Chcesz kupić białe pianino? Festiwal błędów i oszustw gwarantowany!

Wszyscy ulegamy modzie. Gorzej, jeżeli moda często się zmienia. To, co modne było w latach 90-ych, jest dziś obciachem. To, co modne było w latach 50-ych, obciachem było 2 dekady później, zaś dziś jest wspaniałym retro.

Pianina też są zakładnikami mody, podobnie jak i całe umeblowanie naszych wnętrz. Sęk w tym, że pianino – to nie ten instrument, który wymienia się co parę lat (raz, że kosztuje za dużo, a dwa – że wybór pianina nie jest rzeczą wcale łatwą).

Dziś mało komu podobają się pianina typu „orzech mat” lub półmat. Tego typu wykończenie pianin dosłownie śmierdzi szkołą, pełną „plastikowych” instrumentów służących do brzęczenia gam. Z kolei, wysoki połysk w zestawieniu z rudym-czerwonym-brązowym niby-naturalnym fornirem zanadto kojarzy się z gierkowskimi meblościankami, które jeszcze nie zdążyły na tyle się zestarzeć (przede wszystkim moralnie), by ponownie zacząć nas inspirować.

Dziś w modzie jest „wenge”, imitujące kolor i strukturę drewna wenge (ciemny brązowy kolor o pięknej, pełnej deseni, naturalnej dla tego drewna strukturze), czerń oraz biel – te dwa ostatnie kolory w wykończeniu matowym lub w wysokim połysku („czerń fortepianowa”). Jeżeli chodzi o biel, nie jesteśmy oryginalni – w zachwytach nad nią naśladujemy Rosjan, którzy sikają wrzątkiem szczęścia na sam tylko wyraz „biały fortepian”, tak jakby chodziło o wyraz „mój prywatny odrzutowiec”. Jest to wyższy stopień mieszczańskiego luksusu – i dlatego niemal połowa sprzedawanych w Rosji fortepianów jest dziś biała.

Siłą rzeczy, poszukujemy dzisiaj pianin wykończonych właśnie w ten sposób – zaś ich sprzedawcy dobrze o tym wiedzą. I podsuwają klientom pod rękę gotowe rozwiązania.

Dlaczego te gotowe rozwiązania są niebezpieczne?

Dlatego, że pod gotowym rozwiązaniem często kryją się wady, o których nie mamy możliwości się dowiedzieć. Tak samo, jak, kupując w supermarkecie mięso z grilla, nie wiemy (albo wiemy, a mimo to kupujemy…), że właśnie dlatego jest ono na grillu, że jest przeterminowane, zepsute, umyte-wyczyszczone itp., a przy tym obficie przyprawione, zamarynowane, co powinno ukryć wszelkie niedoskonałości i ogólną „słabość materiałową”.

Należy pamiętać o kilku zasadach:

  • Białe pianino nie jest naturalnie białe, lecz przemalowane na biało. Fachowo pianina malują handlarze, nie właściciele indywidualni. Koszt malowania wynosi ok. 2000 zł.

Owszem, istnieją też pianina fabrycznie białe. Ale należy przyjąć, że 90% białych pianin specjalnie pomalowano na biało teraz, na potrzebę sprzedaży. Ewentualność natrafienia na fabrycznie białe pianino jest bardzo mała.

  • Pianino w przyzwoitym stanie technicznym i o przyzwoitym dźwięku kosztuje w salonie handlarza od 4000 zł i wyżej. Jeżeli pianino kosztuje mniej, niż 4000, nie jest to dobre pianino. Dotyczy to pianin niezmienionych wizualnie, czyli nieprzemalowanych.

Kwota 4000 zł jest takim magicznym pułapem, który wyznacza jakość pianina u sprzedawcy. Za modny kolor (biel, czerń, wenge) należy dopłacić ok. 2000 zł. Za nóżki (chippendale) płaci się dodatkowo ok. 1500 złotych.

Należy to kalkulować w sposób następujący: jeżeli białe pianino z nóżkami kosztuje w salonie handlarza 6 tysięcy złotych, to bez nóżek i w kolorze oryginalnym kosztowałoby -2000 -1500 = 2500 złotych. Pianino bez dodatkowych „atrakcji”, które handlarz chciałby sprzedać za 2500 zł, jest bez krzty wątpliwości złym pianinem, a jego cena mówi o tym, że sprzedawca dobrze o tym wie i chce je sprzedać za wszelką cenę.

  • Ta sama kalkulacja działa w odwrotnym kierunku. Białe (czarne, wenge…) pianino w salonie powinno kosztować co najmniej 4000 zł + 2000 zł za malowanie = 6000 złotych. Jeżeli ma do tego nóżki, doliczamy dodatkowo 1500 zł i mamy cenę 7500 złotych. Jeżeli kosztuje mniej – nie jest to dobre pianino, i być może właśnie po to zostało pomalowane, żeby ktoś je wreszcie kupił – widocznie, w kolorze oryginalnym nie było szans na sprzedaż tego pianina.

