Krótka historia budownictwa fortepianów w Warszawie (aktualizowane)

Wyrażając w pierwotnym artykule mnóstwo zapału publicystycznego, uniemożliwiłem sobie podejście do tematu stricte historyczne. Zatem powstała potrzeba zgromadzenia podstawowych informacji na temat produkcji fortepianów w Warszawie niejako w odosobnieniu od listy znanych fabrykantów. 



Ciężko cokolwiek powiedzieć na temat produkcji w Warszawie klawesynów czy klawikordów. Trudniły się tym pojedyncze osoby, często podróżujące po Europie i tymczasowo osiadające w większych ośrodkach. Nie inaczej było i w przypadku Warszawy, zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę, że kultura w Warszawie – podobnie jak i w całej Polsce (być może, w Krakowie było pod tym względem nieco lepiej) – mieściła się tylko i wyłącznie w pałacach szlachty, kościołach i klasztorach. Wydaje się nieprawdopodobnym, żeby mogła istnieć szeroka klasa mieszczańska – ani szlachecka, ani duchowna, ani chłopska, ani wojskowa, lecz rzemieślnicza bądź urzędowa – która miałaby ośrodki własnej kultury, równoległej do tej szlacheckiej i duchowej. W Niemczech – owszem, lecz nie w Polsce. Do dziś mamy problem z określeniem „szerokiej perspektywy” jakichś zjawisk muzycznych – gdyż owej „perspektywy” po prostu nie było. Coś, co bytuje w jednym ośrodku, ewentualnie w kilku, nie tworzy jeszcze perspektywy. Nie tworzy odzewu, naśladowania, twórczego fermentu, przerabiania, powielania – tego wszystkiego, co składa się na pojęcie „perspektywa”. To, że w pewnych ośrodkach (kapelach, klasztorach, pałacach…) osiągnięto niesłychanie wysoki poziom w pewnego rodzaju muzykowaniu, że powstały np. genialne kompozycje muzyczne pióra jakiegoś zakonnika, nie miało żadnego znaczenia po opuszczeniu murów tego klasztoru, tego pałacu. Szeroka warstwa społeczna tym wcale nie żyła; ze śmiercią nosiciela talentu gałąź się urywała, tradycja ulegała zapomnieniu. Jak tu mówić o jakieś tradycji muzycznej, o jakiejś szkole, o potrzebie szkolnictwa muzycznego? To, moim zdaniem, jest największym problemem muzyki i kultury staropolskiej – a zmiany nadeszły dopiero wraz z Oświeceniem i, jakby to ni było przykre – z zaborami.

Historyczne wzmianki o produkcji w Warszawie instrumentów klawiszowych są skąpe.

W XVIII wieku klawesyny produkował w Warszawie „dawny rzemieślnik”, Stanisław Korecki. Jeden z jego klawesynów dotrwał do początku XIX wieku, widziany w jednym z domów w Pradze (chodzi raczej o Pragę warszawską, ale głowy za to nie dam).

Pierwszy znany fortepian, powstały w Polsce, wyprodukował w Sandomierzu w roku 1774 Jan Skórski. Jest to fortepian stołowy, posiadający mechanikę tangentową (Tangentklavier).

Za czasów króla Stanisława Augusta Poniatowskiego istniała w Warszawie „fabryka fortepianów”, chyba lepiej powiedzieć wytwórnia, gdyż o prawdziwej manufakturze w kontekście XVIII wieku nie sposób mówić. Taka wytwórnia mogła produkować kilka, najwyżej kilkanaście instrumentów rocznie.

Dopiero po upadku Rzeczypospolitej Obojga Narodów produkcja fortepianów w Warszawie nabiera wigoru. Wiązało się to m.in. z napływem Niemców – być może dlatego, że przez pewien czas Warszawa znajdowała się pod panowaniem pruskim.

