Fortepian po remoncie? Sprawdź, zanim kupisz!

Jakiś czas temu z pewną osobą odbyliśmy wojaż po fortepianach. Zadaniem było wytypować i kupić fortepian używany, w nieco wyższej, niż przeciętna, cenie, w doskonałym stanie, w pełni przygotowany do gry i na lata, oprócz strojenia, niewymagający nakładów finansowych.

Jako że internet pełen jest różnego rodzaju eksponatów w cenie od 500 do 5000 złotych, którym to eksponatom bardzo daleko jest do sprawności użytkowej, od samego początku celowaliśmy w instrument po wykonanym remoncie generalnym.

Remont generalny fortepianu ma różne definicje. Czasem to wymiana wszystkiego, zaś czasem – jedynie tego, co jest złe, zaś poddawanie konserwacji i regulacji tego, co jest dobre. Nie ma tu reguły, które rozwiązanie jest lepsze, a które gorsze. Wiele zależy od tego, czym był instrument przed remontem, i czy to, co zostanie w nim zachowane oryginalne, będzie lepsze od podzespołów nowych, które mogłyby zostać zainstalowane.

Przede wszystkim jednak, remont zależy od tego, kto i jak go przeprowadza.

Niestety, cena dobrego remontu nigdy nie będzie mała – bez względu na to, czy remont jest bardziej inwazyjny, czy bardziej zachowawczy. Oczywiście, nie wyklucza to sytuacji, gdy kiepski remont kosztuje dużo – ale raczej na pewno nie spotkamy się z sytuacją, kiedy dobrze przeprowadzony remont kosztuje mało. Remont fortepianu wymaga dużo czasu i staranności, a poza tym zakupu dobrej jakości podzespołów.

Są, oczywiście, i „remonty” za 5 tysięcy. Są też remonty „budżetowe” polegające na wymianie jednego-dwóch podzespołów, albo zakupionych za dwa dolary na alibabie, albo wręcz zmajstrowanych na kolanie. W tej sytuacji właściciel (obecny lub przyszły) jest zaczarowany hasłem „fortepian po remoncie” i myśli, że tanim kosztem posiądzie on fortepian w pełni sprawny i użytkowy. Tymczasem taki instrument jest albo bezpowrotnie spartaczony, albo dopiero kwalifikujący się do prawdziwego remontu.

Prawda jest taka, że pełnowartościowy remont fortepianu nigdy nie będzie kosztował mniej, niż 10 tysięcy złotych, ale równie dobrze może kosztować i 15, i 20, i jeszcze więcej (zwłaszcza jeżeli chodzi o instrumenty Steinwaya, które uważane są za oryginalne jedynie w przypadku zastosowania podczas remontów oryginalnych podzespołów i metod pracy).

Wszyscy lubimy polować na okazje, ale chciałbym tutaj uczulić: remont fortepianu za 5000 złotych to NIE JEST okazja!

Dlaczego? Bo szanująca się firma o pewnym dorobku nie będzie nawet zainteresowana podjęciem się prac, jeżeli będzie mowa o kwocie mniejszej, niż 10 tysięcy. Za mniej godzą się pracować ci, którzy imają się wszystkiego, a przy tym poważnych, dobrze płatnych zleceń nie mają. Umownie mówiąc, ktoś, kto nie ma zleceń i siedzi bez grosza, zgodzi się wykonać usługę za dowolną kwotę, byleby coś móc włożyć do garnka. Natomiast, jeżeli warsztat fortepianmistrzowski już nie raz wykonywał remonty za kwotę 10 tysięcy i wyżej, ma zlecenia, klientów i reputację, to nie ma żadnych powodów, dla których musiałby taki sam remont wykonywać za połowę zwykłej kwoty. I to niezależnie od tego, jaka faktycznie jest wartość remontu. W pewnym momencie płaci się za reputację, a nie za liczbę wykonanych ruchów i zużytych roboczogodzin czy roboczodni.

