samochód, też spisałaby pani jego rocznik i kolor, a nie zanotowałaby marki?
– Czyli nie jest pan w stanie mi pomóc.
– Jestem w stanie pani pomóc, ale nie wiem, czy jest pani w stanie skorzystać z mojej pomocy.

***

– Dzień dobry. Potrzebuję sprzedać fortepian z 1910 roku.
– Dzień dobry. Nie skupuję fortepianów.
– A czy podejmuje się pan pośrednictwa?
– Czasem zgłaszają się do mnie osoby, które poszukują fortepianu.
– I może im pan zaproponować mój fortepian?
– Mogę polecać tylko taki fortepian, który znam i uważam, że jest wart polecenia.
– No to gdzie mogę sprzedać fortepian?
– Na Allegro, OLX, mojej giełdzie instrumentów muzycznych.
– A, no tak, wiem. Ale przecież tam się nie da sprzedać, bo tam jest praktycznie zerowe zainteresowanie fortepianami.
– No to myśli pan, że ja znam jakieś tajemne, ukryte przed ogółem miejsca, gdzie zainteresowanie fortepianami jest o 100% większe?
– No nie wiem. Dzwonię i się dopytuję.
– Przecież powiedziałem: instrumentu, którego nie znam, nie mogę polecać.
– No i co z tego?
– To, że zawsze może pan sprawić, że ja pana instrument poznam.
– I ja mam płacić za pana wizytę? Ja chcę sprzedać fortepian, a nie dokładać do niego.
– Ależ oczywiście. Proszę sprzedawać. Przecież nikt panu nie przeszkadza.

***

– Dzień dobry, chciałbym kupić pianino. Jak się do tego zabrać?
– Dzień dobry. Wszystko jest szczegółowo opisane na stronie, z której pan do mnie dzwoni.
– No tak, ale ja nie mam czasu tego wszystkiego czytać.
– A ja niestety nie mam czasu z panem rozmawiać.

***

Drodzy Państwo! Google – to nie książka telefoniczna! Google służy do wyszukiwania stron internetowych, a nie postaci czy firm. Każda z postaci lub firm znajduje się na jakiejś stronie internetowej, z której treścią najwyraźniej należy się zapoznać! Gdyż kontekst tej strony może być całkowicie inny, niż się spodziewamy! Jeżeli, dajmy na to, ktoś pisze o pijaństwie, to nie znaczy to, że jest to strona pobliskiego geszeftu monopolowego lub miejscowego skupu butelek, i że zakładka „kontakt” zawiera telefon do kierowniczki sklepu! Jeżeli ktoś pisze o krówkach i kaczuszkach, to nie znaczy, że jest to strona o kaczuszkach w brytfannie!

No jest mi bardzo „przykro”, że mam taką stronę internetową, która na ogromną większość około-fortepianowych zapytań znajduje się w ścisłej czołówce wyników wyszukiwania, ale nie zwalnia to nikogo z konieczności lektury, a dokładnie, czytania ze zrozumieniem.

Ot, na końcu postu Transport fortepianów umieściłem adnotację:

PS. O tym, że ja nie świadczę usług transportu fortepianów i pianin, dowiadują się tylko ci, którzy umieją czytać ze zrozumieniem. Serdecznie pozdrawiam przedstawicieli kolejnej Mniejszości! Pozostała większość już szuka zakładki „Kontakt” i zaczyna wydzwaniać…”.

I co? A nic. To nie działa. Miłe, grzeczne aluzje nie spełniają swojej roli. Tutaj przydałaby się łopata.

Na koniec kolejny zabawny przykład.

Na swojej oficjalnej, acz od dawna nieaktualizowanej stronie www.concertorganist.eu umieściłem wykaz instrumentów, na których grałem. Wśród instrumentów różnych firm widnieje „Mariusz Syller, Milanówek”, gdyż na organach, które pan Mariusz był zbudował, grałem kiedyś koncert. Przy okazji, widnieje tam kilkadziesiąt innych firm z całej Europy (nie wyłączając Polski), na czyich organach miałem okazję grać.

Któregoś wieczoru dzwoni telefon.