Powstały wówczas pierwsze regularne „fabryki”, czyli wytwórnie, a wyraz „fabrykant fortepjanów”, czy też „fortepjanista”, na długo zagościły w terminologii polskiej. Tak, nie ma tu błędu; wyrazu „fortepjanista” używano na producenta fortepianów. Ciężko bowiem sobie wyobrazić, by jakiś pianista wirtuoz proponował do kupienie fortepiany „swojej produkcji” czy też „uskuteczniał naprawy i reperacye”. No a jak nazywano wówczas artystów-pianistów? Proszę zapytać o to kogoś innego – ja się nie trudniłem wyszukaniem tej specjalnie informacji. Zresztą, podejrzewam, że termin „fortepianista” z powodzeniem mógł być używany i na pianistów, lecz zawsze to zależało od kontekstu, gdyż muzyk zawsze uważany był za artystę, a fabrykant – za rzemieślnika.

Tak więc mniej-więcej od roku 1815 w Warszawie na dobre rozpoczęła się produkcja fortepianów. Zabrało się za to kilka wytwórni (najpierw Weinpersen, Buchholtz, Leszczyński, Nowacki, nieco później – Domagalski, Długosz, Max, Troschel, Hohenhauser, Hubert, Jan Nowicki, Rawski, Spiechowski, Szabłowski, Luboradzki). Dalej – w latach 1830-ych – nazwisk będzie już tak dużo, że podobna wyliczanka nie miałaby sensu.

W większości przypadków żywot wytwórni uzależniony był od pozostania w zawodzie jej „szefa”, czyli „fabrykanta”. Dopóki miał siłę do budowy instrumentów, dopóki one się sprzedawały – wytwórnia istniała. Odejście na emeryturę oznaczało historyczną śmierć, gdyż niewielka ilość ręcznie wyprodukowanych fortepianów nie dawała szans na dłuższe pozostanie w umysłach potomków. Zresztą, fortepiany rozwijały się, tak samo podlegały regułom mody, jak i inne strefy życia, tak samo były wrażliwe na konkurencję – co sprawiało, że kilkudziesięcioletni instrument był już całkowicie poza obiegiem rynkowym. Natomiast szacunku do zabytków jeszcze jako takiego nie było – o pierwszych przykładach chęci zachować coś ważnego z przeszłości na pamiątkę, dla przyszłych pokoleń, bez ciągłej użytkowej modernizacji, możemy w Polsce mówić dopiero w kontekście lat 1850-ych, i to w bardzo ograniczonym zakresie. Osobiście podejrzewam (w podręcznikach tego nie ma), że na takie kształtowanie świadomości ogromny wpływ miała przedwczesna śmierć Chopina. Kolejnym ważnym przykładem pobudzającej się świadomości narodowej i konieczności ocalenia dobytku przeszłości – być może, wynikającym już z tego pierwszego bodźca (śmierci Chopina) – był artykuł Franciszka Stevicha o organach w Kazimierzu Dolnym, opublikowany w 1860 roku w „Ruchu Muzycznym”. Stevich apelował o zachowanie nie tylko obudowy zabytkowych organów – ich zewnętrznej, widocznej części – ale i o zachowanie w stanie pierwotnym ich „serca”, które, ze względu na fatalny stan techniczny, wymagało zachowawczej renowacji. Uświadomienie sobie ogromnej wartości tych organów – bez względu na ich „przestarzałość” z punktu widzenia ówczesnej użytkowości – przyczyniło się do ocalenia tego wspaniałego instrumentu w stanie maksymalnie pierwotnym.

Niestety, fortepiany nie były tak potężne, majestatyczne, i nie od razu zaczęły się kojarzyć z dorobkiem narodowym. No, chyba że należały… do tegoż Chopina. Albo do Moniuszki. Albo do jeszcze jakiegoś wieszcza. Nie jesteś wieszczem? To masz problem. Zresztą, nawet jak jesteś, to też masz problem – wśród tych zza innej strony barykady. Wiemy coś w Polsce o tym, prawda?