Z remontem fortepianu jest jak z remontem samochodu. Wiele rzeczy można ukryć, zepsuć, zrobić tak, że za chwilę znów się zepsuje. Zamiast markowych podzespołów można wstawić tańsze zamienniki. Błędy w sztuce można łatwo ukryć wizualnie. Ostatecznie fortepian będzie wydawał dźwięki, a jego właściciel nawet się nie zorientuje, że w środku może być coś mocno nie tak.

Jeżeli w przypadku samochodu remont przywraca mu sprawność i walory użytkowe, nie zmieniając istoty samego samochodu, to w przypadku remontu generalnego fortepianu to, co wskutek tego remontu powstaje, rzadko kiedy jest nadal tym samym fortepianem, co był przed remontem.

Im więcej podzespołów ulegnie wymianie, tym więcej szans, że będziemy mieli całkowicie inny fortepian, niż dotychczas. A jaki on będzie, ten nowy fortepian – zależy wyłącznie od osoby, wykonującej remont.

Co więcej, sam fortepianmistrz, remontując fortepian, najczęściej nie wie, co powstanie w wyniku jego działań. „Nowy” fortepian może być dziełem harmonijnym, świeżo brzmiącym, inspirującym do grania – a może stać się banalnym składakiem o przypadkowym brzmieniu, którego już się nie da poprawić, jak by tu nie intonować młotków.

Chodząc po salonach i sprawdzając fortepiany (również pianina), często słyszymy zapewnienia fortepianmistrzów, że „instrument musi się rozegrać, żeby zaczął brzmieć jak należy”, że będzie on brzmiał zupełnie inaczej w innym pomieszczeniu, że „najpierw transport, potem strojenie, a potem dopiero państwo usłyszą, jak on brzmi”.

Jest to jeden z wielu mitów na temat fortepianów, pianin oraz ich remontów. Do niedawna sam tak uważałem, powielając ten mit w swoich sądach i wypowiedziach.

Obecnie uważam, że to wszystko jest nieprawda. Instrument po remoncie albo brzmi od razu, albo nie zabrzmi nigdy. Transport, inne pomieszczenie, nastrojenie – podobno dodatku soli do dania, zmienią nieco brzmienie, a dokładniej jego kontekst. Lecz nigdy nie zmienią samej istoty brzmienia. Jeżeli dźwięk pianina jest perkusyjny, mało śpiewny, szybko gasnący – ani zmiana pomieszczenia, ani nastrojenie pianina tego dźwięku nie zmienią.

Nieco więcej uwagi warte jest twierdzenie o tym, że „instrument musi się rozegrać”. Od razu zaznaczam: to też uważam za nieprawdę. Otóż „rozegrać się” musi fabrycznie nowy fortepian lub pianino. Mechanizm musi się dotrzeć, klawiatura – ułożyć, w młotkach powinny się pojawić pierwsze bruzdki. Co więcej, znamy i lubimy instrumenty najlepszych marek nie na poziomie zapoznania się z nimi w sklepie lub fabryce, lecz już na sali koncertowej, na uczelni, w nagraniach – gdzie te instrumenty już funkcjonują, już mają opinię instrumentów udanych (a proszę wierzyć, nawet Steinwaye zdarzają się nieudane). Znamy więc, jaką drogę brzmieniową przechodzą instrumenty poszczególnych firm; jak po roku (pięciu latach) eksploatacji brzmi Steinway, a jak Yamaha, Bluthner czy Kawai.

Ale jak będzie się rozwijał instrument nie nowy, lecz poskładany z różnych podzespołów, z większą lub mniejszą umiejętnością, przez pana z warsztatu? Tego nie wiemy, gdyż w tym przypadku nie ma żadnej powtarzalności doświadczeń, cechującej instrumenty fabryczne. Teoretycznie, można założyć, że wyremontowany fortepian również powinien się rozegrać, żeby „zabrzmieć na 100%”, ale nie da się tego stwierdzić empirycznie. Może się okazać, że fortepian, po złożeniu i nastrojeniu go w warsztacie remontowym, w dalszej kolejności będzie brzmiał już tylko gorzej. Jest to bardziej niż prawdopodobne, gdyż wyremontowany instrument mimo wszystko nie jest instrumentem nowym ani młodym, nie ma „chorób wieku dziecięcego”, zaś jego stan przypomina poziom naładowania baterii i po 100% naładowaniu w momencie wyjścia z pracowni fortepianmistrzowskiej ulega jedynie dalszemu rozładowaniu. W tym przypadku nie ma tych rezerw, skąd może się wziąć ów „wybuch jakości i piękna”, znany z pierwszych lat użytkowania fabrycznie nowych instrumentów po ich wstępnym rozegraniu.

