Yamaha czy Petrof?

To pytanie, które ludzie zadają sobie (i przy okazji mnie) z podobną intensywnością, jak pytanie „Pianino prawdziwe czy cyfrowe?”.

Wbrew pozorom, nie jest to pytanie nudne. Jest wręcz jednym z najciekawszych pytań, z którymi przychodzi mi się zmierzyć.

Kiedykolwiek dosiadam pianino czy to Yamahy, czy Petrofa – jestem zachwycony. No, może jestem zachwycony brzmieniem 7/10 Yamah i 9/10 Petrofów – w każdym razie, są to bardzo wysokie wskaźniki.

Zarówno Petrof, jak i Yamaha (ta japońska) – to ścisła światowa czołówka, jeżeli chodzi o pianina. Jakościowo nie mam tym instrumentom nic do zarzucenia, więc, jeżeli są dobrze utrzymane, zawsze mogą być polecane do zakupu.

Jednak ten, kto planuje zakup pianina, musi wiedzieć, że te instrumenty zupełnie inaczej brzmią. Świat muzyczny dzieli się na wielbicieli brzmienia Yamahy i na wielbicieli jej przeciwieństwa – dźwięku Petrofa. Coś jak obóz Brahmsa i obóz Wagnera. Z perspektywy lat możemy sobie pozwolić uwielbiać jednocześnie i Brahmsa, i Wagnera, lecz – w sytuacji z Petrofem i Yamahą – jesteśmy akurat w gąszczu aktualnie prowadzonych sporów i dyskusji.

Yamaha ma brzmienie czyste, precyzyjne, klarowne, czasem szkliste, chłodne, obiektywne, oficjalne i mało emocjonalne. Ten dźwięk bardziej nadaje się do muzyki starszej (Bach, Mozart) i współczesnej. (Oczywiście, z zastrzeżeniami, że współczesne pianino czy fortepian w ogóle nie nadają się ani do Bacha, ani do Mozarta.)

Petrof brzmi ciepło, jedwabiście, romantycznie, głęboko, śpiewnie. On zachwyca i porywa, chwyta za serce. Najlepiej pasuje do muzyki XIX wieku (Chopin i inni – z tym samym zastrzeżeniem: do muzyki każdego kompozytora pasuje ten rodzaj instrumentu, na którym sam kompozytor grał. Pleyel dla Chopina, Erard dla Liszta, Streicher lub inny fortepian wiedeński dla Brahmsa, Graf dla Schuberta).

Dla początkujących łatwiejszym pianinem jest Yamaha. Ona brzmi „od razu”, gra „sama”, jest wygodna i zachęca do gry. Jej smakowite brzmienie sprawia wrażenie mocno koncertowego. Jednak pianiście z doświadczeniem jest w obrębie Yamahy za ciasno. Okazuje się, że „koncertowość” jest jednowymiarowa, i że wyżej głowy nie podskoczysz – dość szybko następuje koniec limitu.

Petrof ma ogromne, głębokie możliwości, dużą rozpiętość dynamiczną, ale, żeby to wszystko wydobyć i ogarnąć, trzeba umieć grać, bo kiepski (niedoświadczony, początkujący) pianista nie wydobędzie tego wszystkiego, co jest w stanie zaoferować pianino Petrofa. Wytrawny pianista doceni duży zapas – cokolwiek by nie robić z tym pianinem, zawsze ma się wrażenie, że ono potrafi jeszcze więcej.
Z drugiej strony, Petrof nigdy nie przestanie śpiewać. Nigdy nie stanie się instrumentem perkusyjnym, nie rozsypie się selektywnymi szkiełkami. Nigdy też nie stanie się instrumentem łatwym.

W ideale byłoby mieć od razu dwa pianina – właśnie Yamahę i Petrofa. Nic więcej nie trzeba. Dalszy wybór – to już tylko fortepian, i to dobrej klasy, bo daleko nie każdy fortepian brzmi na poziomie pianina Petrofa czy Yamahy.

Zapytania z wyszukiwarki, prowadzące na tę stronę:

  • jak otforzyc ciastkarnie (3)
  • yamaha a petrof ktora lepsza (2)
  • rzeczoznawca instrumentow muzycznych malopolska (2)
  • intonowanie młotków (1)
  • skup instrumentow muzycznych e lublinie (1)
  • MALARSTWO (1)
  • jak sie nazywa czlowiek ktory lubi stare zabytki (1)
  • jak nazywa sie ktos kto lubi starsze panie (1)
  • jak nazywa sie czlowiek ktory zajmuje sie zwlokami (1)
  • z jakiego drewna wykonany jest fortepian (1)