Większość wytwórni z pierwszej połowy XIX w. nie przetrwało żywota ich założyciela i „umarła” w związku z jego zgonem lub przejściem na emeryturę. Jednak były też wytwórnie, które zostały przejęte przez uczniów, czeladników, współpracowników, synów lub wdowy. W ten sposób kilka (ale, podkreślam, kilka) fabryk warszawskich mogło się poszczycić bardzo odległą datą założenia. Wyobraźmy sobie: jak ma zaistnieć wytwórnia fortepianowa, jeżeli wyprodukowała zaledwie kilka fortepianów, istnieje od pół roku, nie wiadomo, czy po pół roku nie wyparuje (wraz z udzielonymi gwarancjami)? Kto zapewni, że fortepian o numerze seryjnym 001 lub 007 będzie tak samo dobry, jak instrument renomowanej, długoletniej firmy, mającej za plecami setki lub nawet tysiące wyprodukowanych fortepianów oraz doświadczenie długoletniej pracy z klientem? Do takich wielopokoleniowych, lub też przejętych przez pracowników „z dobrodziejstwem inwentarza” (maszyny, pracownicy, nieukończone fortepiany, numeracja seryjna, długi itp.) należą takie ciągi firm, jak Buchholtz (Fryderyk Buchholtz – Julian Buchholtz – Szymon Luboradzki – Jan Kerntopf – Edward Kerntopf), Männling (Jerzy Männling – Antoni HoferJózef Hildt), Leszczyński (Antoni Leszczyński – Antoni Krall & Józef Seidler – Teofil Seidler), Zembrzuski (Stanisław Zembrzuski – Julian Małecki – Wiktor Szreder – Stanisław Małecki – E. Czarnowski) oraz, w mniejszym stopniu, Budynowicz (Józef Budynowicz – Jan Budynowicz), Dütz (Jan Dütz – Antoni Dütz), Małecki, Nowicki, Zirkwitz). Jedni fortepianmistrze dochodzili, drudzy opuszczali „linię”. Istotnie, wskazane by było skonstruowanie drzewa genealogicznego!

Ogromnym bodźcem do rozwoju budownictwa fortepianowego były regularnie organizowane wystawy przemysłowe, m.in. w Warszawie, ale i w wielu miastach Europy (a z biegiem czasu – również miasteczek). Każdy szanujący się fabrykant dostarczał na wystawę kilka rodzajów swoich fortepianów, które czymś się musiały różnić. Jedne miały mechanikę wiedeńską, drugie – mechanikę angielską, trzecie – inne ciekawe rozwiązania konstrukcyjne (czasem bardziej działające na wyobraźnię, niż istotnie potrzebne), czwarte – wyjątkowo zdobione lub zbudowane z niezwykle szlachetnych (i orientalnych) materiałów. Wystawione instrumenty można było kupić, i zazwyczaj kupowano – taka wystawa – inaczej targi, inaczej jarmark – służyła za świetną reklamę. Dodatkową reklamę zapewniała prasa. Osoby kompetentne zwiedzały wystawę, oglądały fortepiany i opisywały swoje wrażenia w prasie (nie zawsze za darmo. Ukrywanej reklamy w gazetach z połowy XIX wieku było pod dostatkiem!). Również ważnym elementem było współzawodnictwo producentów, również cenowe, oraz znalezienie w kontekście instrumentów obcego pochodzenia, nadesłanych z innych miast lub krajów.

Mimo tej względnej różnorodności, warszawscy fabrykanci często bywali upominani przez ówczesnych krytyków za jednakowość i mały wybór prezentowanych przez nich instrumentów.