Często, oglądając w pracowniach remontowych wystawione fortepiany, spotykamy się ze źle wyregulowanym mechanizmem. Och, biada nam! Wkurzony fortepianmistrz zaraz zacznie sugerować, że „nie umiemy grać”, że „jak się nauczymy, to wtedy będziemy wiedzieli, że mechanizm jest wyregulowany dobrze” (znam to z autopsji!). Jeżeli jednak nie da się ukryć, że w „całkowicie wyregulowanym mechanizmie” tremolują (repetują) młotki, fortepianmistrz zaraz nam powie, że „to normalne, mechanizm powinien się rozegrać, najpierw fortepian trzeba przewieźć, ustawić, a potem zabierać się za ostateczne szlifowanie szczegółów”.

Znów nieprawda. Jeżeli w salonie fortepian nie jest dostatecznie „wyszlifowany”, oznacza to, że sprzedawcy nie chciało się go przygotować. Dlaczego? Bo widocznie uznał, że gros klientów to ludzie, którzy będą ten fortepian sprawdzać, pykając jednym palcem „Do Elizy”. Oznacza to również, że za wykończenie fortepianu na miejscu zapłacimy osobno, i to całkiem niemało (w myśl zasady, że bardziej opłaca się kupić jeden bilet kolejowy na odległość 100 km, niż dwa bilety po 50 km każdy). No i znów że: mechanizm, który „powinien się rozegrać”, rozegra się wyłącznie in minus, nie zaś in plus. Czyli po prostu ulegnie jeszcze większemu zużyciu, niż to miało miejsce podczas zakupu wyremontowanego fortepianu. Zużyciu, nie polepszeniu.

Decydując się na remont generalny swojego fortepianu, pamiętajmy, że na zawsze żegnamy się z jego dźwiękiem. To, co otrzymamy po remoncie, może być na swój sposób instrumentem bardzo udanym, lecz nie ma takiej siły, żeby z nowych podzespołów „ułożyć” stare, dobrze nam znane brzmienie.

Remont zabytkowych fortepianów – to w ogóle temat-rzeka, istny ból głowy i problem nad problemami. Być może, wezmę się kiedyś za jego opisanie. Ale już w tej chwili przypomina mi się pewien epizod, kiedy oglądałem w pewnej pracowni całkowicie wyremontowany warszawski fortepian Kerntopfa.

Fortepian ten był znakomity wizualnie, ale przeciętny brzmieniowo. Nie brzmiał on tak, jak brzmią oryginalne Kerntopfy. Zapytałem fortepianmistrza, co było robione z fortepianem. Wszystko „tradycyjnie”: nowe struny, nowe kołki, nowe młotki, nowe tłumiki, szpanowanie i ustawianie rezonansu. A fortepian nie brzmi. Co więcej, fortepianmistrz nie widział w tym żadnego problemu. „Zabrzmi po rozegraniu się” – usłyszałem tradycyjną branżową „gadkę”. Stopniowo, w luźnej rozmowie, wyjaśniło się, że fortepianmistrz nie tylko nie wie, jak brzmi oryginalny Kerntopf, ale i nawet nie próbował tego dociec. Nawet nie próbował odtworzyć to, z czego Kerntopf był niegdyś sławny. Dla niego fortepian – to zlepek elementów, „które muszą działać, funkcjonować”. Wszystko, co jest zużyte, wymieniamy na nowe – takie, jakie można kupić w sklepie internetowym, a nie takie, jakie mógł stosować sam Jan Kerntopf wraz z synem. „Kogo by to tam interesowało, co oni sobie stosowali”? Skąd to niby dziś wziąć? „Fortepian musi grać, a nie stać w muzeum”, „nikt nie zapłaci za żywą relikwię, tylko za grający instrument”… Szkoda kontynuować. Okazuje się, że to, czym był dany fortepian Kerntopfa, nie ma dla fortepianmistrza żadnego znaczenia. Jest to bardzo utylitarne podejście do fortepianu; całkowity brak szacunku wobec zabytków i wobec własnej krajowej historii budownictwa fortepianowego, z której Polska powinna być dumna.