Kolejna ważna rzecz:

  • Obecny „wysyp” tanich białych pianin (kosztujących 3000, 4000, 5000 zł) mogę potraktować wzruszeniem ramion – NIE SĄ i nie mogą być to dobre pianina. Bardzo często widuję w salonach takie właśnie „pianina” pomalowane w modne kolory i kosztujące tanio. A teraz bardzo ważne wyznanie: jeszcze nie było przypadku, żebym w salonie z pianinami zobaczył jakąś cenową okazję czy promocję. I nie chodzi o to, że „nikt u nas w rodzinie nie będzie wirtuozem” (jak to nieraz słyszę od klientów, którzy myślą, że tylko wirtuozi muszą grać na dobrych pianinach – bo nawet nie wiedzą, na czym rzecz polega i co może kryć się pod hasłem „złe pianino”) – tylko o to, że takie pianina przypominają zalane lub powypadkowe samochody z wyzerowanym licznikiem i ładnie polakierowane. Mogą to być absolutnie śmieciowe pianina. Prawdziwie dobrych pianin się nie maluje, bo można je sprzedać w dowolnym kolorze. Maluje się tylko po to, by uatrakcyjnić pianino i szybko je sprzedać.

Kiedy, oglądając pianina w pewnym salonie, skierowałem się do pięknie zrobionego pod wenge pianina z NRD, sprzedawca mnie zatrzymał: „Niech pan tego nawet nie ogląda. Specjalnie je pomalowałem, bo od roku nie mogłem sprzedać”. Ujmująca chwila szczerości.

Reguła jest taka, że pianin, które są w bardzo dobrym stanie, a przy tym wspaniale brzmią, sprzedawca zazwyczaj nie przemalowuje. On wie, że tak wspaniałe pianino sprzeda się, nawet jeżeli nie odpowiada dzisiejszemu krzykowi mody. Takie pianino jest ponadczasowe. Sprzedawca też wie, że ten, kto gania za modą, nie zwróci uwagi na rzeczy naprawdę ważne, głębokie, niedostrzegalne na pierwszy rzut oka. Sprzedawca będzie chciał sprzedać tak znakomite pianino drogo. Gdyby je jeszcze pomalował, cena wzrosłaby niepomiernie, a więc sprzedaż mogłaby się nie udać.

  • U handlarza pianinami nie ma żadnych okazji ani promocji, zaś cena zawsze z czegoś wynika. Handlarze orientują się w zawiłościach rynku nawet lepiej, niż ja sam. Dwa Petrofy – jeden w wykończeniu oryginalnym, drugi przemalowany na biało lub na czarno – kosztują tyle samo? Nie, nie jest to promocja. Ten przemalowany jest o 2000 złotych gorszy od tamtego oryginalnego.

Widzimy w salonie sprzedawcy pianino, które nie ma nóżek, nie jest białe/czarne/wenge, nie nazywa się „Steinway” i nie jest świeżo po udanym remoncie generalnym, a przy tym kosztuje całe 8 czy 10 tysięcy złotych? Jedno z dwóch – albo sprzedający jest wariatem, albo możemy spodziewać się, że jest to instrument z najwyższej półki, o najlepszych możliwych właściwościach brzmieniowych, a przy tym zadbane, w doskonałym stanie technicznym. Rzecz jasna, nie kupujmy takiego pianina w ciemno – przecież niniejszy tekst czytają nie tylko ci, którzy pianin poszukują…

  • Przemalowanie pianina, poza polepszeniem jego wyglądu, może mieć na celu ukrycie różnych rzeczy, jak to wady i uszkodzenia, prawdziwy wiek lub tożsamość pianina.

Wiele ze wspaniale wyglądających (specjalnie pomalowanych na potrzebę sprzedaży) pianin ma w środku wady i skazy, często pozostawione bez naprawienia, a czasem specjalnie „podchędożone”, zamaskowane tak, by nie ujawniły się przed zakupem pianina. Wiele takich pianin doznaje dodatkowych uszkodzeń w procesie malowania, a niektóre z nich po ponownym złożeniu (już po przemalowaniu) są niekompletne. Osobiście widziałem takie białe pianino, które w międzyczasie „zgubiło” kilka elementów obudowy; w innym z kolei niektóre elementy były dorobione, ale tak niedobrze, żeby przypadkiem zbyt długo nie wytrzymały. Wiele przemalowanych pianin na zawsze traci swoje numery seryjne, a być może również i tożsamość. Numery są likwidowane (pozwala to potem cudownie „odmłodzić” pianino – ot, przemalowany na biało Rippen „z końca lat 80-ych” w rzeczywistości pochodził z roku 1964 – udało mi się znaleźć dobrze ukryty, niewytarty numer seryjny), nazwy są sztucznie odtwarzane, czasem z błędami, a czasem za pomocą zdjętych z pianin innych producentów tabliczek firmowych.

  • Każde pianino można przemalować na kolor biały lub na kolor czarny (nie dotyczy to jednak wenge). Jeżeli więc chcemy mieć w domu białe pianino, musimy najpierw wybrać dowolne dobre pianino, a potem zlecić jego przemalowanie, rzecz jasna, za dodatkowe pieniądze.

Niekoniecznie wyjdziemy na tym korzystnie cenowo, ale dokonamy wówczas świadomego wyboru. No i pamiętajmy, że za prawdziwe piękno trzeba płacić – chyba że zadowalamy się, jak to mamy w narodowym zwyczaju, tandetną wydmuszką jedynie udającą piękno.

Powyższy tekst odnosi się do pianin sprzedawanych przez sprzedawców (w salonach i internecie, „wysyłkowo” i stacjonarnie). Jeżeli kupujemy pianino w modnym kolorze od właściciela indywidualnego, również musimy być czujni. Przecież tak czy inaczej ktoś kiedyś to pianino przemalował…

Zapytania z wyszukiwarki, prowadzące na tę stronę:

  • pianina zakup (2)
  • powiat kaliski firma szlifowanie starych sprzetow muzycznych (1)