Dla Warszawy aż do połowy lat 1880-ych standardem była produkcja fortepianów o mechanice wiedeńskiej. Mechanika angielska, choćby w jej wczesnej postaci (staroangielska lub, jak to ktoś „mądry” wymyślił, „półangielska”), była znana już w latach 1820-ych, lecz instrumenty z taką mechaniką produkowano sporadycznie. Na ogół, mechanika angielska nawet bezrepetecyjna jest o wiele trudniejsza w wykonaniu (i w działaniu), stąd fortepiany „angielskie” kosztowały nawet dwukrotnie drożej, niż „wiedeńskie”. Można sobie wyobrazić, że fortepiany angielskie produkowano na potrzebę wystaw, na potrzebę eksportu (choćby do Rosji, gdzie mechanika angielska stała się obowiązkową już w latach 1840-ych), oraz na potrzebę koncertujących pianistów, którzy od samego początku zdawali sobie sprawę, że angielska mechanika jest sprawniejsza i bardziej nadaje się do profesjonalnego wykorzystania. Tym nie mniej, rozrastająca się „klasa średnia”, używająca fortepianów do niezobowiązującego muzykowania, nie była gotowa przepłacać za skomplikowany mechanizm – i to chyba jest wytłumaczeniem tak wielkiej popularności mechaniki wiedeńskiej w warszawskich fortepianach. Jak pisano w „Wiadomościach tyczących się przemysłu i sztuki w dawnej Polsce” (1888), „fortepiany warszawskie równają się wiedeńskim; widzimy, że Warszawa niemałą ilość fabrykantów fortepianów posiadała i niemałą też ilość fortepianów wyprodukowała, które się po całej Polsce rozchodziły”.

Warszawa i ogólnie Królestwo Polskie (kongresowe) z punktu widzenia używania fortepianów wiedeńskich było całkowitym ewenementem. Otóż fortepiany wiedeńskie budowano w Austro-Węgrzech oraz na ziemiach dawniej do nich należących (np. Włochy). Nic zatem nie ma dziwnego, że takowe instrumenty powstawały w Wiedniu, Budapeszcie, Pradze, Zagrzebiu, Turynie, Neapolu, czy wreszcie Krakowie, Przemyślu i Lwowie. Lecz, jak już napisałem wyżej, w Imperium Rosyjskim – a zwłaszcza w jego stolicach, będących jednocześnie zagłębiem rosyjskiego przemysłu fortepianowego – mechanika wiedeńska nie była używana od co najmniej lat 1840-ych, a nawet wcześniej jej stosowanie było raczej marginalne. Dokładnie tak samo było w Niemczech: jeżeli jeszcze w instrumentach z lat 1830-40-ych mechanika wiedeńska nie należała do rzadkości, do po roku 1850 w zasadzie zaprzestano jej stosowania. Zatem Królestwo Polskie – w składzie Rosji, lecz z natłokiem niemieckich fabrykantów fortepianów – znacznie wybijało się poza „tradycyjne” na tej szerokości geograficznej rozwiązania techniczne. Co więcej, nie można w żaden sposób się powołać np. na praktykę obowiązującą w austriackiej przecież Galicji, gdyż takowej – poza nielicznymi, a dodatkowo bardzo małymi zakładzikami w Krakowie, Przemyślu i Lwowie – po prostu nie było.

Dalszym skutkiem jeszcze większej demokratyzacji muzyki i większego dorobku klas „niższych” stało się rozpowszechnienie nieznanych wcześniej pianin. W Polsce nastąpiło ono o wiele później, niż w ościennych krajach Europy. Dodatkowo, w Polsce, a zwłaszcza w Warszawie, niemal w ogóle nie produkowano fortepianów stołowych, będących w wielu krajach Europy (w latach 1800-1850, a w niektórych i do 1880) tańszą, bardziej „demokratyczną wersją fortepianu. Z tego wynika, że, z jednej strony, w Polsce (i Warszawie) nie było większego zapotrzebowania na najbardziej sprawne i zatem droższe fortepiany „angielskie”, a z drugiej strony, nielicznej przecież produkcji własnych fortepianów wiedeńskich całkowicie wystarczało – tym bardziej, że fortepian wiedeński, choć i skrzydłowy, prawie zawsze oznaczał konieczność posiadania dużego mieszkania, całej kamienicy, dworku lub pałacu. Zatem, dopiero w latach 1860-ych, kiedy zaczęto produkować pierwsze polskie pianina, pojawiła się potrzeba społeczna w umieszczeniu małych, oszczędnych (i tanich) instrumentów muzycznych w mieszkaniach-klitkach. Zatem potrzeby w fortepianach stołowych, znanych w Europie jeszcze w połowie XVIII w., w „wielkopańskiej” Polsce najzwyczajniej w świecie nie było! Co innego tak dobitnie świadczy o zapóźnieniu społecznym Polski?!