I jeszcze jeden epizod, równie wymowny. Odwiedzając pewną pracownię, specjalizującą się w odnowieniu Steinwayów, ja, chodząc od jednego fortepianu do drugiego, każdy sprawdzając „własnoręcznie”, szukałem to, co dla mnie (i dla wielu pianistów) jest w Steinwayu ważne. Szukałem m.in. idealnie ustawionego mechanizmu pedałowego, zapewniającego dobrze wszystkim znaną wielostopniową steinwayowską pedalizację, z której słynie Steinway, i która na łopatki kładzie rozwiązania pedałowe innych producentów fortepianów, nawet tych najlepszych.

O tej możliwości fortepianów Steinwaya wie każdy mniej lub bardziej rozgarnięty pianista, bo tego – inaczej, niż talentu i innych rzeczy nieuchwytnych – banalnie „uczy się w szkole”. Oczywiście, o ile w szkole jest choćby jeden dostępny dla uczniów (studentów) Steinway. I o ile chodziło się do szkoły muzycznej, a nie tylko do pewnego znanego technikum.

Ja też o tym wiem nie od św. Cecylii, nie od samego Steinwaya, lecz ze szkoły, gdzie pierwsza lekcja na Steinwayu polegała na ponownym odkryciu dobrze znanego instrumentu (o nazwie „fortepian”), na wypróbowaniu głębi pedału, na próbie odnalezienia siebie w głębinach możliwości tego instrumentu (mówię o tym wcale bez zachwytu, gdyż Steinway nie jest moim osobistym ideałem fortepianu). To jest normalna, podstawowa pianistyczna wiedza.

Tymczasem, o tym… nie wiedzieli w renomowanej pracowni, specjalizującej się w Steinwayach. Kiedy mówiłem o wielogradacyjnym działaniu prawego pedału u Steinwaya, patrzyli się na mnie niczym na stracha na wróble. W mojej obecności jeden z pracowników wlazł pod fortepian i, oglądając pedał, stwierdził, że on „nic takiego tu nie widzi, żeby można było cuś poprawić czy naprawić”. No, pedał trochę skrzypiał, to „normalne”, „pasek by można wymienić”, ale skąd tu „wziąć” ową wielostopniowość, skoro nie widzimy, gdzie ona tam może się ukrywać? No cóż, niektórzy nie widzą duszy, ale wiedzą, że ona jest. Nie wiem, jak tam z duszą, ale wiem, że wielostopniowa pedalizacja w Steinwayach jest, więc spodziewałbym się, że to raczej pracownicy renomowanego warsztatu mi o niej ze szczegółami opowiedzą, a nie ja im.

A więc: kiedy poszukujemy fortepianu i widzimy sprzedawany instrument znanej firmy „po remoncie generalnym”, ostatnia formułka nie dość, że nie powinna nas uspokajać – ot, niby zaraz kupimy „instrument doskonałej firmy w doskonałej kondycji” – wręcz przeciwnie, powinna zapalić nam w głowie czerwoną lampkę: „Uwaga! Sprawdzić!”.

Kupując instrument znakomitej firmy po remoncie generalnym, pamiętajmy: nie kupujemy instrumentu w stanie fabrycznym, ani najczęściej instrumentu „oryginalnego, lecz odświeżonego”. Kupujemy zazwyczaj coś, co co jest bliżej nieznaną nam zawartością, włożoną w opakowanie znanego producenta.