– Dzień dobry, chciałabym poinformować, że w piątek jest pogrzeb do zagrania.
– Dzień dobry. Pogrzeb? Jaki pogrzeb? Czyj pogrzeb? Gdzie pogrzeb?
– No jak to gdzie? W Milanówku.
– A co niby wspólnego ma to ze mną?
– No jak to co? Wpisałam do google’a „organista Milanówek” i wyskoczyła mi pana strona.
– Nie jestem organistą parafii w Milanówku, i nic takiego nie znajduje się na mojej stronie.
– Wyskoczyła mi pana strona. Ale pan, jak widzę, wprowadza ludzi w błąd.
– Ale czy czytała pani to, co jest napisane na stronie, którą pani znalazła?
– Nie musiałam czytać. Jeżeli wpisuję „organista Milanówek” i zaraz wyskakuje mi pana strona, mam prawo sądzić, że znalazłam to, czego szukałam.
– Dobrze. A ja mam prawo zostać w piątek w domu i nie pojechać na żaden pogrzeb do żadnego Milanówka.
– A to skąd pan jest?
– Z Warszawy.
– No to cały czas pan mi tylko głowę zawraca.

Wymiękłem, po prostu wymiękłem. Zwłaszcza, że był to pierwszy tego rodzaju telefon (strony „Ars Polonica”, która już zdążyła mnie nieco zahartować, jeszcze wówczas nie było). Powiedziałem pani, że dobrze, zagram jej ten pogrzeb, ale będzie to ją kosztowało 500 złotych. Pani, coraz bardziej wściekła, odparła mi na to, że „ona pójdzie do proboszcza, i to proboszcz mnie zmusi do zagrania pogrzebu, i to w ramach pensji”. Powiedziałem, że oczywiście, niech tak zrobi. Ostatecznie nie wiem, kto tam kogo ustawił, czy miejscowa organistka miała awanturę i kto grał na pogrzebie, ale na pewno nie byłem to ja.

Tyle że tego rodzaju „zepsuty telefon” ja mam obecnie codziennie, czasem po kilka razy dziennie. To mnie naprawdę przerasta.

Zwłaszcza przerastają mnie pytania w stylu „to co pan robi w internecie?”. Jakbym musiał kogoś pytać o pozwolenie, czy przepraszać, że mam fachowo wypozycjonowaną stronę. Nie dość, że nachodzą mnie jakieś ichmoście, to jeszcze oburzają się, że znów muszą szukać, a ja im „tylko głowę zawracam”.

I mimo wszystko jeszcze raz dziękuję tym, którzy czytają zawartość strony i kontaktują się ze mną konkretnie i rzeczowo. Z takimi osobami przyjemnie się pisze i rozmawia.

Następna porcja trucizny – w „Biurze obsługi klienta”.

Zapytania z wyszukiwarki, prowadzące na tę stronę:

  • MARIUSZ SYLLER (4)
  • jak nazywa sie czlowiek ktory naprawia instrumenty (3)
  • wycena perel naszyjnikow perel kontakt wroclaw (2)
  • gdzie w warszawie można wycenić perły (2)
  • jak się nazywa osoba która wycenia stare obrazy (1)
  • jak sprawdzic jakosc perel (1)
  • naprawa pianin kłodzko (1)
  • naprawa pianina Inowrocław (1)
  • perły z certyfikatem gdzie sprzedac wrocław (1)
  • wycena perel forum (1)
  • jak nazywa sie sprzedawca antykow (1)
  • jak nazywa sie osoba ktora wycenia zabytki (1)
  • jak nazywa się osoba która wycenia wartość antyku (1)
  • jak nazywa się osoba która naprawia łóżka (1)
  • jak nazywa sie ktos kto zajmuje sie antykami (1)
  • jak nazywa sie czlowiek ktory nie lubi swojego kraju (1)
  • jak nazywa sie czlowiek ktory kupuje zabytki (1)
  • jak nazywa sie czlowiek co wycenia (1)
  • gdzie sprzedac prawdziwe perly (1)
  • gdzie sprzedac perely wroclaw (1)
  • czy pianino legnica można przewozić na leżąco (1)