Na samym początku historii budownictwa fortepianów w Warszawie powstał cech fabrykantów, nazywany a to „zrzeszeniem”, a to „stowarzyszeniem”. Działalnością deklarowaną było, a jakże inaczej, pilnowanie „dobra klienta”, aby dostarczać mu produkt jedynie najwyższej jakości. Jednak chodziło oczywiście o powołanie spółki „Sami Swoi”, która we własnym (i ciasnym) gronie dbała o własne interesy, nie dopuszczała konkurencji, uprawiała reklamę „swoich” producentów. Można się spotkać z niejedną kampanią prasową, pełną zatroskanych wywodów o „skargach o nieuczciwych pseudofabrykantach, napływających do stowarzyszenia” (to bardzo przypomina „listy od obywateli” w prasie z okresu PRL, albo dzisiejszą pseudowalkę z pseudotaksówkami). Rzekomo, ludzie skarżyli się do władz Stowarzyszenia na nieuczciwych sprzedawców i pseudofachowców, którzy sprzedali im kiepskie instrumenty albo źle przeprowadzili ich renowację bądź strojenie. Zatem Stowarzyszenie „poczuwało się w obowiązku” do opublikowania listy swoich członków, „z których usług należy korzystać”. Co ciekawe, koniunktura się zmieniała, układy i układziki również, tak więc jednego razu fabrykant X na liście był, innego razu – już nie. Cóż to? Nie opłacił składek? Sprzedawał swoje instrumenty zbyt tanio? Miał niewłaściwe poglądy?

Nie wątpię natomiast, że proceder naciągactwa, sprzedawania nieznanego pochodzenia instrumentów lub źle wykonanych usług w dziedzinie fortepianowej obficie kwitł – i to niezależnie od tego, czy na publikowanych listach znajdowały się te, czy tamte osoby.

Natomiast informacja kontrolowana publikowana w prasie bardzo często pełni rolę szkodliwą, jeżeli na jej podstawie próbujemy ustalić rzeczy nieznane, np. liczby istniejących fabryk, albo lata działalności poszczególnych wytwórni. Myślimy sobie – „w roku 19XX według artykułu w Polsce działa 5 wytwórni fortepianów. Zatem, skoro wiemy na pewno, że działały wytwórnie A, B, C, D i E, to żadna inna wytwórnia wówczas nie działała i nie istniała”. I tu jest błąd. Bo mamy do czynienia z „zamilczaniem” konkurencji, z „zapominaniem” o niej, z pomniejszeniem jej znaczenia. Owszem, wówczas nie było internetu, więc nie można było sprawdzić bezpośrednio, czy ktoś działa, czy właśnie zbankrutował, jednak wydaje się, że na tak specyficznym polu, jakim była produkcja fortepianów, nie było raczej mowy o anonimowości. Więc – nie niewiedza, lecz szkodzenie stoi za odpowiednim „wyborem” i „doborem” informacji ogłaszanej publicznie. Absolutnie nie należy wierzyć „kontrolowanym statystykom” i „bezstronnym stwierdzeniom” osób zainteresowanych.

Wśród warszawskich fabrykantów fortepianów, których zawsze było sporo (o wiele więcej, niż w jakiejkolwiek innej części ziem polskich), na przełomie XIX-XX ww. istniały cztery grupy wytwórni.

Pierwsza – to wytwórnie (fabryki) o zasłużonym uznaniu, o wieloletniej działalności, o wypracowanym prestiżu, o wielkiej skali produkcji, często eksportowanej do „rdzennej” Rosji lub krajów nadbałtyckich. Takie wytwórnie dbały o swoje imię, o nienaganną jakość produkcji, o doskonałą reklamę w prasie, o powołanie filii w odległych miastach Imperium, o wysoką cenę swoich instrumentów oraz o ich konkurencyjność względem produkcji zagranicznych firm. Firmy te tworzyły instrumenty o najwyższym poziomie jakości, całkowicie porównywalnym z instrumentami firm zachodnich oraz rosyjskich. W przypadku firm warszawskich do tej ścisłej czołówki należały takie firmy, jak Krall & Seidler, Kerntopf, Małecki, Hofer, Budynowicz. Spoza Warszawy – Fibiger i Betting.