W tym przypadku oryginalne jest jedynie opakowanie, czyli pudło; to wszystko, co w istocie jest fortepianem, jest mniej czy bardziej mistrzowsko przyrządzoną sałatką wieloskładnikową, łączącą elementy stare i nowe, doskonale zachowane i zreperowane (odświeżone), składniki zarówno bardzo drogie, jak i tanie, ukryte pod obfitą warstwą majonezu. Albo wręcz popsute i przeterminowane, jak grillowane mięsiwa w supermarketach, „odzyskujące” w rożnie drugą młodość i „świeżość”.

I – podobno jak i w kuchni – można zarówno zmarnować drogie, delikatesowe składniki, jak i przyrządzić doskonałe danie ze składników tanich i pospolitych, umiejętnie doprawiając je fantazją i talentem.

Kolejna ważna rzecz. Kupując fabrycznie nowy fortepian, płacimy za niego ogromne pieniądze fabryce, firmie-producentowi, która swoje tradycje pielęgnowała nawet od 200 lat. Płacimy te pieniądze autorom fortepianu, bo, choć z taśm produkcyjnych schodzą nawet i setki instrumentów rocznie, każdy z nich jest w dużym stopniu dziełem autorskim, niepowtarzalnym.

Płacąc duże pieniądze za fortepian po remoncie generalnym, my płacimy nie tyle za sam instrument, ile za remont, którego kunsztu nie jesteśmy w stanie odpowiednio ocenić. Często jest tak, że sam fortepian, poddany remontowi, ma wartość minimalną – i jedynie fakt remontu nadaje mu jakąś wartość. Ot, kiedyś na allegro zakupiono fortepian za 3 tysiące złotych, który po pół roku – i po bardzo dobrze przeprowadzonym remoncie – został na tymże portalu wystawiony za 95 tysięcy. Porównując kwoty 3 i 95 tysięcy, naprawdę ciężko jest odnaleźć w produkcie końcowym wartość samego fortepianu. Zaś, płacąc np. 20 tysięcy za wyremontowanego Bluthnera, nie płacimy wcale Bluthnerowi za jego fortepian. Płacimy 2 tysiące za resztki oryginalnego Bluthnera, 12 tysięcy za remont dokonany przez państwa z pracowni oraz dokładamy do tego 6 tysięcy czystego zysku dla tejże pracowni. Reasumując, samego „Bluthnera” w „Bluthnerze” może być znacznie mniej, niż cukru w cukrze, a mięsa w parówkach, i o tym trzeba pamiętać.

Pośrednio powyższy akapit adresuję tym, kto myśli, że, posiadając stary i zaniedbany fortepian „do remontu”, da się taki instrument dobrze spieniężyć. Niestety. Większość starych fortepianów na rynku jest „do remontu”, i większość nie znajdzie swojego nabywcy. W obecnych czasach arcytrudno jest sprzedać wyremontowany fortepian nie dość, że za 95 tysięcy, ale i za 25 tysięcy. Dlatego szansę na kupno w celach przeprowadzenia remontu i późniejszego odsprzedania ma zaledwie 1 zabytkowy fortepian na 100 wystawionych. I to nie za jakąś grubą kasę, tylko za całkiem umiarkowaną kwotę.

Wrócę do początku historii.

Objeżdżając Warszawę w poszukiwaniach fortepianu po remoncie, natrafiliśmy na dwa instrumenty firmy Schiedmayer. (Ściśle rzecz biorąc, firm „Schiedmayer” było dwie, podobnie jak i firm „Fibiger”).

Pierwszy fortepian przeszedł remont we Wrocławiu. Nie podam, kto go dokonywał, gdyż moim celem nie jest złamanie komuś losu i kariery, lecz jedynie uczulenie czytelników na popełnienie czynów nieprzemyślanych. Ale, jeżeli wcześniej zgodnie z prawdą odpowiadałem na prywatne pytania, „czy znam instrumenty wyremontowane przez pana X”, że nie znam, to od tej chwili moja odpowiedź zmieni się na „niestety, znam”.