Druga – to wytwórnie aspirujące. Takie, którym bardzo zależało na „wspięcie się” na czubek Olimpu, na dorównanie uznanym już producentom. One szukały swojej własnej niszy, w której mogłyby zaistnieć, i, nie powalając ilością produkcji, stawiały na jej jakość. W Warszawie do takich należeli F. J. Nowicki, Alois Kewitsch, spoza Warszawy – Sommerfeld i Drygas.

Trzecia – to firmy raczej bez większych ambicji, działające tylko i wyłącznie na rynku lokalnym. W przypadku firm spoza Warszawy nawet brak konkurencji nie zmusił te firmy do zostania nie tylko „jedynym”, ale i „najlepszym” producentem. Im często wystarczało to, co zostało do zgarnięcia po innych ambitnych i drogich fabrykantach. Poziom ich produkcji był zazwyczaj jak najbardziej poprawny, nawet całkiem przyzwoity, lecz nie towarzyszyła temu większa ambicja wyrwania się na szersze wody. W Warszawie to były m.in. firmy K. O. Fiedler, Jean Dütz, Janiszewski, Kowalik, spoza Warszawy – Drozdowski, Woroniecki, Szkielski, Jähne, Koischwitz i inne.

Czwarta – to zakłady „wydmuszki” niemalże oszukańcze: głośne tytułowanie się mianem „fabryki fortepianów”, minimalny zakres produkcji, składakowanie instrumentów z gotowych podzespołów, przypisywanie sobie cudzych instrumentów, minimalna troska o jakość, przypisywanie sobie lat istnienia i skali powstałej produkcji. O tak, takich firm w Warszawie nie brakowało! Ich właściciele trudnili się przede wszystkim remontami i remoncikami, strojeniami, odkupem i odsprzedażą używanych pianin, przy tym zatrudniali minimalną liczbę pracowników i mogli się pochwalić minimalnym zakresem własnej produkcji, również w wybranych tylko okresach czasowych. W samej Warszawie można w tym kontekście mówić o takich firmach, jak Angerhöfer, Banasikowski, Cerulli, Chojnacki, Elwart, Lindner, OstrochulskiOwczarski, Walicki, Wąsowski oraz inne wirtualne „fabryki fortepianów”, o których istnieniu nawet ja jeszcze nie wiem. Istotnie – „fabrykant” – to brzmiało dumnie!

Nie chcę, oczywiście, nikogo obrażać, nikogo krzywdzić, zwłaszcza niesprawiedliwie, czy też nie chcę zakładać czyjejś złej woli. Nie każdy fortepianmistrz, któremu się wybić nie udało, zakładał złą wolę. Nikt, poza tym, nie odpowiadał za wybuch wojny, za recesję ekonomiczną. Ale, tak czy inaczej, czas wiele rzeczy zweryfikował – jeżeli wciąż mamy na rynku wtórnym pianina Bettinga, Fibigera, Małeckiego, Sommerfelda, Drygasa; fortepiany Hofera, Kerntopfa, Kralla i Seidlera – to gdzie są instrumenty wymienionych wyżej producentów? Gdzie są „owoce” kilkudziesięcioletniej egzystencji ich „fabryk”? Przecież, czytając reklamy prasowe sprzed stu i więcej lat, można odnieść wrażenie, że Kerntopf, Nowicki, Małecki, Cerulli i Ostrochulski z podobną działali intensywnością…

Ciąg dalszy nastąpi.

Zapytania z wyszukiwarki, prowadzące na tę stronę:

  • jak sprawdzić rok produkcji pianina (30)
  • pianina antyki (28)
  • antyki pianina (17)
  • stary fortepian sprzedam (17)
  • fortepiany allegro (13)
  • nazwy starych pianin (13)
  • fortepian breslau (10)
  • fortepian krall seidler (9)
  • pianino legnica rok produkcji (8)
  • pianino wąsowski (8)
  • pianino wąsowskiego sprzedam (7)
  • polskie pianino (6)
  • antyki pianino (6)
  • antyczne pianina (5)
  • czy warto kupić pianino rubinstein (3)
  • allegro stare pianina (3)
  • fortepiany antyki (3)
  • sommerfeld piano serial number (2)
  • pianino legnica daty produkcji (2)
  • pianino sommerfeld number (2)
  • krótka historia fortepianu (2)
  • pianino kowalik warszawa - sprzedaż (2)
  • pianino s kowalik warszawa (2)
  • mechanika tangentowa\ (2)
  • pianino calisia rok produkcji 1983 - 3 pedały (2)
  • pianino legnica dwa pedał (2)
  • schimmel-ars polonica (2)
  • historia pianin schimmel (2)
  • fortepian zembrzuski (2)
  • szwedzkie pianiono aukcja (2)
  • aukcje antykow pianin (2)
  • fortepiany lehmana (2)
  • wenzel & muller piano (2)
  • fortepiano malecki (2)
  • фортепіано szkielski (2)
  • z jakiego materialu jest wykonana plyta w pianinie starym paul hintz (1)
  • wilhelm jahne pianino (1)
  • www aukcia zabytkowych pianin pl (1)
  • zdjęcia franciszek sakowski pianino (1)
  • pianino legnica offberg 2 pedaly (1)
  • pianino legnica klucz jaki (1)
  • pianino legnica dwa pedały jak okreslic rok (1)
  • pianino legnica dwa pedały (1)
  • znane fortepiany produkował w czasach chopina w polsce (1)
  • jakich materialow urzywali do produkcji fortepianow małecki end szreder (1)
  • pianino schimmel-opinie (1)
  • zembrzuski fortepian warszawa (1)
  • sprzedam fortepian malecki szreder (1)
  • datowanie pianina (1)
  • strojenie pianin fortepianow piotrkow (1)
  • skórski fortepian (1)
  • szerokość pianina lehman (1)
  • seidler pianino allegro (1)
  • search serial number for Eduard sponnagel Liegnitz (1)
  • sprzedam fortepian fibiger (1)
  • prsyklady instrumentow tangentowych (1)
  • piece żeliwne-rok prod 1978 (1)
  • wenzel & muller allegro (1)
  • sprzedam pianino legnica 1975 rok (1)
  • pianino sommerfeld model (1)
  • pianino ile wazy belarus (1)
  • ile wazy pianino lirika (1)
  • ILE KOSZTUJE PIANINO CZAJKOWSKI 35 LETNIE (1)
  • ile jest miedzi w fortrpianie (1)
  • hofpianoforte pianino (1)
  • historia fortepianow (1)
  • georg neumann fortepiany (1)
  • genealogia nazwiska fibiger (1)
  • gdzie jest rok produkcji w pianinie (1)
  • fortepiany i ich nazwy (1)
  • fortepianowa mechanika wiedenska (1)
  • eduard seidler fortepian (1)
  • datowania strona na sprzedaż (1)
  • czy można znaleźć rok produkcji pianina (1)
  • budowa starego pinina (1)
  • budowa pianina paul hintze (1)
  • arspolonika ocross net fortepiandrozdowski (1)
  • jak rozpoznać rok produkcji pianina (1)
  • jak znaleźć datę produkcji na pianinie petrof (1)
  • jaka jest ilość fortepianów w warszawie (1)
  • pianino franz liehr wycena (1)
  • pianino 1992 klawisze z kości słoniowej (1)
  • pianina eduarda seilera (1)
  • petrof pianina antyki (1)
  • olxpianinopetrof (1)
  • mechanika tangentowa (1)
  • malecki i szreder (1)
  • malecki & szreder w warszawie (1)
  • krotka historia nieuczciwej konkurencji w firmie (1)
  • Krall & Seidler serial numbers (1)
  • klucze do zamykania pianin (1)
  • klavírne krídlo promberger 17 storočie (1)
  • kerntopf piano serial numbers (1)
  • karol kurpinski krotka opowiadanie (1)
  • jozef seidler (1)
  • józef hildt fortepian (1)
  • antyki allegro fortepiany j bach (1)