A więc gorszego remontu w swoim życiu nie widziałem. Wizualnie fortepian wyglądał jak wykapany w smole – był grubo malowany (wałkiem?) farbą olejną, z zamalowanymi zawiasami, z zamalowanym napisem firmowym na klapie, z zamalowanym numerem seryjnym, z licznymi zaciekami. Rama była pomalowana w paskudny żółty kolor. Kostne okładziny na klawiszach zostały wymienione na nieprecyzyjnie dobrane i wycięte plastiki, ze zbyt dużymi szczelinami, zaś same klawisze wyglądały jak nie do końca równoległe względem siebie.

Próbowałem wyjąć mechanizm, który okazał się być zamontowany tylko z jednej strony (druga śruba była „dekoracyjna”, czyli zepsuta). Wszędzie znajdowały się jakieś elementy czy to dykty, czy to kartonu, mocowane na taśmę klejącą – miały one „zlikwidować luzy” i lepiej zamocować mechanizm wewnątrz fortepianu. Tyle że zaczęły właśnie odpadać.

Mechanizm był brudny, grubo sklepany, zapaskudzony farbą, klejem i grafitem. Widać było, że nikt nawet nie próbował go regulować: wszystkie sprężyny repetycyjne były ustawione inaczej, młotki leżały nierówno, częściowo leżąc na belce spoczynkowej, a częściowo wisząc w powietrzu. Chwytniki patrzyły każdy w swoją stronę. Tłumiki chyba w ogóle nie zostały wymienione, natomiast były całkowicie niewyrównane i ustawione krzywo. Trzony głów młotków były prawdopodobnie zrobione samodzielnie, gdyż były nierówne, ponacinane, z obciętymi fragmentami, zrobione z jakiegoś podłego drewna, za to obficie polane lakierem.

Po wyjęciu mechanizmu okazało się, że spód strojnicy został oklejony papierem. Po co? A po to, żeby schować pod papierem pęknięcia strojnicy. Jednak wszystkiego schować się nie udało: w jednym miejscu przyklejony papier pękł razem ze strojnicą. W innym miejscu – gdzie papieru chyba zabrakło – z otworów kołkowych wystawały kawałki forniru. No, nie ma to jak fortepian po remoncie!

Mimo tak spartaczonego wnętrza fortepian wciąż usiłował jakoś brzmieć – w basie i w środkowej części klawiatury brzmienie wydawało się być poprawne. Absolutnie do niczego był dyszkant, gdzie każdy klawisz brzmiał inaczej, a całość raczej zgrzytała, niczym widelec po dnie garnka, niż brzmiała.

Kosztowało to „cudo” 12 tysięcy złotych. Nie wiem, czy za tyle fortepian został kupiony od fortepianmistrza przeprowadzającego remont (czy tyle kosztował sam remont rodzinnego fortepianu), ale coś mi się wydaje, że szybko on kupca nie znajdzie.

Na szczęście, całkowitym przeciwieństwem tego instrumentu okazał się następny oglądany fortepian Schiedmayera, który ostatecznie wytypowałem do zakupu za niecałe 20 tysięcy złotych.

Prawda jest taka, że był to całkowicie nowy instrument, włożony do starego (z 1920 roku) pudła Schiedmayera. Jedyne, co było w nim oryginalnego z elementów kreujących brzmienie, to płyta rezonansowa, choć i ta była naprawiana. Cała reszta – strojnica, kołki, struny, filce tłumików oraz cały mechanizm z podwójną repetycją – była nowa. Nowym był i lakier, dzięki któremu fortepian dosłownie lśnił, niczym fabrycznie nowy instrument. Gdyby nie herby i medale, odlane na ramie, trudno w ogóle by było się zorientować, że jest to starszy instrument!

Jednak wykreowanie całości koncepcji fortepianu, staranność, z którą nad nim pracowano, sprawiły, że pod rękoma mistrza powstał instrument wybitny (gratulacje, Panie Adamie!). W tej sytuacji to, czy opakowanie miało logo „Schiedmayer”, czy jakiekolwiek inne, nie miało już żadnego znaczenia. Prawdę powiedziawszy, ja osobiście nie wiem, jak powinien brzmieć „prawdziwy” Schiedmayer, i w jakim stopniu brzmienie, które nas zafascynowało podczas sprawdzenia fortepianu, może być uznane za właściwe dla Schiedmayera. Mi brzmienie tego fortepianu przypomniało brzmienie nowiutkich NRD-owskich Bluthnerów z drugiej połowy lat 1980-ych, na których miałem kiedyś ogromną przyjemność grać w szkole. To porównanie mówi samo za siebie. No i doszliśmy do tego, że łatka „Schiedmayer” jest miłym, ale drugorzędnym dodatkiem do świetnie brzmiącego fortepianu.

Ot tak – dwa Schiedmayery, dwa różne światy, czyściec i niebo, dwóch mistrzów, dwa różne remonty generalne. Nader charakterystyczny przykład tego, z czym możemy się zetknąć w trakcie poszukiwań fortepianu.

Jeszcze raz podkreślam: poszukując fortepianu po remoncie, mamy do czynienia nie tyle z Schiedmayerami, Steinwayami, Bluthnerami, Bechsteinami etc., ile z panami i paniami z pracowni fortepianmistrzowskiej, zazwyczaj o znacznie mniej „brzmiących” i uznanych nazwiskach.

Sprzedawane przez nich instrumenty należy sprawdzać przed zakupem zdecydowanie uważniej, niż nawet fortepiany, które nie zaznały żadnego remontu.

Zapytania z wyszukiwarki, prowadzące na tę stronę:

  • rosenbach legnica pianoforte (5)
  • do strojenia fortepianu krzyżówka (3)
  • renowacja pianina zrób to sam (3)
  • Jak wybielić klawiaturę (3)
  • skup akordeonów Gdańsk (3)
  • zamki do klapy pianina (3)
  • farba do pianina (3)
  • automatycyzne pianino (3)
  • koszt wyceny pereł (3)
  • skup akordeonow klodzko (2)
  • rzeczoznawca instrumentów muzycznych (2)
  • farba do fortepianu (2)
  • rozmiary fortepianu wiedenskiego (2)
  • ile waży pianino fibigier (2)
  • pianino Schmidt 1904 (2)
  • konserwator fortepianow krzyzowka (2)
  • pianino e wegner (2)
  • klavir promberger história (2)
  • pianino gdańskie 1900r kupię (2)
  • jak wybieluć klawisze pianina (2)
  • jak sie nazywa klapa fortepianu (2)
  • jak mozna odnowic klawisze pianina? (2)
  • pianino rippel (2)
  • kto naprawi klawiaturę od pianina (2)
  • www arspolonica net (2)
  • cena fortepianu herzog (2)
  • czym odnowic klwisze akordeonu (2)
  • czym się wybiela klawisze fortepianu (2)
  • czym pomalować pianino (2)
  • czyszczenie fortepianu koszt (2)
  • czy pianino mozna przewozic na lezaco (2)
  • automatyczne pianino petrof (2)
  • czyszczenie kości słoniowej (2)
  • czy mona przewieśc pianino na leząco (2)
  • czym polakierowac stare pianino (2)
  • piano P Proskowetz (1)
  • pianino gebr niendorf klawisze kość sloniowa (1)
  • pianino ile trwa budowa (1)
  • wycena antyki instrumenty (1)
  • wycena instrument (1)
  • pianino j schneider berlin (1)
  • pianino calisia budowa (1)
  • nauka czyszczenia fortepianu (1)
  • nawilzacz do fortepianu (1)
  • odnowi meble krzyzowka (1)
  • “GEBR Niendorf” википедия (1)
  • zewnetrzna budowa fortepianu (1)
  • odnowienie czarnego pianina (1)
  • odnowienie i pomalowanie pianina (1)
  • pianina herzog niendorf stettin (1)
  • mycie klawiszy od pianina (1)
  • Pianino ARNOLD FIBIGER 1904 r cena (1)
  • pianino jak polakierować klawisze (1)
  • pianino klawisze czyszczenie (1)
  • pianino klawisze kość słoniowa czyszczenie (1)
  • wspaniały fortepian instrument odstąpię dla zdolnego dziecka (1)
  • wybielanie klawiatury z kości sloniowej (1)
  • widelec do strojenia - chasło krzyżówki (1)
  • skup instrumentow muzycznych szczecin (1)
  • Skup organow kalisz (1)
  • Struny fortepianu mocowanie (1)
  • strojenie pianina fibiger cena (1)
  • skup pianin oświęcim (1)
  • Steinway kupiony (1)
  • Reguluje ton instrumentu krzyżówki (1)
  • reguluje ton instrumentu (1)
  • pianino nokturn z 1975 r cena (1)
  • wybielanie klawiatury pianina (1)
  • pianino olbricht rocznik 1922 cena (1)
  • remik fortepian (1)
  • www google com polska allegro kupno pianina (1)
  • pianino zeitter & winkelmann klawisze kością (1)
  • przemalowanie czarnego pianina na bialo (1)
  • przyrzad do strojenia fortepianow (1)
  • przyrząd stroiciela fortepianu (1)
  • Strojenie nowego steinwaya (1)
  • marka fortepianu krzyżówka (1)
  • arspolonica net (1)
  • elementy obudowy fortepianu (1)
  • fakty i mity na temat ustawienia fortepianu (1)
  • Fibiger-charakterystyka pianina (1)
  • Fifharmonium sprzedaż (1)
  • film jak czyscic foryepian pianino (1)
  • fortepian arnold fibiger 1870 cena (1)
  • fortepian ars polonica (1)
  • fortepian jak go czyscic (1)
  • FORTEPIAN NA SPRZEDAŻ STARY (1)
  • fortepiany stare (1)
  • gielda starych ksiazek (1)
  • do czyszczenia klawiatury kosci słoniowej (1)
  • czyszczenie kosci sloniowej (1)
  • automatyczne pianino jak sie nazywa (1)
  • budowa pedalow w pianinie (1)
  • cena fortepianów stanway (1)
  • chasło do krzyzówek inaczej przyrzad potyczny (1)
  • czy jest ktoś kto wycenia antyki w koszalinie (1)
  • czy pianino można pomalować (1)
  • czy pianino petrof jest lepsze od rippel (1)
  • czym czyscic klawisze w keyboardzie pianino (1)
  • alegro stary fortepian (1)
  • czym wyczyscic pianino drewniane (1)
  • czyszczenie klawiatury pianina z kosci sloniowej (1)
  • google ceny fortepianow schimmel nowe (1)
  • google polska allegro kupno pianina (1)
  • google polska kupno pianina (1)
  • kasparfielder fortepian (1)
  • klapa fortepianu (1)
  • klawiatura fortepianu (1)
  • klawisze kość słoniowa czyszczenie (1)
  • klawisze pianina z kosci sloniowej konserwacja (1)
  • klawisze z kosci sloniowej mycie (1)
  • klawisze z pianina czym pomalowac (1)
  • kluczyk do klapy pianina (1)
  • krzyżówka przyrząd stroiciela fortepianów (1)
  • kto może stroić koncertowe steinway (1)
  • kupie fortepian do remontu (1)
  • jakiś muzyczny instrument na literę l (1)
  • jak zamotowac zamek w fortepianie steinway (1)
  • gortepian kasparfiedler (1)
  • hasło krzyżówki- automatyczne pianino (1)
  • ile kosztują instrumenty muzyczne (1)
  • Ile kosztuje fortepian stary (1)
  • ile kosztuje renowacja pianina\ (1)
  • instrumenty muzyczne zabytkowe (1)
  • jak czyścić klawiaturę piania (1)
  • jak nazywa się klawiatura w fortepianie (1)
  • jak nazywaja sie w pianinie stopy (1)
  • jak odnowić klawisze z kości słoniowej (1)
  • jak przemalowac pianino (1)
  • kupie stare instrumenty luban (1)